Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 22 maja 2026 11:05
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

NIEMCY UCZĄ POGANIAĆ BYDŁO?

(Myszków) Przed Sądem Okręgowym w Częstochowie, w piątek 1 kwietnia odbyła się kolejna rozprawa z powództwa dwóch byłych pracowników Kern-Libers Polska, którzy pozwali byłego pracodawcę o mobbing. Łukasz S. i Robert L. żądają po 80 i 100 tys. zł odszkodowania. Firma jednak nie chce zapłacić takiej kwoty. Na ostatniej sprawie zeznawali kolejni świadkowie, byli i obecni pracownicy Kern-Libers Polska oraz dyrektor Jerzy T. Ich zeznania tylko potwierdziły te wcześniejsze. Pracownicy zarzucają kierownikowi hali produkcyjnej nr 2 szykanowanie, ubliżanie i ośmieszanie podwładnych. Jak zeznają kolejni świadkowie Paweł B. miał wyznaczać normy, których podwładni nie byli w stanie zrealizować. Pracowników nazywał bydłem.      
Podziel się
Oceń

- Strona pozwana zaproponowała panom przywrócenie do pracy. Poinformowano nas również, że Paweł B. nadal pracuje, więc w tej sytuacji powrót do pracy był niemożliwy. Jednocześnie zaproponowano kwotę 10 tys. zł zadośćuczynienia, na którą panowie nie wyrazili zgody – tłumaczyła pełnomocnik powodów Anna Pogoda.

 Katarzyna Chmielewska – pełnomocnik Kern-Libers, w dalszych negocjacjach, prowadzonych przed sądem, zaproponowała podniesienie kwoty o 10 tys. zł, czyli na 20 tys. zł, na co Robert L. i Łukasz S. nie wyrazili zgody. Oferowana przez firmę kwota miała być nie zadośćuczynieniem, a wyrównaniem wynagrodzenia, którego w całości pracownicy nie otrzymali przebywając na zasiłku chorobowym. Obrońca tłumaczyła także, że obecnie kierownik Paweł B. przebywa na zwolnieniu lekarskim (od końca stycznia), więc pracownicy nie mieliby z nim kontaktu. To jednak powodów nie przekonało.

 Mieli dość ubliżania i ośmieszania

 Artur G.  nie pracuje już w spółce, zwolnił się, bo jak zeznał, kierownik Paweł B. często mu ubliżał. Zdecydował się rozwiązać umowę, bo „przebrała się miarka”, co zresztą zawarł w wypowiedzeniu. - Moim kierownikiem był pan Paweł B., ubliżał mi, od ślepca mnie wyzywał. Przy piecu, przy którym było gorąco, a wyginaliśmy haki polewał nas perfumami, mówiąc, że od nas śmierdzi. Wiedział, że mam mamę chorą i muszę mieć telefon przy sobie. Kiedy mama zadzwoniła, że ma poziom cukru 800, to wyrwał mi telefon z ręki i powiedział do mamy – nie będziesz teraz z nim rozmawiała, bo jest w pracy. Wyzwał mnie też od grubasa. Dla niego to były żarty, dla mnie to jest czyste chamstwo. Zachowywał się tak wobec wszystkich pracowników, był najpiękniejszy i najcudowniejszy, reszta to nic dobrego. Ciągle nas poganiał, stał nad nami, żeby pracować szybciej. W wypowiedzeniu napisałem, że powodem mojego zwolnienia jest notoryczne ubliżanie, wskazywałem, kto ubliżał, że powodem jest Paweł B. Dla strony niemieckiej był dobrym kierownikiem, bo nas gonił. Raz powiedziałem do księgowej, nie udawajcie, że wam nie zależy, żeby Paweł B. opuścił Kern-Libers. Mówiła, że nie wolno im takich rzeczy mówić. Kiedy jechał na szkolenie do Niemiec, mówił do nas wszystkich, że jedzie się uczyć poganiać bydło  – zeznawał Artur G, który w Kern-Libers wytrzymał 13 miesięcy. Świadek zwrócił też uwagę, że Robertowi L. kierownik kazał wcześniej przychodzić do pracy na poranną zmianę, wymagał od niego, aby maszyna pracowała wcześniej. Swoje uwagi wygłaszał w szatni, w obecności innych pracowników. Były pracownik chwalił jednak zarobki oraz ochronę socjalną (wczasy pod gruszą, pieniądze na święta), gdyby nie atmosfera w pracy na pewno by się nie zwolnił.

