Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 15 maja 2026 19:59
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

Słabe czytanie słono kosztuje

Wszyscy płacimy za niskie kompetencje dzieci w czytaniu – koszty ponosi całe społeczeństwo. Inwestycja we wczesną naukę opłacałaby się bardziej!
Podziel się
Oceń

Brak wypracowanej na początku edukacji umiejętności czytania wśród dzieci wyrządza szkodę całemu społeczeństwu i ma swoją cenę. Tak wynika z badań, jakie na przestrzeni lat przeprowadził brytyjski oddział Fundacji KPMG. W ramach projektu „Every Child a Reader” specjaliści obliczyli, że koszt jednego słabo czytającego dorosłego, to nawet 64 tys. funtów rocznie, wydane z budżetu państwa. Koszt całego rocznika uczniów, którzy nie umieją dobrze czytać i dorastają bez wzmacniania tej kompetencji? Nawet 2,5 miliarda funtów rocznie. Problem z niewystraczającą umiejętnością czytania dotyczy także polskich dzieci.    
Czym może skutkować brak systemowego wsparcia okazanego dziecku, które słabo czyta i pisze? Ponurą wizję nakreślił raport „The long term costs of literacy difficulties” przygotowany przez Fundację KMPG przy współpracy z inicjatywą „Every Child a Chance Trust” w 2009 roku. Twórcy zaprezentowali w nim przekrój badań na temat długoterminowych konsekwencji trudności w czytaniu i pisaniu, zarówno dla jednostki, jak i dla całego społeczeństwa. A może przede wszystkim dla społeczeństwa, skutki problemów z czytaniem i pisaniem generują bowiem szereg kosztów społecznych. Po pierwsze, są one związane z koniecznością wsparcia dzieci z trudnościami w szkole, konsultacjami psychologa, czy późniejszymi zajęciami z czytania i pisania dla dorosłych. Następną, drugą co do wielkości kosztów kategorią, jest ta dotycząca zatrudnienia. Słabo czytające dziecko jest potencjalnym dorosłym, który nie generuje państwu przychodów z tytułu podatków, bo ma problemy z utrzymaniem stabilnej pracy. Wymaga za to wsparcia, np. poprzez wypłacanie zasiłku dla bezrobotnych. Innymi płatnościami, jakie eksperci wliczyli w bilans strat, są koszty związane z opieką społeczną, zdrowotną oraz… wymiarem sprawiedliwości. Brytyjskie badania rządowe (2002 r.), o których wspomina raport, pokazują bowiem, że wśród więźniów problemy z czytaniem i pisaniem są znacznie częstsze – 48 proc. skazanych czyta słabo w porównaniu do 21-23 proc. ogólnej populacji. Co więcej, aż ¼ przebywających w areszcie nieletnich czyta na poziomie przeciętnego siedmiolatka.
Ile kosztuje słabo czytające dziecko
Oszacowane na przykładzie społeczeństwa brytyjskiego wyliczenia są przytłaczające. Biorąc pod uwagę uśrednione koszty usług, jakie państwo musi wyświadczyć osobie o niskich kompetencjach w pisaniu i czytaniu, określono, że do jej 37. roku życia będzie to kwota od 5 do nawet 43 tys. funtów, a przez całe życie – od 5 do aż 64 tys. funtów. Mnożąc to przez 38,7 tys. brytyjskich dzieci, które w 2005 r. opuściły szkołę podstawową z osiągnięciami poniżej poziomu 3 w programie nauczania języka angielskiego (rok 2005 był ostatnim, kiedy prowadzono taką klasyfikację), daje łączną kwotę od 198 mln do nawet 2,5 mld funtów rocznie.
– To oczywiście wyliczenia szacunkowe, które dziś być może byłyby trochę inne. Twórcy raportu opierali się na aktualnej w 2009 r. sytuacji gospodarczej i dostępnych wtedy danych. Mechanizm jednak nie uległ zmianie, a główny wniosek wyciągnięty z raportu będzie zawsze aktualny – niskie kompetencje w czytaniu i pisaniu wśród dzieci zawsze będą generowały koszty ponoszone przez całe społeczeństwo. I to, co wyliczyli Brytyjczycy u siebie ma zastosowanie do innych społeczeństw: polskie społeczeństwo też płaci ogromną cenę (wyliczalną, w złotówkach!) za zbyt niskie kompetencje czytelnicze wśród współobywateli.

Maria Deskur, szefowa wydawnictwa Słowne (dawniej Burda Książki)
Wczesne wsparcie nauki jest tańsze
W 2018 r. Fundacja KPMG przygotowała badanie podsumowujące wpływ programu „Reading Recovery” na objęte nim dzieci. Wyniki okazały się bardzo pozytywne nie tylko w kontekście edukacyjnym, ale także finansowym. 49 proc. dzieci, które otrzymały wsparcie programu we wczesnych latach, osiągnęły lepsze wyniki w nauce na egzaminach GCSE (egzamin zdawany powszechnie w trakcie piątego roku nauki w szkole średniej),  w tym z języka angielskiego i matematyki, w porównaniu z 23 proc. uczniów, które nie były objęte programem. Inny zbadany wskaźnik informuje o potrzebie specjalnego wsparcia edukacyjnego wśród dzieci do 14. roku życia. Wśród uczniów spoza programu 52 proc. wykazywało potrzebę jego uzyskania. Z kolei spośród podopiecznych „Reading Recovery” taką samą potrzebę wykazało tylko 34 proc. dzieci. Jeśli chodzi o zyski finansowe, to one również okazały się bardzo zadowalające: autorzy raportu wskazują, że wydane na każdego ucznia 2,8 tys. funtów, które pomogły mu zregenerować umiejętność czytania i pisania potencjalnie zwróci się z nawiązką w korzyściach społecznych, opiewających na kwotę od 9,2 tys. do 12,1 tys. funtów. To oznacza, że każdy funt wydany w programie generuje później korzyść społeczną opiewającą na min. 3,3 funta.
– Wczesna interwencja w podnoszenie kompetencji czytelniczych dzieci okazuje się zdecydowanie bardziej opłacalną strategią niż późniejsze wspieranie dorosłych, którzy z tego powodu gorzej sobie radzą w pracy, czy życiowo. Brytyjczycy pokazują z jednej strony, że zwrot z inwestycji jest na poziomie 230 proc., z drugiej, że koszty społeczne zaniechań idą w miliardy funtów. Co zatem robić i kto może mieć wpływ? W zasadzie każdy z nas może mieć wpływ. Każdy rodzic powinien chcieć (czuć się w obowiązku!) zainwestować minimum kwadrans dziennie we wspólne czytanie z dzieckiem od małego, a na etapie nauki czytania, być może nawet trochę więcej – by być pewnym, że dziecko naprawdę czyta i pisze płynnie. Zauważmy, że to jest inwestycja darmowa! Pracodawcy mogą zainteresować się poziomem czytelnictwa w swoich zespołach, doinwestować ten temat także w imię budowania kapitału ludzkiego i społecznego swoich firm – na pewno się zwróci z nawiązką. Patrząc holistycznie, jest wielka przestrzeń do działania i zagospodarowania dla inwestorów lub/i filantropów – czytelnictwo w Polsce wymaga znaczących nakładów finansowych. Wszelkie szczeble władz lokalnych i centralnych oczywiście też mają narzędzia, by temat coraz szerzej doinwestowywać. Czy działamy na skalę makro czy mikro, bardzo ważne jest, byśmy przestali myśleć o niskim czytelnictwie w Polsce jako problemie branży książki, ludzi kultury i edukacji. To nie jest problem garstki ludzi. To jest problem społeczno-ekonomiczno-gospodarczy, którego potężne konsekwencje, przeliczone na koszty co roku wszyscy opłacamy.
Maria Deskur

Problem trudności w czytaniu wśród uczniów dotyka jak najbardziej także Polski. Mówią o tym wyniki badań przeprowadzonych przez Instytut Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (2002 r.) Pod względem umiejętności dekodowania i rozumienia tekstu przebadano tam grupę dzieci z klas IV-VI szkół podstawowych. Bez względu na klasę poziom problemu okazał się podobny w każdej z nich. W IV klasie kłopoty z czytaniem miało 38 proc. uczniów, a w V i VI – po 36 proc. Główny wniosek nie napawa optymizmem – łącznie ok. 37 proc. uczniów w klasach IV – VI słabo czyta. Ile pieniędzy w szerokiej perspektywie płaci za to polskie społeczeństwo? Pytanie wciąż pozostaje otwarte. Pewne jest natomiast, że inwestycja w zmianę poziomu czytelnictwa będzie bardzo opłacalna – czy w domu, czy w firmie, czy w społeczeństwie.
O wydawnictwie
Słowne jest częścią koncernu medialnego Burda Media Polska i równocześnie jednym z liderów na polskim rynku wydawniczym. Od 20 lat nasze książki – wcześniej pod marką Burda Książki – trafiają do rąk kolejnych pokoleń czytelników. Oferujemy 1200 zróżnicowanych tytułów W portfolio wydawnictwa znajdują się: literatura obyczajowa, kryminały, thrillery, literatura podróżnicza (pod marką National Geographic), biografie znanych postaci ze świata mediów, sztuki, sportu, poradniki, książki dla dzieci i młodzieży. Nasi autorzy byli wielokrotnie nagradzani. Nela Mała Reporterka cztery lata z rzędu zdobyła Bestseller Empiku, zostając najmłodszą laureatką tej nagrody (w latach: 2016-2019).


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama