Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
poniedziałek, 23 marca 2026 17:12
Przeczytaj!
Reklama
Reklama

„MOTYLE W BRZUCHU NIE FRUWAŁY, ALE BYŁO WZRUSZENIE”

(Poraj) Tomasz Brymora, biznesmen związany z Myszkowem i Porajem, radny tej ostatniej gminy, żeglarz i propagator żeglarstwa, pod koniec ubiegłego roku zrealizował swoje marzenie z dzieciństwa. W towarzystwie podobnych sobie pasjonatów pływania pod żaglami dwukrotnie opłynął Przylądek Horn. Jak sam mówi, to osiągnięcie można porównać do zdobycia przez himalaistę Mount Everestu, najwyższego szczytu na kuli ziemskiej.
Podziel się
Oceń

(Poraj) Tomasz Brymora, biznesmen związany z Myszkowem i Porajem, radny tej ostatniej gminy, żeglarz i propagator żeglarstwa, pod koniec ubiegłego roku zrealizował swoje marzenie z dzieciństwa. W towarzystwie podobnych sobie pasjonatów pływania pod żaglami dwukrotnie opłynął Przylądek Horn. Jak sam mówi, to osiągnięcie można porównać do zdobycia przez himalaistę Mount Everestu, najwyższego szczytu na kuli ziemskiej.

 

Rejs, w który wyruszył, rozpoczął się w Argentynie, w Ushuaia. To miasto jest uznawane za wyjątkowe miejsce, ze względu na swoje położenie. Uważa się je za najbardziej wysunięte na południe miasto nie tylko w Argentynie oraz Ameryce Południowej, ale także na świecie. Tytuł ten jest kwestionowany co prawda przez Chile, które na południe od Ushuaia, na wyspie Navarino rozwija rybacką osadę Puerto Williams. Ta ostatnia nie posiada jednak pełnej miejskiej infrastruktury, liczbą mieszkańców także nie może konkurować z Ushuaia.

 

Gazeta Myszkowska: Mówi się, że dla himalaisty marzeniem jest wspiąć się na Mount Everest. Dla żeglarza takim marzeniem jest chyba opłyniecie Przylądka Horn?

 

Tomasz Brymora: - Horn to takie miejsce dla żeglarza, które od dziecka pojawia się w różnych szantach, piosenkach żeglarskich. Miejscem bardzo trudnym do zdobycia, ale zarazem bardzo ważnym, choć i budzącym grozę. Tam do tej pory zginęło około 10 tysięcy żeglarzy. Myślę, że jak najbardziej można to miejsce nazwać takim morskim Mount Everestem.

 

GM: - Panu udało się je zdobyć.

 

TB: - Tak. Udało się to całej naszej załodze, która jachtem „Selma” wyruszyła z Ushuaia w Argentynie. To jest miejsce, z którego wyrusza większość wypraw na Antarktydę i Horn. Nasza załoga była w stu procentach polska. Stanowili ją ludzie z całej Polski, praktycznie od Gdańska, poprzez Kraków, Poznań, no i oczywiście nasz Poraj. W sumie 11 osób, z czego dwie osoby to stała załoga jachtu: kapitan Piotr Kuźniar i bosman Jerzy Makedoński i 9 osób załogi. Pełna nazwa jachtu, którym płynęliśmy brzmi „Selma Expedition”. Jego właściciel sześć lat temu postanowił zmienić swoje życie kupując go i organizując tego typu eskapady. Bo nazwa Expadition oznacza zdobywanie. Antarktydy, czy innych trudnych miejsc na półkuli południowej.

 

GM: -Jak długo trwała Pana droga na Horn?

 

TB: - Właściwie od 8 roku życia. Bo od 8 roku życia pływam i od 8 roku życia w marzeniach ten Horn gdzieś tam dla mnie istniał. Były też i dłuższe przerwy w pływaniu, kiedy biznes nie pozwalał mi za bardzo na realizowanie swojego hobby. Teraz udało się to dziecięce marzenie zrealizować. W sumie byliśmy na dwutygodniowym rejsie, podczas którego udało nam się przekroczyć to magiczne miejsce łączące Ocean Spokojny z Oceanem Atlantyckim dwukrotnie. Raz płynąc z zachodu na wschód, było to 28 listopada, i później drugi raz, płynąc ze wschodu na zachód, 4 grudnia.

 

GM: - W jaki sposób doszło do tej wyprawy, do Pana udziału w niej?

 

TB: - Mojego kolegi przyjaciel ze Szczecina, też jest żeglarzem. I często pływa. W zeszłym roku był na podobnej wyprawie, na tym samym jachcie też opłynęli przylądek Horn. I to on napomknął mi, czy ewentualnie nie pisałbym się na taki rejs. Długo się nie zastanawiałem, może pięć minut, i decyzja zapadła na „tak”. Do Argentyny polecieliśmy 24 listopada, na miejscu byliśmy dzień później, udaliśmy się prosto na jacht, a nim na ocean.

 

Rejs można powiedzieć wyglądał standardowo, zostaliśmy podzieleni na wachty. Były cztery wachty i miały one swoje zadania przez całe te 14 dni rejsu. Sam jacht to jednostka typu „Kecz” . 21 metrowy jacht przystosowany do żeglugi dla maksymalnie 12 osób. Jednostka jest bezpieczna, ponieważ jest tak skonstruowana by radzić sobie na tych trudnych wodach. Ma grodzie, rufową i dziobową, które przy kontakcie ze skałami, o które tam nie trudno, są zamykane i one zabezpieczają jacht przed ewentualnym szybkim zatonięciem.

 

GM: -Jaka pogoda panował podczas rejsu?

 

TB: - Pogoda była bardzo zmienna. Wiatr cały czas od 5 do 9 w skali Beauforta, do tego deszcz, śnieg, temperatura powietrza, taka realna, od – 5 stopni do + 1 stopnia Celsjusza, ale odczuwalna zawsze była niższa, na poziomie – 10 stopni C.

 

GM: - Co się czuje, kiedy wreszcie spełnia się to upragnione marzenie?

 

TB: - Trudno nazwać to motylami w brzuchu (śmiech) ale na pewno towarzyszy temu wzruszenie. Płynąc po Oceanie Spokojnym, a ja miałem okazję płynąć po nim pierwszy raz, fala powoduje, że człowiek ma jednak tę chorobę morską. Pierwsze uczucie nie jest zatem może tak wspaniałe (śmiech). Natomiast kiedy już przepłynęliśmy Horn i przyszedł taki wieczór, kiedy pojawiły też wyznania całej załogi, okazało się, że każdy realizował w czasie rejsu jakiś swój plan, marzenie. Piotr Kuźniar, kapitan jachtu mówił nam, a przecież z którąś z kolejnych już załóg przepłynął ten Horn, że nie spodziewał się tego, ale niektórym facetom, takim dużym, twardym i już w odpowiednim wieku płynęły w tym momencie z oczu łzy. Skrycie lub nie, ale płynęły. Wzruszenie towarzyszy takiej chwili jak najbardziej. Duże wzruszenie.

 

GM: - To jakie teraz jest Pańskie marzenie żeglarskie?

 

TB: - Myślę, że Antarktyda. Zaraził nas tym pomysłem podczas tego dwutygodniowego żeglowania nasz kapitan. W tym czasie byliśmy też bowiem i na lodowcach. I to chyba będzie kolejna większa wyprawa realizująca moje marzenie. Mógłby to być ten sam jacht, ale konkretne ustalenia jeszcze nie padły. 20 kwietnia mamy spotkanie całej naszej załogi, odbędzie się ono w Poraju. Wymienimy się zdjęciami, każdy z nas zmontuje jakiś film z wyprawy czy przygotuje slajdy. No i pewnie jakieś plany już będziemy snuć. Czy to będzie ta sama załoga, a może inna, może mieszana? Tego jeszcze nie wiem. Myślę też o samotnych rejsach, na początek po Bałtyku, oraz opłynięciu obu kontynentów amerykańskich. Taka wyprawa potrwała by wtedy około trzech miesięcy.

 

Robert Bączyński

 

***

Przylądek Horn − skalisty przylądek położony na wyspie Horn, w archipelagu Ziemi Ognistej w Chile. Jest najdalej na południe wysuniętym punktem Ameryki Południowej. Południk przechodzący przez Przylądek Horn jest uznawany za granicę między Pacyfikiem a Atlantykiem. Został tak nazwany przez holenderskiego żeglarza Willema Schoutena, który opłynął go jako pierwszy 29 stycznia 1616. Nadał mu nazwę Kaap Hoorn na cześć miasta Hoorn, z którego pochodził. Opłynięcie Przylądka Horn jest trudnym zadaniem, ze względu na panujące tu zwykle trudne warunki pogodowe. Silne wiatry w Cieśninie Drake’a i koło Przylądka Horn są związane z różnicą temperatury pomiędzy Antarktydą i cieplejszym powietrzem w średnich szerokościach południowych. Powstaje w ten sposób Antarktyczny Front Polarny i silne wiatry wiejące równoleżnikowo z zachodu na wschód. Do tego dochodzi efekt przyśpieszania wiatrów wchodzących do Cieśniny Drake’a z zachodu na wschód poprzez południowe Andy oraz przez górzysty Półwysep Antarktyczny. Opłynięcie Przylądka Horn do tej pory jest uznawane za bardzo istotne i prestiżowe osiągnięcie w żeglarstwie. Wiodą tędy trasy kilku ważniejszych regat na świecie, m.in. słynnego Vendée Globe.

 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Czytelnik ubawionyTreść komentarza: Biedne krówki. Ale to zupełnie jak ci z bandy Epsteina. Oni też bili nieletnie kobiety, a nawet gotowali i jedli je żywcem. Jenak USA to państwo prawa i dlatego wszyscy są i ostatecznie będą całkowicie bezkarni: https://www.youtube.com/watch?v=_U9-obBSJrc . Za to w naszym kraju prawo już całkowicie zezwierzęcało i za takie wyczyny na krowach idzie się do pierdla. Powtórzmy - Za krowy nie ludzi. W dodatku lewacka pani profesor Magdalena Środa już publicznie postuluje prawa obywatelskie dla zwierząt domowych. A w takiej Hiszpanii niecały rok temu upadł (tylko 3 głosami) pomysł by zalegalizować małżeństwa ludzi i zwierząt. Ale i tego należy się u nas ostatecznie spodziewać , bo prac nad tym projektem w UE nie zaprzestano.Data dodania komentarza: 21.03.2026, 15:18Źródło komentarza: BIŁ METALOWYM PRĘTEM CIELNĄ KROWĘ. W OBORE BYŁY WCIEŃCZONE KROWY, A ZA OBORĄ TRUCHŁA CIELĄT. TO OBOK NASAutor komentarza: CzytelnikTreść komentarza: No to może pogadajmy o lewackich osiągnięciach: Lista Epsteina" To FIKCJA. Dlaczego NIKT Się Jej Nie Boi. - https://www.youtube.com/watch?v=_U9-obBSJrc. A wiec lewackie Demokratyczne amerykańskie prokuratory i sady już dawno załatwili tym bandytom i ludożercom dzieci absolutną wolność oraz nietykalność. A wszytko zgodnie z literą prawa. PS. A co z aferą podkarpacką zorganizowaną w Polsce przez banderowską mafię w jej burdelach...???? Tylko grzecznie pytam szanowną Redakcje. Co ? Cisza?, ani jednego tekstu u was nie dostrzegłem. Ciekawe dlaczego...????Data dodania komentarza: 19.03.2026, 11:00Źródło komentarza: Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelnaAutor komentarza: Brudna, śmierdząca Jura zapraszamy !Treść komentarza: Większość mieszkańców Jury kocha swój smog . I nie przeszkadza im, że truje. 😂 brud też nie przeszkadza :(Data dodania komentarza: 15.03.2026, 10:43Źródło komentarza: ZIMĄ SMOG WIOSNĄ PIACH. DLACZEGO JURA NIE LUBI TURYSTÓW?Autor komentarza: Brać się za miotłyTreść komentarza: Jaki przykład dajemy młodym ludziom! Czego ich uczymy, że brud na ulicach to nie problem. Czy nasze gminy naprawę są takie biedne, że nie mają na miotły? Wstyd rządzący wstyd. A zimą jak nie ma śniegu to nie można na bieżąco sprzątać? Zresztą od kilku tygodniu już śniegu nie ma to na co czekać!!!!😤Data dodania komentarza: 14.03.2026, 08:51Źródło komentarza: ZIMĄ SMOG WIOSNĄ PIACH. DLACZEGO JURA NIE LUBI TURYSTÓW?Autor komentarza: KatarzynaTreść komentarza: Tylko człowiek zatruwa swoje jedzenie (pestycydy) i mając teraz wiedzę i inne możliwości ogrzewania naszych domów zatruwa powietrze (smog, który m.in. Związek benzo[a]piren – substancję rakotwórczą) i dziwimy się, że chorujemy. Będziemy chorować niestety to przykre ale sami to sobie robimy. Zgadzamy się jako społeczeństwo na smog i na pestycydy i antybiotyki w mięsie.Data dodania komentarza: 14.03.2026, 08:45Źródło komentarza: ZIMĄ SMOG WIOSNĄ PIACH. DLACZEGO JURA NIE LUBI TURYSTÓW?Autor komentarza: Smog zabijaTreść komentarza: SROZE zabija 😤Data dodania komentarza: 14.03.2026, 08:38Źródło komentarza: ZIMĄ SMOG WIOSNĄ PIACH. DLACZEGO JURA NIE LUBI TURYSTÓW?
Reklama
Reklama
Reklama