 Urszula L. zwolniła się z pracy, również przez zachowanie kierownika Pawła B. Kobieta zawarła z firmą ugodę i otrzymała zadośćuczynienie. Zeznając była roztrzęsiona, a słowa wypowiadała przez łzy. Mimo, że odeszła z Kern-Libers dwa lata temu, wspomnienia nadal są bolesne. - Zwracał uwagę, że koszula wpuszczona, zamiast wyciągnięta, że fryzura nie taka, że ubrań ktoś nie zmienia. Nie wytrzymałam psychicznie. Miałam problemy ze spaniem, pójściem do toalety, do mnie na hali nikt się nie odzywał. Mówił, że mam być już na hali o 5.45, choć pracę zaczynaliśmy o 6. Mierzył stoperem, jak szybko pracuję. Normy nie były realne do spełnienia. Normy z Niemiec były realne, ale kierownik chciał się wykazać. Nie było czegoś takiego, że mogę wziąć urlop. Z dłuższym urlopem musieliśmy się dostosować do kierownika. Kiedy on wyznaczył termin, to cała hala szła na urlop, przestawaliśmy pracować na 3 tygodnie. Raz nam kazał przyjść w Boże Ciało do pracy. Krytykował moją fryzurę, bluzkę. W mojej ocenie działania pana Pawła miały na celu wyobcowanie mnie z grupy, bo inne osoby nie chciały ze mną rozmawiać, bały się, że potem skupi się na nich. Jego zachowania miały na celu wywieranie presji psychicznej. Leczyłam się u psychologa i psychiatry. Wg. Pawła B. fakt, że mogę przyjść w sobotę do pracy, to powinien być zaszczyt. Jeśli ktoś się sprzeciwił, to buntował inne osoby przeciwko niej. Do momentu mojego odejścia to ja byłam mobbingowana – przyznała przed sądem Renata L.

 Dariusz L., również rozwiązał umowę z powodu zachowania kierownika Pawła B. W firmie pracował od 2004 do 2007 roku. Już wtedy kierownik mierzył pracownikom czas pracy stoperem i ustalał własne normy. - Produkcja była z góry ustalona z Niemiec, ale kierownik wprowadzał własne normy. Produkcja była na jedną zmianę od 6 do 14, a kierownik kazał piec włączać dopiero o 12, żeby ktoś po pracy przyjechał np. o 18 go wyłączyć. Nigdy się nie zgodziłem przyjść do pracy po godzinach. Wtedy mi powiedział, że będzie stosował wobec mnie kary, straszył mnie, żebym sobie szukał pracy. Pierwszy raz spotkałem się z takim traktowaniem. Tam było tak, że niektóre osoby miały w danym czasie dobrze, a inne były gnębione – mówił Dariusz L.

 Marcin G. pracuje w Kern-Libers od 2002 roku, ale na hali nr 1, więc miał sporadyczny kontakt z kierownikiem B.  - Nie wolno nam było wchodzić na drugą halę. Pan B. nam zakazał. Słyszałem, że się wyżywał na pracownikach, pilnował, chodził za nimi, jednemu panu kupił dezodorant, bo powiedział, że śmierdzi. Zakazywał im rozmów z pracownikami naszej hali w godzinach pracy. Gratulowałem Robertowi L., że odważył się  powiedzieć głośno o mobbingu – zeznał magazynier z  hali nr 1.

 

Zakazał przychodzenia na halę

 Świadek Marcin K. w firmie pracuje od 2007 roku. Zeznał,  że jego charakter pozwala mu nie przejmować się uwagami kierownika, ale przyznał, że atmosfera w pracy nie jest dobra. - Kiedy Niemcy narzucali nam normy, to podwyższał je sam, mówiąc, że to Niemcy je narzucili. Paweł jest takiego charakteru, że jak ktoś mu się odszczekuje, to przez parę dni się na nim wieszał, a potem szukał kolejnej osoby. Zawsze czepiał się Roberta L., że robił za mało, innych też, nawet jak ktoś robił normę. Stawał przy kimś i mierzył czas, albo stawał za maszyną. Mnie osobiście też kiedyś mierzył czas. Miał pretensje do pracowników, że źle parkują samochody. W czasie dnia kiedyś kazał mi przestawiać auto, tam gdzie wyznaczył mi miejsce. Zwykle w poniedziałek wchodził na halę i mówił takie rzeczy, żeby nas zdenerwować, to samo robił w piątek. Mówił nam, żeby nie wynosić do domu spraw, które dzieją się w pracy. Nieraz były takie sytuacje, że napuszczał pracowników na siebie. Przed godziną 14 były zebrania, na których kierownik mówił, że jak się komuś nie podoba, to drzwi są otwarte. Pracowałem u Pawła B. na prywatnej posesji. Zapłacił za wszystko, ale jak ktoś mu pracy odmówił, to w firmie dawał najgorszą robotę. Pamiętam, że Robert L. i Łukasz S. też pracowali na jego posesji. Ankiety mobbingowe nie przyniosły poprawy. Kazał nam przynosić termosy, żeby na przerwie nie tracić czasu na robienie kawy i herbaty. Przerwę śniadaniową wliczał do normy. Zakazał nam też przychodzić na halę grać w piłkę, choć halę wynajmowała firma. Przyjeżdżał i sprawdzał, kto z nas jest. Twierdził, że to marnowanie pieniędzy. Kiedy zobaczył, że i ja tam chodzę, to przeniósł mnie na popołudniową zmianę, żebym nie chodził. Robert zabierał nawet ze sobą dzieci, przestał chodzić, kiedy kierownik zakazał. Dla mnie Paweł jest chamem – mówił Marcin K.

 

Mówił o pracownikach „bydło”

 Marcin Z., który jest kierownikiem technicznym  na hali nr 1, również nie ma dobrego zdania o koledze z pracy.  - Na początku pracy przychodziłem na halę nr 2, ale potem kierownik przepytywał chłopaków, jak długo byłem, o czym rozmawiałem, więc przestałem przychodzić, żeby nie mieli problemów. Od czasu kiedy Paweł B. jest na zwolnieniu znowu przychodzę na halę, bo jego obowiązki są podzielone. Słyszałem, że kupił dezodorant jednemu pracownikowi, bo nieprzyjemnie pachnie. Zrobił zebranie i w obecności innych pracowników mu wręczył. Słyszałem, że mówił o pracownikach bydło. Byłem świadkiem, jak pracownicy w trakcie przerwy śniadaniowej przeparkowują samochody, bo komuś się nie podobało. Chłopaki musieli nosić herbatę i kawę w termosach. W pracy jest woda, można sobie herbatę zrobić. Słyszałem, że liczył, ile razy wychodzą do toalety, w czasie pracy. Oceniam, że umiał zorganizować pracę, jako kierownik, ale wobec ludzi zachowywał się nagannie – zeznawał kolejny świadek.

 Liczenie czasu i nagrywanie, to normalne zachowanie

 Jerzy T. pracuje od początku powstania spółki na terenie Myszkowa, czyli od 1999 roku. Stanowisko dyrektora objął w 2009 roku. Dyrektor może samodzielnie zatrudniać pracowników hal, ale przy zatrudnianiu kierownictwa musi swoje decyzje konsultować z niemieckimi przełożonymi. Również, jeśli chodzi o zwolnienie osób z wyższego szczebla, takiej decyzji sam podjąć nie może. Dyrektor przyznał, że o mobbingu dowiedział się z ankiet imiennych przeprowadzonych w 2013 roku. Ankiety były przeprowadzone po tym, jak zeznająca wcześniej Renata L. zgłosiła pisemnie, że jest mobbingowana. Sędzia kilka razy dopytywała, z jakiego powodu przy odejściu z pracy Renata L. otrzymała pieniądze. - Z jakiego powodu zapłacił pan kwotę pani L.? - pytała sędzia. W odpowiedzi usłyszała: - Pani L. nie chciała dalej pracować i przedstawiła kwotę, jakiej od nas żąda z tytułu odejścia z pracy – tłumaczył świadek. Sędzia nie dała jednak za wygraną, drążąc temat. - Kodeks Pracy w przypadku porozumienia stron nie wymaga uzgodnień w zakresie finansowym. Strony uzgadniają tylko, w jaki sposób i kiedy stosunek pracy zostanie rozwiązany – mówiła sędzia. Ostatecznie dyrektor zeznał, że nie pamięta z jakiego tytułu zaproponował zapłacić byłej pracownicy pieniądze, gdy odchodziła z pracy.

 To z ankiet  także Jerzy T. dowiedział się, że mobbingowany jest Robert L., który pozwał firmę. Dyrektor wezwał wówczas na rozmowę kierownika Pawła B., ale ten zaprzeczył wszystkim sytuacjom opisanych tak w piśmie, jak i w ankietach. Jerzy T. zaproponował kierownikowi urlop, do czasu wyjaśnienia sprawy. Jednak niemiecki zarząd na taki ruch kadrowy nie wyraził zgody. - Po telefonie z Niemiec, Paweł B. nadal pracował. Zwróciłem mu uwagę, alby przeanalizował swoje zachowanie, przemyślał to, co jest w ankietach i wyciągnął wnioski – zeznawał dyrektor. Jerzy T. przyznał również, że pracownicy zgłaszali mu problemy z Pawłem B.

 Wiedział też o zebraniu z pracownikami, na którym kierownik dokonywał publicznej oceny pracy swojego podwładnego. Dyrektor na halę chodził średnio raz w tygodniu, więc nie miał wielu okazji, do obserwacji tego, co się dzieje. Od pracowników wiedział jednak, że kierownik zakazuje picia wody przy maszynie, co było dozwolone na hali nr 1 (której, to dyrektor jest kierownikiem). Dyrektor twierdzi, że również z ankiet dowiedział się o wulgarnych słowach, jakich wobec pracowników używał Paweł B. Wspomniany kierownik za swoje zachowanie nigdy nie otrzymał nagany, a nawet upomnienia. Dla Jerzego T. obserwowanie pracowników i liczenie im czasu jest normą w firmie. Przyznaje, że sam liczy pracownikom czas stoperem, a nawet nagrywa filmy wideo. - Dla mnie to jest normalne, że idę na halę i obserwuję pracowników i liczę sobie teoretycznie normy. Przez 30 lat pracuję, jako kierownik produkcji. Liczę po to, aby później coś usprawnić. Przy nowej produkcji zostałem poproszony przez moją firmę o nagranie filmu w celu zweryfikowania norm. Firma poszukuje efektywności. W okresie wysokich temperatur zapewniamy pracownikom wodę w butelkach 0,2 l. Przy maszynach można pić wodę, ale tylko w zamykanych pojemnikach – zeznawał dyrektor Jerzy T.

 Kolejna rozprawa wyznaczona została na 16 maja, o godzinie 9. Tego dnia przesłuchani zostaną kolejni świadkowie oraz specjalista ds. bhp, powołani przez pracowników domagających się odszkodowania za mobbing i pracę w godzinach nadliczbowych. Sędzia zapowiedziała także, że w następnym terminie konieczne będzie przesłuchanie jednego z niemieckich przełożonych, który ma wpływ na zatrudnianie pracowników na szczeblach kierowniczych, w myszkowskim oddziale firmy Kern-Libers Polska.

 

 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama