Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 14 maja 2026 20:10
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

IRYNA PRZYJECHAŁA SZUKAĆ LEPSZEGO ŻYCIA. POTRZEBUJE POMOCY Z POWODU UDARU

Od 3 lat Iryna Luchovska mieszka w Polsce. Jak setki tysięcy jej rodaków, szukała lepszego życia, wybierając pracę zarobkową w naszym kraju. Gdy Rosja najechała Ukrainę, Marganets nad rzeką Dniepr szybko znalazł się w środku okrutnej wojny. Na południe, na drugim brzegu Dniepru, miasto Enerhodar i największa w Europie Zaporoska Elektrownia Atomowa, od początku wojny zajęta przez Rosjan. 1 marca 2022 do Myszkowa, gdzie Irina pracuje i mieszka sprowadziła swoje córki: Nikę, Anastazję i Sofiję. 6 stycznia Iryna dostała zapalenia mózgu i trafiła na oddział udarowy Szpitala Powiatowego w Zawierciu gdzie do dzisiaj jest leczona i rehabilitowana. Sytuacja rodziny stała się bardzo trudna. Bez rodziny, przyjaciół. Mama w szpitalu a najstarsza z dziewczynek ma tylko 15 lat. Ale w tej trudnej sytuacji, spotkali sporo życzliwych, empatycznych ludzi, którzy dostrzegli ich trudną sytuację.
IRYNA PRZYJECHAŁA SZUKAĆ LEPSZEGO ŻYCIA. POTRZEBUJE POMOCY Z POWODU UDARU
Od lewej: Nika Luhovska 15 lat, 8 letnia Sofija, Anastazja 12 lat i babcia Halina
Podziel się
Oceń

Marganets nad Dnieprem od Myszkowa czy Zawiercia dzieli niecałe 1400 kilometrów. Miasto wielkością podobne: 46 tys. mieszkańców. Przynajmniej tylu miało przed wojną. Tam wojna zastała 15 letnią Nikę, Anastazję (12 lat) i Sofiję, która dzisiaj ma 8 lat.

-Rakiety leciały nad naszymi głowami, po niebie. Widzieliśmy to codziennie -mówi Halina Luhovska, babcia dziewczynek, która przyjechała do Polski. Bez niej dzieci nie miałyby na czas choroby mamy dorosłego opiekuna.

Irina pracowała w Polsce od 3 lat, ostatnio w Myszkowie, w Kauflandzie. Dla córek, które są całym jej światem. To dla nich ciężko pracowała, marząc, jak każda matka, o zapewnieniu im lepszej przyszłości. Iryna ma tylko 33 lata, gdy nagła choroba pozbawiła ją możliwości pracy i opieki nad córkami. Od kilku dni bolała ją głowa. Ale praca, obowiązki. Nie pomyślała, że to coś poważnego. W obcym kraju nie ma czasu na chorowanie. Trzeba zarabiać, zwłaszcza gdy w ojczyźnie wojna, a przyszłość dzieci obecnie jest tu, w Polsce.

6 stycznia Iryna zaczęła mieć problemy z mówieniem, drętwiała jej lewa strona ciała. Najstarsza córka wezwała pogotowie, które zabrało mamę na oddział udarowy zawierciańskiego szpitala. Rozpoznanie: zapalenie mózgu, objawy podobne do udaru. W małym domku, który Irina wynajęła na skraju Myszkowa, gdy ściągnęła do Polski córki, 3 dziewczynki zostały same.

Losem dziewczynek zainteresował się ratownik medyczny

W zespole karetki ratunkowej, który udzielał pomocy częściowo sparaliżowanej był ratownik medyczny z 40 letnim stażem Wiesław Ćwiląg. On pierwszy zainteresował się sytuacją rodziny: Iryna w ciężkim stanie trafia na oddział udarowy, w domu zostają trzy córki: 15, 12 i 8 lat. Nie mają nikogo dorosłego, kto mógłby się nimi zająć. To od niego o sytuacji rodziny dowiedział się pracodawca, firma KAUFLAND.

Pracownicy Kaufland wspierają koleżankę

Kierownikiem marketu tej sieci w Myszkowie od niedawna jest Teresa Będkowska-Kulej, myszkowianka, która od niedawna pracuje w rodzinnym mieście, choć karierę w korporacjach przez ostatnie kilkadziesiąt lat robiła pracując po całej Polsce. To ona skontaktowała się z naszą redakcją, prosząc o nagłośnieni historii Iriny:

-Iriyna pracuje u nas w Kaufland od dawna, jest bardzo dobrym pracownikiem, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem, lubianą koleżanką. Gdy dowiedzieliśmy się o jej sytuacji pracownicy na szybko zorganizowali zrzutkę, żeby jej pomóc. Zebrali około 1000 zł. Jako kierownik sklepu staram się też, aby nasza firma udzieliła Irinie zapomogi z funduszu socjalnego. 

Z Ukrainy do Myszkowa przyjechała matka Iryny, Halina. To był jedyny sposób, żeby dziewczynki nie trafiły do placówki opiekuńczej.

-Sama w Ukrainie opiekuję się swoją 87 letnią mamą. Nie jest łatwo. Córka ma problemy z mówieniem, ma częściowo sparaliżowaną lewą stronę ciała. Ja na razie nie mogę pracować, bo trzeba zająć się wnuczkami, codziennie też jeżdżę do córki. Dojazdy nie są tanie. 25 złoty do Zawiercia. Dziewczynki nie widziały mamy od tygodnia, bo razem bilety, jak na pociąg na stację w Myszkowie i do szpitala z dworca w Zawierciu dojdziemy pieszo, to wydatek 50 zł. 

Z Haliną Luhowską i jej wnuczkami spotykam się 3 lutego. Babcia słabo mówi po polsku, ja z lat szkolnych odświeżam mój rosyjski. Ale doskonale tłumaczy 15 letnia NIKA:

-W Ukrainie skończyłam 9 klas, my mamy inny system edukacji, szkoła ma 11 klas. Jak miałam 13 lat to marzyłam, że zostanę dziennikarką. Gdy wybuchła wojna, mama ściągnęła nas do Polski. W Myszkowie trafiłam do klasy fryzjerskiej technikum w Zespole Szkół nr 1. 

-Czy się interesujesz? 

NIKA: -Dużo czytam, interesuje mnie też psychologia. 

Anastazja i Sofija chodzą do Szkoły Podstawowej nr 1 w Myszkowie. Sofija choć ma 8 lat jest już w III klasie. To też pokazuje ciekawe różnice polskiej i ukraińskiej edukacji. Mimo trudniej sytaacji, dziewczynki są uśmiechnięte, pogodne.

Anastazja: -Lubię szkołę. Klasę też mam fajną i nauczycieli. Jestem w klasie jedyną Ukrainką. 

Babcia dziewczynek martwi się jednak o to, jak poradzą sobie w najbliższych miesiącach: -Gdy córka poczuje się lepiej, będę chciała podjąć pracę. Już teraz mogłabym robić coś dorywczo, po południu, w weekendy. Codzienne jeżdżę do szpitala opiekować się Iryną. A dziewczynki muszą iść do szkoły. Córka ma ubezpieczenie, dostanie zasiłek chorobowy, ale nie jest łatwo. Utrzymanie mieszkanie to przynajmniej 2000 zł miesięcznie.

Myszkowski magistrat: troszczymy się o los dzieci

Losem rodziny Iriny Luhovska zainteresowali się urzędnicy z Urzędu Miasta Myszkowa. Z obywatelami Ukrainy, którzy po 24 lutego 2022, gdy wybuchła wojna ma codziennie kontakt Dorota Ćwiląg, kierowniczka Wydziału Spraw Obywatelskich: -Ratownik medyczny Wiesław Ćwiląg, który zainteresował się losem tej rodziny, co się stanie z nieletnimi dziećmi, to akurat mój szwagier. Od razu dał mi znać, że trzeba im pomóc. My jako administracja możemy przede wszystkim zadbać o sprawy formalne. Pani Irina ma pensję, teraz zasiłek chorobowy. Ale babcia nie mogłaby z tych środków korzystać, żeby dbać o córki pani Iriny, bo nie ma dostępu do konta. Skontaktowaliśmy się z Międzypowiatowym Bankiem Spółdzielczym w Myszkowie, który od razu zareagował, gdy przedstawiliśmy sytuację. Pracownicy MBS odwiedzili panią Irinę w szpitalu, gdzie odebrali od niej oświadczenie, od zmiany konta na wspólne z jej matką, Haliną Luhovska. 

POMÓŻMY IRYNIE I JEJ DZIELNYM CÓRKOM!

Choroba Iryny spowodowała, że niewielkie środki do życia jakie im zostały, nie wystarczą, aby rodzina miała co jeść i jak opłacić wynajęcie naprawdę skromnego domku dokładnie na końcu miasta. Administracyjnie to nawet już nie Myszków, tylko Koziegłowy. Przyjrzeliśmy się sytuacji rodziny. Warto i trzeba im pomóc. Przez 3 lata Irina pracowała w Polsce, płacąc podatki, ubezpieczenie. W chorobie mniejsze środki finansowe, bez możliwości powrotu do Ukrainy, gdzie jest wojna, nie wystarczą. Nie mają na kogo liczyć. Mogą liczyć tylko na naszą empatię i pomoc. Byliśmy jako społeczeństwo obywatelskie hojni dosłownie kilka dni temu, wspierając leczenie sepsy w tegorocznym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pokażmy teraz, że Irina walcząc o zdrowie, nie będzie musiała się martwić o los córek, dla których ciężko pracowała, aby zapewnić im lepsze życie.

Jak pomóc Irynie

Szukamy organizacji, fundacji czy stowarzyszenia, które mogłoby ogłosić zbiórkę publiczną na którejś z platform to tego celu: zrzutka.pl czy pomagam.pl lub innej. Wtedy każdy widziałby cel i przebieg zbiórki. Prosimy też o doraźną pomoc finansową wpłacaną na konto które do tego celu IRYNA ma założone w Międzypowiatowym Banku Spółdzielczym:

10 8279 0000 0131 1253 3001 0001 IRYNA LUHOVSKA

Z tego konta babcia dziewczynek Halina będzie mogła je utrzymać i opłacić mieszkanie. Każdy, kto chciałby zaoferować inną pomoc, lub dowiedzieć się więcej, może skontaktować się z redakcją:

[email protected] lub z autorem artykułu: [email protected] tel. 602 514 030

Jutro sobota 4 lutego. Razem z babcią dziewczynki pierwszy raz od wielu dni zobaczą się z mamą, gdyż zaoferowaliśmy im pomoc z dowiezieniu Niki, Anastazji i Sofiji do szpitala w Zawierciu. Będą mogły przytulić się do mamy.

Czy Iryna zobaczyła córki w sobotę? czytaj w artykule:

Na nasz apel, że poszukujemy fundacji lub stowarzyszenia, które zechce zorganizować zbiórkę na pomoc dla ten rodziny, odpowiedziała pozytywne Fundacji „Akademia Dobrych Pomysłów” z Dąbrowy Górniczej. Fundacja zajmuje się wspieraniem dzieci w trudnej sytuacji, np.  których rodzice ulegli wypadkom, chorują czy z innych powodów spotkała je krzywda. Jak mówi nam Grzegorz Siemko z Fundacji, od początku wojny w Ukrainie  zajmują się też wspieraniem rodzin uchodźców wojennych. Iryna nie przyjechała do Polski z powodu wojny, ale jej dzieci już tak. W porozumieniu z naszą redakcją Fundacja Akademia Dobrych Pomysłów ogłosiła zbiórkę na pomoc dla Iryny i jej córek: Niki, Anastazji i Sofii: 

 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama