DWA LATA WIĘZIENIA ZA CELOWE PRZEJECHANIE STARSZEGO KUNDELKA

  • 30.08.2020, 13:10
  • Edyta Superson, Piotr Suszek
DWA LATA WIĘZIENIA ZA CELOWE PRZEJECHANIE STARSZEGO KUNDELKA
(Myszków) Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał na dwa lata więzienia Rafała B., który w zeszłym roku brutalnie i celowo przejechał psa na jednej z lokalnych dróg w gminie Irządze. Mający wówczas 21 lat mężczyzna najpierw potrącił kilkunastoletniego kundelka, następnie kilkukrotnie po nim przejechał, a na końcu ciągnął go przed samochodem. Rafał B. nagrał swój wyczyn telefonem komórkowym i udostępnił nagranie w Internecie.

Rafał B. pochodzi z gminy Syców. W sobotę, 1 czerwca 2019 roku 21-letni Rafał B., jadąc samochodem służbowym, w Zawadce (gm. Irządze, powiat zawierciański) celowo przejechał psa. Nagranie z tego zdarzenia opublikował w internecie. O sprawie było głośno w całej Polsce. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Został oskarżony o zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
Pod koniec marca 2020 roku w Sądzie Rejonowym w Myszkowie zapadł wyrok nakazowy, w którym stwierdzono winę mężczyzny. Skazano go wówczas na 2 lata prac społecznych w wymiarze 40 godzin miesięcznie. Ponadto Sąd orzekł od Rafała B. nawiązkę w wysokości 10 tysięcy złotych na rzecz Towarzystwa Ochrony Zwierząt. Rafał B. otrzymał również 10-letni zakaz posiadania zwierząt. Wyrok za zbyt łagodny uznało Pogotowie dla Zwierząt, które w tej sprawie było jednym z oskarżycieli posiłkowych. Od razu zapowiadano wniesienie sprzeciwu.
Szczegółowy przebieg zdarzenia, który widoczny jest na filmie nagranym przez Rafała B. przybliża na portalu Facebook Pogotowie dla Zwierząt.
- Na filmie, jaki zarejestrował prawie rok temu sam sprawca, już z daleka widać na asfaltowej drodze psa. Rafał B. uderza go celowo. To starszy, duży kundel mieszkający obok w gospodarstwie. Potem sprawca cofa, podjeżdża do psa ponownie, zatrzymuje się i mówi przez otwarte okno: - Ty! Stary! Podnoś się! Kiedy pies nadal leży, wtedy powoli i z premedytacją najeżdża na niego. Słychać gruchot kości. Zwierzę jednak żyje. Wtedy kierowca nie zjeżdżając z psa, bo koło nadal jest na psie robi zbliżenie na cierpiącego psa kamerą z telefonu komórkowego i ponownie pyta potrąconego psa przez okno: - Co? Co? Co Ci kur... Eee? Podnoś się... Po czym ponownie cofa i jedzie do przodu, przejeżdżając psa jeszcze dwa razy. Film jest bardzo drastyczny. Ukazuje olbrzymie cierpienie psa i zdegenerowanie sprawcy. Na końcu filmu słychać jak kierowca mówi: - Ale, chu... Chodzić nie umiesz to masz teraz na łeb... I przejeżdża po nim raz jeszcze przy głowie i szyi, ciągnąc go za kołem auta - czytamy w poście z dnia 4 maja br. na Facebooku na stronie Pogotowia dla Zwierząt.
Samo przeczytanie tego opisu wywołuje łzy w oczach osób wrażliwych. Film wciąż jest dostępny w internecie - można go znaleźć na Facebooku w jednym z postów organizacji Oleśnickie Bidy. Tych, którzy chcieliby się z nim zapoznać ostrzegamy, że nagranie jest drastyczne.

Pogotowie dla Zwierząt oraz organizacje „OTOZ Animals” i „Oleśnickie Bidy” wykonywały prawa oskarżyciela posiłkowego w tej sprawie. Od razu po otrzymaniu wyroku nakazowego z marca br. Pogotowie dla Zwierząt zapowiedziało wniesienie sprzeciwu.
- Ten wyrok jest śmiesznie niski. Sąd bardzo łagodnie potraktował sprawcę, a jednocześnie zagrał nam na nosie. Wszystkim nam, którzy razem z Państwem walczyliśmy o sprawiedliwość, zbierając dowody w sprawie.
Nie ma na to naszej zgody. Jeszcze dziś będziemy pisać sprzeciw od tego wyroku. Będzie wiązało się to z tym, iż wyrok utraci swoją moc i sprawa zostanie rozpoznania na zasadach ogólnych, czyli będą przeprowadzone normalne rozprawy i słuchani świadkowie. Będzie prowadził je oczywiście inny sędzia niż ten, który wydał wyrok nakazowy. Będziemy jeździć na wszystkie rozprawy jako oskarżyciel posiłkowy i informować Państwa o ich przebiegu. Mamy nadzieję na surowy wyrok bezwzględnego więzienia. Takiego będziemy się dla Rafała B. domagać - informowało Pogotowie dla Zwierząt na początku maja za pośrednictwem portalu Facebook.
W związku z wniesionym sprzeciwem do wyroku nakazowego z marca 2020r., sprawa była rozpatrywana przez Sąd w zwykłym trybie. W piątek, 31 lipca 2020 roku w Sądzie Rejonowym w Myszkowie odbyła się rozprawa w sprawie Rafała B.
Do zdarzenia doszło na początku czerwca 2019 roku. Jadący samochodem dostawczym 21-latek przejechał z premedytacją znajdującego się na drodze psa, po czym celowo kilkukrotnie po nim przejechał, komentując i drwiąc ze zwierzęcia. Całe zajście sam nagrał i udostępnił w internecie. Obiegło ono całą Polskę, dotarła do niego również policja, która 2 czerwca 2019r. aresztowała Rafała B. na okres trzech miesięcy.
Sprawę prowadziła sędzia Karina Kostrzewska. W rozprawie uczestniczył oskarżyciel posiłkowy – przedstawiciele Fundacji „Oleśnickie Bidy” – oraz Prokurator Anna Karteczka. Na rozprawie stawił się również oskarżony Rafał B. wraz z obrońcą.


OSKARŻONY TWIERDZIŁ, ŻE ROZJECHAŁ PSA W ODWECIE ZA SARNĘ
Na piątkowej rozprawie Rafał B. odmówił składania wyjaśnień i odpowiadania na pytania. Sąd przytoczył wyjaśnienia oskarżonego, które ten składał na wcześniejszym etapie postępowania. Rafał B. przyznał się do zarzucanego mu czynu. Jak opisywał, do zdarzenia doszło w Zawadce w gminie Irządze w sobotę 1 czerwca 2019 roku ok. godziny 4.00-5.00 rano. Mężczyzna jechał służbowym autem dostawczym (pracował wówczas w fabryce mebli). Jak tłumaczył Rafał B., zauważył jak na poboczu kilka psów szarpie sarnę. Zawrócił i podjechał do tego miejsca. Asfaltem szedł jeden z psów, reszty miało już nie być na miejscu. Za to, że pies rzekomo szarpał sarnę, Rafał B. potrącił go, a następnie najechał na niego kilkukrotnie. Po potrąceniu dojechał do leżącego psa, który wciąż żył i nie mógł się podnieść. Przejechał po tułowiu i po głowie psa, następnie ciągnął go przed samochodem, aż pies „przeleciał” pod kołami. Całe zdarzenie Rafał B. nagrywał swoim telefonem. Nagranie udostępnił w Internecie. Jak wyjaśniał wcześniej Rafał B., nie sprawdzał miejsca, w którym miał widzieć sarnę i nie widział jej później. Rzekomego ataku na dziką zwierzynę nigdzie nie zgłosił. Odjeżdżając z miejsca zdarzenia nie wiedział, czy pies jeszcze żył. Zapewniał, że nie był pod wpływem alkoholu, ani środków odurzających. Jak mówił, przyjmował tylko tabletki na zwiększenie siły, bo chodził na siłownię. Robił sobie też zastrzyki, które przepisał mu lekarz. Nie potrafił wyjaśnić po co przejechał psa. Przeprosił i zapewniał, że żałuje swojego czynu. 31 lipca oskarżony podtrzymał swoje wyjaśnienia, które przytoczył Sąd.

17-LETNI PIES BYŁ UFNY I PRZYJAZNY
Pierwszym świadkiem na rozprawie był właściciel przejechanego psa. Jak mówił mężczyzna, jego pies – wabił się Maks – był starszym kundelkiem, głuchym, nie widział na jedno oko. Świadek miał go od 2002 roku. Według właściciela, czworonóg nie był agresywny, często chodził luzem. Pies był ufny i przyjacielski, nikt się na niego nie skarżył. Posesja właściciela nie jest ogrodzona. Jak zeznawał, Maks nie wychodził na drogę. Zazwyczaj był na podwórku, a jeśli wyszedł, to chodził poboczem. Jak mówił mężczyzna, Maks nie atakował innych zwierząt – ani kotów, ani psów. W pobliżu swojej posesji świadek nie widuje ani dużych psów, ani saren.
W sobotę rano mężczyzna wyszedł do sklepu i zauważył leżącego na jezdni psa. Właściciel zakopał go na podwórku. Nie wiedział co się stało, podejrzewał, że „jakiś szaleniec go rypnął”. Następnego dnia, w niedzielę, syn mężczyzny pokazał mu w internecie nagranie całego zdarzenia. W wiadomościach telewizyjnych właściciel psa zobaczył materiał dotyczący tego zdarzenia i stąd miał się dowiedzieć, że poszukiwany jest właściciel Maksa. Żona świadka po wiadomościach miała zadzwonić do fundacji do Oleśnicy.

MATKA RAFAŁA B. ZAPEWNIA, ŻE SYN ZAWSZE ZAJMOWAŁ SIĘ ZWIERZĘTAMI
Drugim świadkiem na piątkowej rozprawie była matka Rafała B. Jak mówiła, to co zrobił jej syn było bardzo złe. Opowiadała o tym, jak zmieniło się życie całej rodziny od czasu zdarzenia. Ludzie robili zdjęcia pod domem, odgrażali się w Internecie, pojawiły się groźby, że spalą ich dom. Zapewniała, że jej syn po opuszczeniu aresztu zmienił się, postępuje lepiej. Opowiadała o problemach Rafała B. ze znalezieniem pracy. Po wyjściu z aresztu znalazł zatrudnienie, ale z powodu zainteresowania jego osobą w związku ze sprawą, pracodawca nie przedłużył z nim umowy. Groźby miała otrzymywać też siostra oskarżonego. Zgodnie z relacją matki, córka miała być straszona, że zostanie oblana kwasem, zgwałcona.
Jak mówiła matka Rafała B. w domu zawsze były zwierzęta, a jej mąż – ojciec oskarżonego – jest myśliwym. Zwierzętami zazwyczaj zajmował się Rafał B., a jego matka nie zauważyła nigdy niewłaściwego zachowania syna w stosunku do zwierząt. Kobieta do dzisiaj nie obejrzała do końca nagrania syna z przejechania psa, widziała tylko początek. Nie mogła uwierzyć, że jej syn zrobił coś takiego. Jak mówiła dalej, rodzina ma dwa psy, które zawsze bardzo się cieszą na widok Rafała B., bo je wypuszcza. Psy zazwyczaj są w kojcu, czasami są wypuszczane. Matka oskarżonego przybliżyła również, jak kiedyś syn i mąż przywieźli do domu warchlaki, którymi potem opiekował się syn.

WEDŁUG SIOSTRY ARESZT BYŁ DOBRĄ RESOCJALIZACJĄ
Trzecim i ostatnim świadkiem na rozprawie 31 lipca była siostra Rafała B. Jak mówiła, brat bardzo zaskoczył ją swoim zachowaniem. Oboje wychowywali się ze zwierzętami i siostra nigdy nie widziała go w takiej roli. Jak opisywała kobieta, po opuszczeniu aresztu Rafał B. miał się zmienić – odciął się od znajomych, którzy zdaniem siostry Rafała B. mieli na niego zły wpływ. Według siostry oskarżonego wpływ na niego miały również groźby kierowane pod jej adresem. Jej zdaniem 3-miesięczny areszt był dla niego dobrą resocjalizacją. Jak mówiła, brat chyba nie bierze udziału w polowaniach. Zeznając wspomniała, że była zabierana na zakończenie polowania jako młodsza dziewczyna. Stawała niejako w obronie polowań, przekonując, że to nie jest do końca tak, że polowania są dla zabawy. Ludzie polowali od dawien dawna, a teraz to wszystko jest trochę przestawione (jak rozumiemy, chodzi o nastawienie społeczeństwa do polowań). Zdaniem siostry Rafała B. widok martwego zwierzęcia nie wywarł jakiejś zmiany w jej psychice. Kobieta nigdy nie widziała, aby jej brat zachowywał się negatywnie wobec zwierząt. Podobnie jak wcześniej matka oskarżonego, siostra również przybliżyła groźby, jakie kierowane są pod adresem całej rodziny. Rodzice mieli dostawać listy, w których ktoś odgrażał się, że Rafałowi B. zostanie zrobione to, co on zrobił psu. W wyniku zainteresowania bratem, stracił on pracę. Szef wystawił mu pozytywną opinię, że był zadowolony z pracy Rafała B., ale poprosił, by poszukał innej pracy, bo nie chciał mieć kłopotów (chodzi tutaj o zatrudnienie, które znalazł po wyjściu z aresztu, a nie o firmę, w której pracując przejechał psa).

OSKARŻYCIEL: NIE MA OKOLICZNOŚCI NA KORZYŚĆ RAFAŁA B.
W mowie końcowej oskarżenie podkreślało, że wina Rafała B. nie budzi wątpliwości, a czyn, którego dokonał jest karygodny. Podkreślano, że oskarżony jest poczytalny, czyn popełnił z premedytacją i bez wahania. Agresja Rafała B. miała być nieusprawiedliwiona i bez racjonalnego powodu, a czyn powinien zasługiwać na szczególne potępienie. Zachowanie uwiecznione na nagraniu - według oskarżenia – wskazywało, że cierpienie zwierzęcia nie robiło wrażenia na Rafale B. i że nie ma okoliczności działających na jego korzyść. Kara powinna być nie tylko sprawiedliwa, ale również uświadomić zarówno Rafałowi B., jak i społeczeństwu, że nie ma pobłażania dla takiego zachowania względem zwierząt, które są żywymi istotami.
Zdaniem oskarżyciela bezmyślne okrucieństwo Rafała B. spowodowało ogromne cierpienie psa, który miał między innymi złamane wszystkie żebra, rozerwane mięśnie brzucha, zmiażdżone nerki. Według oskarżyciela, stopień demoralizacji Rafała B. i jego zachowanie nie znajdują uzasadnienia w ogólnie przyjętych normach moralnych. Wersja oskarżonego, że pies atakował wcześniej sarnę, nie znalazła potwierdzenia w materiale dowodowym. Zdaniem oskarżyciela, zachowanie Rafała B. wyczerpało znamiona znęcania się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem i zasługuje on na najsurowszą karę; powinien być izolowany od społeczeństwa. Choć agresją i groźbami kierowanymi w stosunku do rodziny Rafała B. powinny zająć się odpowiednie organy i nie ma zgody na takie zachowania, to okoliczności te zdaniem oskarżenia nie mają wpływu na sprawę, bo pokrzywdzonym jest tutaj właściciel psa, a nie rodzina oskarżonego.
Oskarżyciele wnosili o karę 3 lub 5 lat pozbawienia wolności, 15-letni zakaz posiadania zwierząt, nawiązkę w kwocie 10 tysięcy złotych na rzecz Fundacji „Oleśnickie Bidy”, zwrot Fundacji kosztów zastępstwa adwokackiego oraz zasądzenie na rzecz Skarbu Państwa wszystkich opłat.

ZDANIEM OBROŃCY WIĘZIENIE TYLKO ZASZKODZI
Następnie głos zabrał obrońca oskarżonego, który na początku podkreślił, że jego klient przyznał się do winy, nie kwestionuje wagi i karygodności popełnionego czynu. Trzy miesiące spędzone w areszcie były wystarczającym okresem czasu, by przemyśleć swoje zachowanie. Spotykać się ma z ostracyzmem społecznym, stracił pracę, jego rodzina otrzymuje groźby. Zdaniem obrońcy Rafał B. skutki zdarzenia odczuwa cały czas, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Mężczyzna zmienił się i chce odpracować swoje winy. Obrońca zastanawiał się, jak Rafał B. miałby odpracować swoją winę, siedząc w więzieniu – jak miałby zarobić pieniądze na rzecz Fundacji. W zakładzie karnym nie będzie zarabiał, będzie odizolowany, ale wg obrony może w więzieniu nastąpić demoralizacja oskarżonego.
Jak mówił obrońca, byłoby lepiej gdyby mężczyzna odpracował swoją winę, niż żeby był odizolowany od społeczeństwa. Podkreślił, że Rafał B. żałuje tego, co się stało. Dodał, że po zdarzeniu w rozmowie z koleżanką (przed zatrzymaniem przez policję) oskarżony wskazywał, że zdenerwowało go, że psy męczyły sarnę, a więc trudno stwierdzić, by w ten sposób przygotowywał linię obrony. Jego reakcja nie była adekwatna, ale zdaniem obrońcy nie można mówić o działaniu bez motywacji. Odnosząc się do ewentualnego bezwzględnego więzienia, obrona wskazywała również, że to było incydentalne zdarzenie, a cierpienie psa trwało 2-4 minuty. Jaka więc powinna być kara dla tych, którzy znęcają się nad zwierzętami długo i nie mają motywu, jaki miał mieć Rafał B.?
Obrońca nie zgodził się z tym, że więzienie byłoby odpowiednią karą i wnosił o utrzymanie orzeczenia z wyroku nakazowego z marca bieżącego roku z wyjątkiem tego, by Rafał B. nie został obciążony kosztami sporządzenia opinii, polegającej na pozyskaniu danych z jego telefonu komórkowego (kwota ok. 22 tys. zł).

RAFAŁ B. ZAPRASZA NA POLOWANIE
Po mowach końcowych stron, Sąd zapytał Rafała B., o co wnosi. Oskarżony zwrócił się wtedy do prokurator i oskarżyciela posiłkowego… zapraszając na polowanie. – Na pewno chciałbym zaprosić panią prokurator i tą drugą panią na polowanie. Zobaczycie jak to wygląda, że tam też się pracuje. (…) Od 1 października zaczynają się polowania. Zaczynają się od wożenia karmy, nie od strzelania, nie od zabijania, tylko pozyskiwania zwierzyny. I przepraszam bardzo za to, co zrobiłem. Żałuję tego, co zrobiłem. Sytuacja też inaczej wyglądała. Przepraszam jeszcze raz – powiedział Rafał B. Sąd upomniał mężczyznę, że zwraca się do Sądu, na co oskarżony odparł, że „tak, ale po prostu chce pokazać to”.

DWA LATA WIĘZIENIA, ZAKAZ POSIADANIA ZWIERZĄT I NAWIĄZKA DLA FUNDACJI
Sąd ogłosił wyrok po ponad 1,5-godzinnej przerwie. Rafał B. został uznany za winnego i skazany na 2 lata pozbawienia wolności (w co zaliczono 3-miesięczny areszt); otrzymał zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt na okres 15 lat, ma zapłacić nawiązkę w wysokości 10 tysięcy złotych na rzecz Fundacji Oleśnickie Bidy, 1.200 złotych kosztów zastępstwa procesowego dla Fundacji (czyli koszty, jakie Fundacja musiała ponieść, wynajmując prawnika). Ponadto Sąd orzekł, że Rafał B. zapłacić ma 300 zł na rzecz Skarbu Państwa oraz pokryć wydatki poniesione w sprawie w wysokości niewiele ponad 22 tysięcy złotych.
Jak wyjaśniała sędzia Karina Kostrzewska, bardzo rzadko się zdarza, aby Sąd i strony mogły obejrzeć jak wyglądało popełnione przestępstwo i zobaczyć, jak oskarżony zachowywał się w czasie popełniania czynu. Przebieg zdarzenia nie budzi żadnych wątpliwości, a oskarżony przyznał się do winy. Sąd nie uwierzył w wyjaśnienia Rafała B. dot. ataku psa na sarnę, uznając że wykluczone jest, by stary, głuchy i nie widzący na jedno oko pies zaatakował dziką zwierzynę. Wyjaśnienia Rafała B. Sąd określił jako nieudolną próbę umniejszenia swojej winy i próbę znalezienia usprawiedliwienia czynu, którego nie da się usprawiedliwić. Dla Sądu niewątpliwe było to, że działanie Rafała B. miało postać szczególnego okrucieństwa i nie było to śmiertelne potrącenie, tylko powolne i okrutne zadawanie psu cierpienia, które doprowadziło do jego śmierci.
- Milan Kundera w swojej najbardziej chyba znanej książce pt. „Nieznośna lekkość bytu” napisał, że prawdziwa próba ludzkości, najbardziej podstawowa polega na stosunku człowieka do tych, którzy są wydani na jego łaskę i niełaskę: do zwierząt. Oskarżony tej próby nie przeszedł, jego zachowanie było skrajnie okrutne i nieludzkie. Psy pomimo tego, że są mniej rozwiniętą formą istnienia od człowieka, zazwyczaj atakują człowieka z jakiegoś powodu – ze strachu, z bólu, a czasami z powodów chorobowych, która wzbudza u nich agresję. Oskarżony, co stwierdzili biegli psychiatrzy opiniujący w tej sprawie, był w pełni poczytalny i świadomy tego, co robi, a pomimo tego bez żadnej przyczyny potrącił i kilkukrotnie przejechał zwierzę, które było całkowicie bezbronne. Dodatkowo przyglądał się i drwił z jego cierpienia – mówiła sędzia Karina Kostrzewska.
Dla Sądu nie ma wątpliwości, że Rafał B. czerpał przyjemność z tego, że zadaje cierpienie zwierzęciu. Udostępniając film w Internecie, chwalił się złem i krzywdą, którą uczynił, a to ma świadczyć o tym, że nie rozumie jak poważne popełnił przestępstwo. Potwierdzać mają to również pisma, które sporządzał, będąc w areszcie. Jak wyjaśniał Sąd, Rafał B. miał w nich pisać, że częściową winę za zdarzenie ponosi właściciel psa, bo to on dopuścił do tego, że Maks był poza posesją. Rafał B. miał akcentować współwinę właściciela i opisywał zdarzenie z sarną sugerując, że właściciel specjalnie wypuszcza psy, by odganiały z sadu sarny (to dlatego Sąd pytał właściciela Maksa, czy ma sad i czy widuje tam dziką zwierzynę). Zdaniem Sądu Rafał B. nie był sprowokowany przez psa, a jego jedynym motywem była chęć zadania cierpienia. Nagranie zdarzenia oceniane jest przez osoby, które je widziały jako skrajnie szokujące. Jak mówiła sędzia Karina Kostrzewska, ciężko je obejrzeć do końca, nawet siostra i mama Rafała B. nie obejrzały filmu w całości. To, że Rafał B. wszystko nagrywał i udostępnił w Internecie zdaniem Sądu świadczy o wysokim poziomie degeneracji oskarżonego i niedostosowaniu społecznym, ponadto okazał, że jego poziom agresji nie może być korygowany za pośrednictwem kar wolnościowych.

PRZYZNANIE SIĘ DO WINY NIE JEST TU ZASŁUGĄ
Dla Sądu przyznanie się do winy przez Rafała B. nie było okolicznością łagodzącą, bo dowody były tak jasne, że trudno byłoby je kwestionować. Przyznanie się do winy nie jest więc żadną zasługą w tym przypadku. Sąd brał pod uwagę postawę oskarżonego – jego współpracę z policją, złożenie wyjaśnień, stawienie się na rozprawę, jego młody wiek oraz to, że nie dopuszczał się takich czynów wcześniej. Według sądu część konsekwencji społecznych, które ponosi Rafał B. jest naturalna (jak np. pierwsza utrata pracy z fabryki mebli, dla której pracował w czasie zdarzenia) i musiał się on z tym liczyć. Natomiast nie powinny mieć miejsca groźby, zastraszanie, robienie zdjęć. Okolicznością działającą na niekorzyść Rafała B. było to, że z akt sprawy wynika, że Rafał B. był już skazany za groźby i za stalking.
Według Sądu 5 lat więzienia byłoby wygórowaną karą o charakterze odwetowym, a kara sprawiedliwa nie może przekraczać stopnia winy. Z drugiej strony, Sąd nie zgodził się z wnioskami obrońcy, bo przyjmując tok myślenia obrony, żaden sprawca (nawet okrutnego czynu) nie powinien trafić do więzienia, bo nie będzie mógł zrekompensować społeczeństwu tego, co zrobił. Jak dodała sędzia, Rafał B. będzie mógł zapłacić nawiązkę na rzecz Fundacji Oleśnickie Bidy po wyjściu z zakładu karnego.
Wyrok nie jest prawomocny, a strony – zarówno oskarżyciele, jak i obrona – mogą wnieść apelację.

 

Edyta Superson, Piotr Suszek

Zdjęcia (3)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu gazetamyszkowska.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe