WIELKA WODA ZALAŁA NIEGOWĘ I LELÓW

  • 15.07.2013, 11:17 (aktualizacja 01.08.2022, 10:33)
  • Robert Bączyński/Jarosław Mazanek
WIELKA WODA ZALAŁA NIEGOWĘ I LELÓW Tomiszowice. Zalana droga wojewódzka i domy

Podziel się:

Oceń:

(Gm. Niegowa, gm. Lelów) – W wojewódzkim wydziale zarządzania kryzysowego to mi od razu mówili, że będę wiedział co robić, bo chyba jesteśmy zahartowani. Prawdą natomiast jest, że dotknęła nas kolejna sytuacja katastrofalna wywołana przez pogodę. Po wcześniejszych oblodzeniach, które pozrywały linie energetyczne na naszym terenie i wichurze, przyszła kolej na powódź – mówi Krzysztof Motyl, wójt gminy Niegowa, którą z piątku na sobotę zalała wielka woda. Powodziowa fala dotarła następnie do gminy Lelów, gdzie wylała rzeka Białka.  Samorządy obydwu gmin tylko straty w mieniu komunalnym liczą w milionach złotych. To drugi w odstępie kilku tygodni przypadek, kiedy woda zalała mieszkańców naszego powiatu. W czerwcu w podobny sposób ucierpieli mieszkańcy gminy Koziegłowy.      

Od soboty 6 lipca do Lelowa jedyny możliwy dojazd jest od strony Szczekocin lub Pradeł. Połączenia od Częstochowy i Niegowy są nieprzejezdne z powodu zerwanych lub  uszkodzonych mostów. Powódź uszkodziła nowy most na Białce przy wjeździe do Lelowa, przerwana jest droga wojewódzka 789  pomiędzy Lgotą Gawronną, a Ślęzanami. Woda zerwała most w Staromieściu.

Chyba nikt w gminie Niegowa czy w gminie Lelów nie spodziewał się takich efektów burzy, która w nocy z piątku na sobotę szalała na pograniczu powiatów częstochowskiego i myszkowskiego. Ziemia nasiąknięta wodą jak gąbka, nie była w stanie przyjąć nowej fali intensywnych opadów. Jak mówili nam niektórzy mieszkańcy gminy Niegowa, z wystających z ziemi w rurek, przygotowanych według ich słów pod światłowody, woda tryskała niczym z wodotrysków. – Ta deszczówka spływała z pól i zbierała wszystko po drodze. Proszę sobie wyobrazić jaka była jej siła, skoro bez trudu porywała ważące po 800 kilogramów bele kiszonki. Normalnie płynęły wraz z nurtem. Co ciekawe, według prawa nie można mówić w naszym przypadku o powodzi, bo nie mamy na swoim terenie rzek - mówi wójt gminy Niegowa Krzysztof Motyl. – Najgorzej było w Dąbrownie, Sokolnikach, Bliżycach i wschodniej części Tomiszowic. Część wody popłynęła przez Mzurów. Straty w mieniu komunalnym szacujemy na ponad 10 milionów złotych. Zniszczonych zostało wiele kilometrów gminnych dróg, zerwane zostały dwa przepusty. Straty mamy też w sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. W Zakładzie Usług Komunalnych prawdopodobnie na skutek zwarć, bo woda zalała dwa transformatory, spaliły się pompy – wyliczał we wtorek 9 lipca Krzysztof Motyl. I dodawał: - Obecnie trwa weryfikacja strat, mamy komisje które dokonują oględzin i szacują straty u naszych mieszkańców. Nie wiem na jakie środki na usuwanie szkód w mieniu komunalnym mogę liczyć. Wojewoda obiecał nam, że w środę (10 lipca – przyp. red.) otrzymamy pierwszą transzę pomocy, 100 tysięcy złotych z promesy. Nie czekam jednak na te pieniądze by ruszyć z pracami naprawczymi. Wziąłem sprzęt i staramy się naprawiać przepusty i nasypy dróg, by nie ulegały one dalszemu niszczeniu – relacjonuje.

 

 

 

Z terenu gminy Niegowa i dodatkowo z gmin Janów i Irządze woda popłynęła w kierunku Lelowa. Rzeka Białka, na co dzień niegroźny potok, zmieniła nie do poznania swoje oblicze. Do Lelowa Białka, zwykle mieszcząca się w korycie szerokości ok. 5 metrów, płynęła całą doliną na szerokość 100 metrów. Na kilka godzin stała się siejącą zagrożenie i zniszczenie szeroką i rwącą rzeką.

- Trzeba było zobaczyć ją w sobotę, jaka to była niszczycielska siła – wspomina wójt gminy Lelów Jacek Lupa. Najbardziej zagrożona była miejscowość Biała Wielka, z której kilkanaście osób ewakuowano przy pomocy śmigłowca. Straty spowodowane kataklizmem są bardzo duże. - Tylko te w mieniu komunalnym oszacowaliśmy na 14 milionów 888 tysięcy i 700 złotych – podsumowuje wójt Lelowa Jacek Lupa, i wylicza: - Zniszczonych lub podmytych zostało ponad 16 kilometrów dróg gminnych, woda zniszczyła też 17 przepustów, zerwała 4 mosty, straty są także w sieci wodociągowej, kanalizacyjnej i w budynkach komunalnych. Na naprawę dróg potrzeba będzie według naszych szacunków ponad 4 mln 900 tys. zł., na odbudowanie przepustów 1 mln 540 tys. zł., naprawa zerwanych mostów w Białej Wielkiej, Turzynie, Staromieściu i Ślęzanach to koszt 6 mln 500 tys. zł. Straty w budynkach komunalnych oszacowaliśmy na 950 tys. zł., w sieci wodociągowej na 565 tys. zł., a w kanalizacyjnej na 173 tys. zł. Zgłosiliśmy oczywiście do wojewody wniosek o uznanie terenu gminy obszarem dotkniętym klęską żywiołową, ale już wiemy, że tak się nie stanie. Argumentowano m.in., że zagrożenie minęło. Wojewoda na spotkaniu sztabu kryzysowego obiecał nam jednak, że zostaniemy zgłoszeni do objęcia pomocą, z puli przeznaczonej dla obszarów dotkniętych powodzią – mówi wójt Lelowa Jacek Lupa. Przyznaje, że gminy, której roczny budżet oscyluje w granicach 12 milionów złotych na pokrycie strat spowodowanych przez wielką wodę zwyczajnie nie stać.

Sobota była dniem akcji ratowniczej. Strażacy z całego powiatu myszkowskiego zjechali się do Tomiszowic, Bliżyc, Sokolnik wypompowywać wodę z domów, obór, piwnic. Jakie straty ponieśli mieszkańcy gminy? Tego na razie dokładnie nie wiadomo, trwa szacowanie strat w budynkach, gospodarstwach rolnych i uprawach. W środę spotkaliśmy się z komisją wysłaną przez wójta Niegowy w Bliżycach. Prawdopodobnie niewiele z poszkodowanych osób miało swój dobytek ubezpieczony od powodzi.

W poniedziałek 8 lipca w Urzędzie Gminy w Lelowie zorganizowano spotkanie, w którym uczestniczyli m.in. sołtysi poszkodowanych przez wodę miejscowości. Obecni na nim przedstawiciele Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Śląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego wyjaśnili kwestie związane z dopłatami bezpośrednimi oraz związane z szacowaniem i zgłaszaniem szkód wyrządzonych w gospodarstwach rolnych. Sołtysi będą zatem wiedzieć gdzie się zgłosić, jak i u kogo szukać pomocy. Pewnie dla poszkodowanych to niewielkie pocieszenie, ale przedstawiciele Śląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych zadeklarowali, że w jak najszybszym czasie przeprowadzą prace mające na celu uregulowanie cieków wodnych.

Urząd Gminy w Lelowie na swojej stronie internetowej opublikował informację gdzie powinny zgłaszać się osoby poszkodowane. I tak: o pomoc w zakresie wypłaty zasiłków należy pytać w lelowskim GOPS–ie, na parterze w pokoju nr 20, tu też przyjmowane są zgłoszenia od właścicieli zniszczonych budynków wymagających opinii Nadzoru Budowlanego. O pomoc w zakresie zniszczeń w uprawach rolnych pytać należy w ODR, na parterze w pokoju nr 31, pomoc w zakresie wypompowywania wody z piwnic i budynków mieszkalnych udzielana jest w siedzibie Zarządzania Kryzysowego, na parterze w pokoju nr 40, inne sprawy dotyczące powodzi zgłaszać można w sekretariacie urzędu na I piętrze, w pokoju nr 57.

UWAGA, WODA MOŻE BYĆ SKAŻONA

- Na terenach popowodziowych woda może być skażona, dlatego studnie trzeba koniecznie zdezynfekować. Woda wodociągowa jest badana, więc jeśli nie ma komunikatów o jej skażeniu (…) można jej używać bez obaw, chociaż w okresie popowodziowym zaleca się przegotować ją przed spożyciem. Woda ze studni jest natomiast narażona na skażenie, dlatego nie należy jej pić ani używać aż do momentu zdezynfekowania studni. Aby zaopatrzyć się w środki do dezynfekcji studni, należy skontaktować się z Referatem Gospodarki Komunalnej Urzędu Gminy Lelów, tel. 34 3550086 lub stacją Sanitarno – Epidemiologiczną w Częstochowie – informuje Kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej w UG w Lelowie, Elżbieta Miłoch.

KIEROWCY MUSZĄ UWAŻAĆ

Nawałnica spowodowała że na terenie gmin Niegowa i Lelów wiele dróg zostało uszkodzonych, w związku z czym policja wprowadziła objazdy.

- Woda wyryła ogromny rów przez drogę w Sokolnikach uniemożliwiając przejazd w kierunku Bliżyc. W Tomiszowicach zniszczona została część drogi wojewódzkiej 789, co skutkowało częściowym jej zamknięciem (…) Nieprzejezdny jest odcinek drogi wojewódzkiej 789 prowadzący z Niegowy do Lelowa (…) Kierowcy podróżujący od strony Myszkowa w kierunku na Lelów – Koniecpol powinni kierować się na: Żarki – Złoty Potok – Janów – Koniecpol lub Żarki – Kroczyce – Szczekociny – Secemin – Koniecpol. Apelujemy również o zachowanie ostrożność na drogach lokalnych na terenie gminy Niegowa, szczególnie w miejscowościach: Sokolniki i Bliżyce – informowała na początku tygodnia o kłopotach komunikacyjnych aspirant sztabowy Magdalena Modrykamień, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie.

Sprawdzamy czy naprawiają

W środę 10 lipca dziennikarze Gazety Myszkowskiej objechali zniszczony teren ponownie sprawdzając, gdzie i czy służby drogowe zaczęły usuwanie zniszczeń. Jak gminy pomagają mieszkańcom najbardziej zniszczonych gospodarstw. Nie jest to obraz szczególnie pozytywny.

Powiatowy Zarząd Dróg w Myszkowie w sobotę 6. lipca „zabezpieczał” osuwiska patykiem wbitym w pobocze i foliową taśmą. Po godzinie z „barier” nie zostawał ślad. Ale w środę osuwisko w Tomiszowicach było już odgrodzone porządnymi płotkami. Wydawało się, że przy takich stratach ekipy PZD spotkamy w każdej miejscowości. Nic z tego. Choć z drogi wojewódzkiej zostały sprzątnięte wypłukane kamienie, w wielu miejscach na drogach powiatowych i gminnych zalega piach. Nikt nie umacnia wypłukanych poboczy. A czasem woda aż podmyła asfalt, jak w Tomiszowicach. Już widać, że droga w tym miejscu od soboty jeszcze bardziej się wykrzywiła.

Trwają prace naprawcze na przerwanej drodze pomiędzy Ślęzanami, a Lgotą Gawronną. Choć powódź dosłownie wypłukała drogę robiąc 10 metrową wyrwę, na szczęście nie zostały uszkodzone kręgi przepustu drogowego. W środę (to teren Zarządu Dróg z Częstochowy) firma już usunęła zniszczenia i zaczęła uszczelnianie przepustu. W czwartek, jak mówili robotnicy, mieli zacząć odbudowę skarpy drogowej. W ciągu kilku dni przejazd DW 789 do Lelowa i na Szczekociny powinien być odbudowany. Na pozostałych zerwanych przepustach w Sadowiu, Staromieściu nie dzieje się nic, nie licząc pracy mieszkańców, którzy sami sprzątają drogi z kamieni i piachu.

Wieś Sokolniki ciągle przecięta jest na pół przy masarni państwa Beleciów. Potok dosłownie rozerwał mostek w tym miejscu, tworząc 8 metrowy wąwóz. Podczas powodzi wody w tym miejscu było tak dużo, że  zalaniu lub podtopieniu uległy domy położone po 50 metrów od rzeczki. Jak w powodzi sprzed 10 lat najbardziej ucierpiała rodzina Beleciów, mieszkających tuż przy rzeczce. Metr wody mieli nie tylko w domu, ale również w masarni. Zakład produkcyjny zanim ruszy ponownie, wymaga remontu budynku i maszyn.

Do środy w przeciętej na pół wsi nie działo się nic. Nie licząc zleconej przez wójta Niegowy próby zasypania zerwanej drogi ziemią. Ale ten „pomysł” storpedowali mieszkańcy.

-Nie pozwolę, żeby naprawili ten most prowizorycznie, bo tak zostanie na lata i przy kolejnej powodzi będzie to samo. Proszę zobaczyć. Położony 10 metrów dalej stary mostek na pole jest nietknięty, bo zrobiony porządnie. A tu zrobiono po powodzi sprzed 10 lat przepust, nie porządny most i dlatego jestem zalany ponownie. Proponuję, aby na moim terenie zrobić przepust tymczasowy, a most wybudować jak się należy. Wtedy deszcze przestaną mi zagrażać – mówi właściciel masarni.

W Bliżycach rodziną, która ucierpiała najbardziej jest również rodzina Beleciów. Ale tu niewiele można mieć pretensji do pogody, a sporo do Powiatowego Zarządu Dróg. Można zaryzykować tezę, że powodzi  u Beleciów by nie było, gdyby PZD wykonał właściwie przepusty pod drogą powiatową na skrzyżowaniu z drogą lokalną. Jesienią 2011 (dyrektorem PZD był wtedy już Józef Pabian) PZD zleciło II etap przebudowy drogi w Bliżycach. O jakości i sensowności tych prac pisaliśmy już krytycznie wiele razy. PZD zleciło budowę przepustu pod drogą w taki sposób, że woda z drogi powiatowej rozlewa się na teren garaży OSP Bliżyce. Sprzęt strażaków jest więc podtapiany przy każdej większej ulewie. Brakuje przepustu przez drogę lokalną i rowu wzdłuż drogi powiatowej. Efekt: przy większej ulewie woda zamiast płynąć rowem którego nie ma, płynie środkiem planu Beleciów. To w największym skrócie opis zaniedbań i niekompetencji w działaniu PZD Myszków. Pozytywne jest to, że wójt Niegowy Krzysztof Motyl skierował gminnych pracowników do pomocy w sprzątaniu podwórek u najbardziej poszkodowanych rodzin. Dwóch takich pracowników spotkaliśmy właśnie u Beleciów w Bliżycach.

Tomiszowice: co by było, gdyby rura była szersza?

Rwąca woda popłynęła wąwozem przez podwórka rolników po prawej stronie jadąc w dół. I napotkała na zaporę w postaci przepustu o średnicy ok. 40 cm wzdłuż drogi wojewódzkiej. Dziś już nikt nie pamięta, czy zdecydowanie za wąską rurę montowali mieszkańcy, czy Zarząd  Dróg Wojewódzkich. Ale bez zgody ZDW przepustu, choćby na własny koszt, mieszkańcy przerobić nie mogą. Będziemy jednak pytać o odpowiedzialność za ten przepust, który stał się przyczyną tragedii Teresy Lamch  mieszkającej po drugiej stronie wąwozu rodziny Zdzisława Lamcha. Bo w Tomiszowicach skarpy są wysokie, dojazdy do domów podniesione. Gdy wezbrana woda napotkała ten feralny przepust na swojej drodze, szybko wypełniła wąwóz na głębokość nawet 4 metrów. A następny przepust, 8 metrów dalej, gdy woda przechodziła z prawej na lewą stronę wsi ma już słuszną szerokość metra. Bardzo możliwe, że gdyby przepust wzdłuż drogi miał również metr średnicy, zniszczeń u obu rodzin Lamchów byłoby niewiele lub wcale. Po drugiej stronie drogi woda zupełnie odcięła dojazd do domu Jacka Sikorskiego, tworząc 2 metrowej głębokości wąwóz.

Pytania o przyczyny powodzi będziemy stawiać jeszcze długo. Ale kilkadziesiąt procent zniszczeń możemy z pewnością przypisać nie pogodzie tylko ludziom: wójtom, którzy nie interweniowali wystarczająco skutecznie, gdy na ich terenie ktoś ewidentnie knocił roboty drogowe.  Bo trzeba by się wykłócać w PZD i u Starosty o jakość i sensowność prac drogowych. A kłótliwy wójt byłby gorzej widziany przy rozdziale środków na kolejne remonty i inwestycje…

Na pewno nie opisaliśmy wszystkich nieszczęść i strat związanych z sobotnią powodzią. Nie pokazaliśmy zniszczeń każdej poszkodowanej rodziny. Nie jest to nawet potrzebne. Chodziło nam o pokazanie strat największych, oraz tych, gdzie zaniedbania urzędników mogły do strat się przyczynić.  W najbliższych tygodniach będziemy rozliczać urzędników i polityków za jakość prac przy usuwaniu skutków powodzi. Pierwszy tydzień nie napawa optymizmem. Postęp prac mógłby być lepszy. Jedyna ekipa PZD Myszków jaką spotkaliśmy w gminie Niegowa wykonywała robotę bez sensu. Kostkę brukową z rozmytego łącznika pomiędzy Bliżycami i Sokolnikami wrzucali z pola na skarpę chodnika. Gdy zacznie się prawdziwa odbudowa chodnika, trzeba będzie kostkę zbierać drugi raz… Nie lepiej byłoby układać kostkę w palety na chodniku?  Radny z Bliżyc Stanisław Morel pewnie długo będzie musiał się tłumaczyć z niezbyt mądrego wpisu w Internecie, że on zniszczeń w swojej wsi nie widzi. Będziemy pytać i rozliczać z prac naprawczych  Starostę Wojciecha Pichetę i dyrektora PZD Józefa Pabiana. Jak wrócą w wczasów. Pierwszy z Tajlandii, drugi z Chorwacji.  A o wnioskach warto pamiętać do jesieni 2014. Wtedy ponownie wybierzemy radnych, wójtów i burmistrzów.

Robert Bączyński

Jarosław Mazanek

 

Robert Bączyński/Jarosław Mazanek

Zdjęcia (13)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu gazetamyszkowska.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe