Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
środa, 13 maja 2026 09:01
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

Wypadek w którym zginęło w 1965 roku dwóch kolarzy. Właśnie odsłonięto tablicę pamiątkową. Mało kto wiedział o tragicznym zdarzeniu

Szesnastego października 1965 roku w Myszkowie rozgrywał się wyścig kolarski. Wtedy jeszcze dopuszczalne były wyścigi nawet wieczorne i ten właśnie był rozgrywany gdy widoczność była już mocno ograniczona. Ze startu w okolicach dzisiejszego skrzyżowania ulic Kościuszki i Sikorskiego kolarze ruszyli w dół, w stronę centrum Myszkowa. Nie było jeszcze wiaduktu, który powstał wiele lat później, a przejazd przez tory odbywał się na przemian z pociągami. Gdy szlabany się podniosły, od Mijaczowa ruszył kierujący Wołgą. W 1965 roku nie był to samochód zwykłych ludzi, i choć kierujący samochodem nie był winien wypadku, to mówiło się, że za kierowcą był komunistyczny prokurator. Wiele wskazuje, że do wypadku przyczynił się błąd milicjanta, zapamiętano, że nazywał się Szyszka, który pilnował bezpieczeństwa przy przejeździe kolejowym, ale na chwilę odszedł z posterunku. Wtedy szlabany się podniosły, Wołga, przejechała a niczego nie spodziewający się kierowca ruszył naprzeciw pędzącego od góry peletonu. Do zderzenia doszło na wysokości dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 3. Najbardziej ucierpiało czterech kolarzy, z których niestety dwóch zmarło. Obaj to kolarze miejscowego LZS Myszków.
Wypadek w którym zginęło w 1965 roku dwóch kolarzy. Właśnie odsłonięto tablicę pamiątkową. Mało kto wiedział o tragicznym zdarzeniu
Tablica upamiętniająca tragiczny w skutkach wypadek z 16 październia 1965r w wyniku którego zmarło dwóch kolarzy LZS Myszków Tadeusz Pilis i Wojciech Morawski, została odsłonięta na budynku przy ulicy Kościuszki w Myszkowie, w pobliżu miejsca wypadku. Dzisiaj jest tu Apteka ESKULAP, starsi mieszkańcy pamiętają budynek jako siedzibę Ligii Obrony Kraju
Podziel się
Oceń

Szesnastoletni Wojciech Morawski zmarł w szpitalu w Myszkowie jeszcze w dniu wyścigu 16 X 1965. Jego klubowy kolega 17 letni Tadeusz Pilis zmarł dzień później 17 X 1965r. Obaj pochodzili z gminy Żarki i są pochowani na miejscowym cmentarzu w Żarkach.

I choć od tamtych tragicznych wydarzeń wielu kolarzy LKS Myszków, później Olimpijczyka Szczekociny czy LKS Błękitni Koziegłowy co rok pamięta o zmarłych kolegach i składa kwiaty na ich gromach, to w świadomości powszechnej te wydarzenia niemal zupełnie nie istnieją. I przyznaję, że choć od ponad 30 lat opisujemy działalność i sukcesy miejscowego kolarstwa, to również w naszej redakcji wiedza o tym tragicznym wypadku była zerowa. Pamiętamy inny wypadek, w którym zginął podczas nieoficjalnego treningu młody, 14 letni kolarz LKS Błękitni Koziegłowy Daniel Jurczyk. Do tego tragicznego wypadku doszło 14 listopada 2013 roku w Lgocie Mokrzesz. Dwaj chłopcy urządzili sobie przejazd trasy przed zaplanowanym na 16 listopada Pucharem Polski w przełajach. W Lgocie Mokrzesz w nieoświetlonych kolarzy, przy złej widoczności wjechał kierujący Mazdą. Kierowca był trzeźwy. W tych warunkach podczas wyprzedzania nie widział jadących z przeciwka nieoświetlonych kolarzy. 14 letni Daniel Jurczyk, wtedy Wicemistrz Polski Młodzików przełajach zmarł na miejscu. W wypadku ucierpiał też jego kolega Klaudiusz Boroń.

O tym zdarzeniu pisaliśmy w Gazecie Myszkowskiej i na portalu:

O odłonięciu tablicy pisaliśmy w nr 42/2025


 

Zapomniana tragedia. Ale już koniec z tą niepamięcią!

Zupełnie inaczej jest z pamięcią o wypadku w którym zginęło dwóch młodych kolarzy z LZS Myszków Tadeusz Pilis i Wojciech Morawski. Ze względu na podejrzenia o błąd milicjanta, była to wstydliwa sprawa dla władz PRL. Pamięć o zdarzeniu była tylko po cichu celebrowana w środowisku kolarskim. O tragicznym wypadku w Myszkowie zdawkowo napisały Wiadomości Zagłębia z 22 X 1965r. „Czy musieli zginąć?” -był tytuł artykułu w którym WZ spekulują o złym zabezpieczeniu trasy: „wydaje się pewne, że ponieśli śmierć, ponieważ na trasie nie stworzono warunków, gwarantujących bezpieczeństwo zawodnikom”, „powinna to być przestroga dla organizatorów imprez kolarskich”. W komunistycznych wtedy Wiadomościach Zagłębia nie ma ani słowa po podejrzeniu błędu ze strony milicjanta, o czym mówią po 60 latach świadkowie wypadku.

Zbliżała się już 60 rocznica zapomnianej tragedii, gdy świadek tego wypadku, również w młodości kolarz LZS Myszków Tadeusz Garncarz wspomniał zdarzenie swojemu synowi Romanowi Garcarzowi (też zawodnik kolarski przez część życia). Z kolei pan Tadeusz Garncarz dzisiaj odnosi sukcesy jako kolarski senior. Z z rozmowy ojca z synem zrodził się pomysł upamiętnienia wypadku z 16 X 1965 roku poprzez umieszczenie tablicy pamiątkowej. Ta została za zgodą właściciela budynku umieszczona a uroczyście odsłonięta 9 X 2025 roku. Tablica zawisła na budynku apteki przy ulicy Kościuszki. Miejsce historyczne znane też jako siedziba LOK, gdzie uprawnienia do prawa jazdy zdobywały pokolenia kierowców.

Dariusz Skorupa poprowadził uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej

Uroczystość poprowadził Dariusz Skorupa, którego znają wszyscy kibice kolarstwa jako spikera wielu wyścigów kolarskich, nie tylko naszych, lokalnych w Koziegłowach, Niegowie czy Szczekocinach, ale też z prowadzenia Tour de Pologne. Uczestniczyli w tym wydarzeniu brat Tadeusza Pilisa Jerzy Pilis, siostra Lucyna Radosz z mężem Romanem. Nie mogli być na uroczystości, mieszkający w Niemczech bracia i siotry: Irena, Andrzej, Stanisław.

Byli obecni rodzeństwo Wojciecha Morawskiego: Jerzy Morawski z żoną Hanną, siostra Mirosława Banik.

Przy odsłonięciu tablicy byli uczestnicy tego tragicznego wyścigu z Częstochowy: Marek Gemblicz, Adam Jaworski, Edward Płaza.

Przybyli koledzy z LZS Myszków: Tadeusz Garncarz, Stanisław Rembak, Zbigniew Nędza, Roman Radosz, Andrzej Bubel, Mieczysław Chmurzewski, Henryk Straszak, Andrzej Chmurzewski.

Jerzy Pilis brat zmarłego w wypadku Tadeusza Pilisa

Jerzy Pilis, brat zmarłego Tadeusza wspomina tamte czasy: -11 lat miałem wtedy. Ciągle jest to we mnie żywe, jakby zdarzyło się nie dalej jak rok temu. Brat dostał rower Huragan. To wtedy było marzenie, na które składała się cała rodzina. Głaskał go, z uwielbieniem. Przyjeżdżał po chłopców trener Edward Pełka, zdarzało się, że na dworze było minus 25 stopni, a treningi się odbywały. Ta tragedia przerwała być może piękną karierę brata.

Byłego trenera Edwarda Pelkę wspomniał też Andrzej Chmurzewski, jego wychowanek, który w Błękitnych Koziegłowy kontynuuje jego dzieło: -Trener Pelka jeździł z mami na każde święta palić znicze na grobach kolegów. A. Chmurzewski wspomina też sam wypadek: -Widziałem jak ten samochód wjechał na trasę. Później podbiegłem na miejsce, czterech chłopaków leżało w strasznym stanie.

 

Adam Jaworski, który brał udział w tym wyścigu wspomina: -Ja wyszedłem z tego wypadku z najmniejszymi obrażeniami, bardziej ucierpiał kolega Marek Gemblicz. Nie ma dnia, żebym tego nie wspominał.

W wypadku kolarzy 16 X 1965 roku brali też udział i w nim ucierpieli: Stanisław Grabara, Stanisław Rębak.


 

Tadeusz Garncarz który wraz z synem Romanem są inicjatorami ustawienia tablicy pamiątkowej. Tadeusz Garncarz jako młody chłopach był świadkiem wypadku. 


 

Naocznym świadkiem tego wypadku był myszkowianin Tadeusz Garncarz: 

„Wyścig kolarski w dniu 16.10.1965 roku, był rozgrywany wieczorem przy światłach ulicznych. Byłem świadkiem wypadku jako młody kibic kolarstwa. Tego dnia wraz z kolegami z dzielnicy Podlas staliśmy na chodniku na rogu ul. Kościuszki i Słowackiego w pobliżu byłego przejazdu kolejowego gdzie oczekiwaliśmy na przejazd peletonu kolarskiego, który miał nadjechać ulicą T. Kościuszki od strony ulicy Sikorskiego gdzie zaplanowany był start ostry. Przed nami, tyłem do przejazdu kolejowego stał milicjant, który miał zabezpieczać trasę wyścigu. Ponieważ przejazd był zamknięty [opuszczone rogatki] i nic nie mogło wjechać na zabezpieczaną trasę, a ten milicjant dostrzegł swojego znajomego na chodniku w pobliżu naszej grupy, to opuścił swoje stanowisko i doszedł do znajomego aby porozmawiać. Kiedy przejechał pociąg i rogatki zostały podniesione to od strony Mijaczowa wjechał samochód osobowy marki Wołga i gdy milicjant był zajęty rozmową, pojazd ten przejechał za jego plecami i wjechał na trasę którą za chwilę miał przejechać peleton. Milicjant obrócił się i zobaczył tył odjeżdżającego samochodu, ale już było za późno, aby go zatrzymać. Wrócił więc do dalszej rozmowy ze znajomym. Wzbudziło to nasz niepokój, ale ktoś powiedział "pewno start się opóźnia". A jednak jak się okazało, to w tym samym czasie wyścig już ruszył i kolarze jechali na czołowe spotkanie z samochodem, którego kierowca nie mógł się spodziewać, że jest na trasie wyścigu. Po chwili w pobliżu nas pojawił się kolarz, przeraźliwie krzycząc "straszna kraksa tam będą zabici " po tych słowach, biegiem ruszyliśmy w stronę górki skąd mieli przyjechać kolarze, gdy po minucie dobiegliśmy na miejsce zdarzenia [przy obecnej aptece, a na przeciw szkoły nr 3 ] zastaliśmy straszny widok. Na szosie leżało czterech nieprzytomnych, krwawiących kolarzy i mnóstwo połamanych rowerów, a na poboczu siedzieli zakrwawieni i poobdzierani ci którzy o własnych siłach zeszli z jezdni. Niektórzy krzyczeli na kierowcę Wołgi, a on przerażony tłumaczył że o niczym nie wiedział. Z czasem zbierała się coraz większa grupa ludzi, i słychać było krzyki "gdzie jest karetka, szybko do szpitala". Ale karetka nie nadjeżdżała, a krwi na szosie przybywało. Najbardziej w mojej pamięci utkwił widok leżącego kolarza który miał przetrącone udo i jego stopa wraz z kolanem, odwrócona była w niewłaściwą stronę. Po około 15-tu może 20-tu minutach przyjechał samochód ciężarowy, a mężczyźni z tłumu otworzyli burty i poukładali nieprzytomnych kolarzy na platformie, po czym w taki sposób przewieziono ich do szpitala w Myszkowie. Mniej poszkodowanych przewoziły taksówki i samochody osobowe.

Następnego dnia, to było w niedzielę, gdy były wyznaczone godziny odwiedzin, pojechałem do szpitala aby dowiedzieć się co z tymi kolarzami, jaki jest ich stan zdrowia, bo już wiedziałem że wśród tych czterech najbardziej poszkodowanych, było dwóch kolarzy z LZS-u Myszków. W szpitalu udało mi się ich zobaczyć, ale wciąż nie odzyskali przytomności, a przy ich łóżkach zbierali się zrozpaczeni najbliżsi, błagając lekarzy aby ich ratowali.

Jak się później okazało dwaj kolarzy z klubu Myszkowskiego, Tadeusz Pilis i Wojciech Morawski zmarli nie odzyskując przytomności.

W późniejszym czasie z opowiadań mojego trenera pana Edwarda Pelki, wiem że ówczesna Milicja robiła wszystko, aby winę za złe zabezpieczenie trasy zrzucić na organizatora wyścigu. Po tym tragicznym wypadku PZKol zakazał organizacji wyścigów w porze wieczorowej i nocnej. Moja pamięć o tym zdarzeniu przetrwała, a gdy po prawie 60-ciu latach opowiedziałem to mojemu synowi, ten stwierdził że pamięć o tym nie może zaginąć i powinienem tą historie w jakiś sposób przekazać następnym pokoleniom. Wtedy to zrodziła się myśl, aby w tym miejscu zamontować tablicę pamiątkową, ku pamięci tragicznie zmarłych kolarzy.”

Obaj młodzi zawodnicy spoczęli na cmentarzu parafialnym w Żarkach. Ich groby łatwo odnaleźć po lewej stronie głownej alei

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomekTreść komentarza: Widzę w komentarzach że jakaś zorganizowana akcja w obronie niszczyciela przyrody. Kto sponsoruje?Data dodania komentarza: 6.05.2026, 05:29Źródło komentarza: ODCINEK ZAWADA- SIEDLEC DUŻY DZISIAJ OTWIERANY. TO Z TEGO ODCINKA ODPADY POSŁUŻYŁY DO NIELEGALNEGO ZASYPANIA DOLINY WARTY!
Reklama
Reklama
Reklama