TAJEMNICE KAMIENICY W SZCZEKOCINACH. CZY JEST TRZECIA OFIARA?

  • 25.02.2020, 08:20
  • Tomasz
TAJEMNICE KAMIENICY W SZCZEKOCINACH. CZY JEST TRZECIA OFIARA?
(Szczekociny, Myszków) 42-letni mieszkaniec Szczekocin Mariusz M. pod zarzutem wielokrotnego gwałcenia swojej córki, która dzisiaj ma 11 lat, od 10 lutego przebywa w areszcie. Ma też zarzut zgwałcenia 14-letniej dziewczynki, córki sąsiadki. Do tego gwałtu miało dojść 4 lata temu, gdy miała ona tylko 11 lat. Obie rodziny mieszkały wtedy „drzwi w drzwi” w kamienicy przy ul. Żeromskiego w Szczekocinach. Wg ustaleń prokuratury, do wykorzystywania seksualnego dziewczynek, mogło dochodzić od nawet 5 lat. Sprawa wyszła na jaw, gdy młodsza z dziewczynek, rodzona córka aresztowanego, 7 lutego w szkole opowiedziała o wszystkim nauczycielce. Jak to możliwe, że koszmar dziewczynek mógł trwać tyle lat i nikt nic nie zauważył? Rozmawialiśmy z kilkoma mieszkańcami i mieszkankami Szczekocin, którzy sytuacją rodzinną dziewczynek interesowali się od kilku lat. Z ich wypowiedzi jasno wynika oskarżenie, że wszystkie instytucje, które powinny zareagować, zignorowały sygnały. Sąsiad rodziny M. twierdzi, że już 3-4 lata temu o tym, że w mieszkaniu obok dochodzi do przemocy nad dzieckiem, wykorzystywania seksualnego mówił policjantowi z komisariatu w Szczekocinach, kierowniczce MOPS-u, ówczesnemu burmistrzowi.

(Szczekociny, Myszków) 42-letni mieszkaniec Szczekocin Mariusz M. pod zarzutem wielokrotnego gwałcenia swojej córki, która dzisiaj ma 11 lat, od 10 lutego przebywa w areszcie. Ma też zarzut zgwałcenia 14-letniej dziewczynki, córki sąsiadki. Do tego gwałtu miało dojść 4 lata temu, gdy miała ona tylko 11 lat. Obie rodziny mieszkały wtedy „drzwi w drzwi” w kamienicy przy ul. Żeromskiego w Szczekocinach. Wg ustaleń prokuratury, do wykorzystywania seksualnego dziewczynek, mogło dochodzić od nawet 5 lat. Sprawa wyszła na jaw, gdy młodsza z dziewczynek, rodzona córka aresztowanego, 7 lutego w szkole opowiedziała o wszystkim nauczycielce. Jak to możliwe, że koszmar dziewczynek mógł trwać tyle lat i nikt nic nie zauważył? Rozmawialiśmy z kilkoma mieszkańcami i mieszkankami Szczekocin, którzy sytuacją rodzinną dziewczynek interesowali się od kilku lat. Z ich wypowiedzi jasno wynika oskarżenie, że wszystkie instytucje, które powinny zareagować, zignorowały sygnały. Sąsiad rodziny M. twierdzi, że już 3-4 lata temu o tym, że w mieszkaniu obok dochodzi do przemocy nad dzieckiem, wykorzystywania seksualnego mówił policjantowi z komisariatu w Szczekocinach, kierowniczce MOPS-u, ówczesnemu burmistrzowi.


 

-Na sesji Rady Miasta Szczekociny nawet mówiłem, że w tej rodzinie dzieje się źle. Bicie, krzyki. Ona, ta Hania płakała, krzyczała. Zgłosiłem to Policji. Nie przyjęli nawet zawiadomienia ode mnie. To mój kuzyn, ten policjant, wiele razy mu później mówiłem, jak go zobaczyłem, że tam się u sąsiadów źle dzieje, żeby się tym zajęli. Zawsze mnie zbywał. To było jakieś 3-4 lata temu, bo 3 lata temu oni się stąd wyprowadzili. Ale raczej nic na lepsze się nie zmieniło.


 

Mówiłem o tym i na sesji Rady Miasta i burmistrzowi Dobrzyniewiczowi. Nic nie zrobili. Byłem u dyrektor MOPS Jolanty Węgorek, mówiłem jej o biciu, gwałtach. To mi powiedziała, że mogę być oskarżony o pomówienie. Mówiłem o tym, co się dzieje w tym mieszkaniu do niej i do innej kobiety z MOPS, która tę ulicę ma pod swoją opieką. 3 lata temu to było, może 4.


 

-Mieszkanka Szczekocin, która pomogła nam dotrzeć do pana, mówiła, że Mariusz M. nie tylko gwałcił córkę i dziecko sąsiadki, o co jest podejrzany, ale też znęcał się nad żoną. Podobno nawet ją nożem ugodził, miała wtedy poronić.


 

-To było jak tu mieszkali. Pamiętam, bo zabrała ją karetka. Raz pokazał się tu jakiś Kurator, pamiętam że miał na imię Błażej, mówiłem mu o przemocy, biciu. Chłopach, którzy tu przychodzą. Mariusz M. przyprowadzał kolegów i żonę im oddawał za pieniądze. Dzieci na to wszystko patrzyły.

Ale ten kurator powiedział, że „w tej rodzinie nic się złego nie dzieje”.


 

A on miał kobiety, ona obcych chłopów w tym samym czasie. Tak tu się działo. Wszystko to mówiłem policjantowi, dyr. MOPS, burmistrzowi Dobrzyniewiczowi. Nic nie zrobili. Mogę to w prokuraturze zeznać.


 

MOPS mieści się na ulicy Przemysłowej. Kierownikiem MOPS Szczekociny jest Jolanta Węgorek. Spytaliśmy ją, dlaczego MOPS zignorował sygnały od sąsiada, że w domu przy Żeromskiego może dochodzić do przemocy nad dziećmi.


 

Kierowniczka MOPS-u odrzuca oskarżenia o zignorowanie podejrzeń


 

Kurier Zawierciański: Co dokładnie zrobili pracownicy MOPS? Pan Zbigniew, sąsiad rodziny M. twierdzi, że był u pani kilka lat temu, mówił o przemocy w tym mieszkaniu, twierdzi, że mówił też, że dziewczynka może być wykorzystywana seksualnie przez ojca.


 

Jolanta Węgorek, kierowniczka MOPS Szczekociny: -Wszystkie sygnały były badane. Od około 3 lat jak ta rodzina przeprowadziła się, a kobieta podjęła pracę, nie są już pod opieką MOPS.


 

KZ: Czyli co dokładnie zrobiliście? Pan Zbigniew twierdzi, że gdy informował MOPS o swoich podejrzeniach, to usłyszał ostrzeżenie, że może być oskarżony o pomówienie.


 

J.W.: -Jak już mówiłam, zrobiliśmy wszystko, co do nas należało. Nie będę o tym rozmawiała. Wie pan, to są tylko Szczekociny.


 

Z byłym burmistrzem Szczekocin Krzysztofem Dobrzyniewiczem, który -jak twierdzi nasz rozmówca- był przez niego informowany o przemocy, podejrzeniach gwałtów na dziewczynkach nie udało nam się porozmawiać. Numer telefonu jaki mieliśmy do K. Dobrzyniewicza nie odpowiada.


 

Kolejne rozmowy doprowadziły nas do mieszkającej blisko rynku kobiety, o której mówiono nam, że interesowała się losem dziewczynek, próbowała im pomóc.


 

Teresa: zgłaszałam molestowanie Hani już 4 lata temu!


 

-O tym, co dzieje się u M. dowiedziałam się od koleżanki Magdy. To ciocia Hani. Hania zwierzyła się jej co jej robi tata. Że każe „brać do buzi”, że robi jej „to i to”. Kazał oglądać dziewczynce pornosy.


 

Mój mąż się z nim znał od dawna, z tym Mariuszem. On zawsze był taki obleśny w zachowaniu, a to kobietę za pierś złapał, a to za tyłek. On tej swojej żonie nóż w plecy wbił, poroniła wtedy, ale później zawsze go ona tłumaczyła, broniła. Więc wszystkie sprawy umarzano. Gorącym pogrzebaczem ją bił, ale ona miała operację na nogi, więc tłumaczyła, że to ślady po zabiegu. Zawsze go tłumaczyła. A on bił tak, żeby nie było widać. Po nogach, a ona w spodniach zawsze.


 

O tym co on może robić Hani dowiedziałam się jakieś 4 lata temu. Jestem w Radzie Rodziców, poszłam wtedy do dyrektor szkoły pani Elżbiety Drej. (dyrektorka SP 1 im. T. Kościuszki w Szczekocinach). Rozmawiałam z panią dyrektor. Dziewczynka podobno miała jakąś rozmowę z psychologiem, o tych zachowaniach seksualnych. Rysowała jakieś mroczne rysunki. Uważam, że szkoła bardzo w tej sprawie zawiniła, bo wtedy chyba zignorowano podejrzenia.


 

Raz ta Wiola (matka Hani) u nas się schowała. On przyszedł, walił w okna, krzyczał, że nam okna powybija, jak mu żony nie oddamy. Mieszkaliśmy wtedy na Żeromskiego, jakieś 150 m od nich. Oni mają 2 starszych synów. Obaj ćpają. Jeden to przecież był na odtruciu w szpitalu w Zawierciu.


 

Moim zdaniem ona wiedziała co się w domu dzieje, co mąż robi Hani. Chroniła to bydlę.


 

Opieka społeczna nic nie zrobiła. Byli zawiadamiani.


 

Magda, ta co mi opowiedziała 4 lata temu o zwierzeniach Hani, ma córkę 13 lat. Bardzo możliwe, że ją też molestował, były takie podejrzenia.


 

Mariusz M. jak się gdzieś pojawił, to chętnie dawał dzieciom pieniądze. Jak Hania się urodziła, powiedziałam wtedy: nieszczęście, że urodziła się dziewczynka. On ją kiedyś skrzywdzi.


 

Jak jego synowie mieli po 5-6 lat to on z nimi pornole oglądał. Takie najbardziej ostre. „Chodźcie z tatusiem pooglądacie” -mówił.


 

Zawsze się tłukli. Nóż, siekierka. Chwalił się, że Wioli nogi uszkodził.


 

Do tych rozmówców nie dotarlibyśmy gdyby nie kilka telefonicznych rozmów z młodą mieszkanką Szczekocin. To jedyna osoba z naszych rozmówców, której nazwiska nie znamy i nie spotkaliśmy się twarzą w twarz. Ale bez niej nie dotarlibyśmy do świadków koszmaru dziewczynek ze Szczekocin. „Kobieta ze Szczekocin” którą poznaliśmy tylko przez telefon mówiła: -Ta dziewczynka była wielokrotnie gwałcona. Ich sąsiad alarmował o tym na policji. Powiedzieli mu, ze zgłoszenia nie przyjmą. To miało być przed I Komunią Świętą Oliwii. Miała być ta komunia, podobno tłumaczono, że z tego powodu sprawy nie będą ruszać. Żeby afery przed komunią nie było.


 

Szkoła tu bardzo zawiniła. Teraz zareagowali, jak Hania powiedziała po latach raz jeszcze co się dzieje w domu. Ale tu w szkole zawsze była taka zasada, że „ma być dobrze”.


 

Dobrze, że teraz dziewczynki opowiedziały co się dzieje. To one są bohaterkami, stare byki w szkole, w MOPS, Policji nic nie zrobiły.”


 

Czy jest trzecia krzywdzona dziewczynka?


 

Koszmar Hani oraz jej dawnej sąsiadki, starszej tylko o 3 lata nie został przerwany przez uważną opiekę społeczną, szkołę, a nawet policję. Wszystkie te instytucje -jak mówili nasi rozmówcy- były informowane o patologii w rodzinie M., biciu, podejrzeniach gwałtów. Informowane już 4 lata temu! Koszmar dziewczynek przerwała jedna z nich, najmłodsza 11-latka, która opowiedziała w szkole co jej robi tata. Bo już nie wytrzymała.


 

W rozmowie z Teresą pada też podejrzenie, że ofiarą przemocy seksualnej, gwałtów mogła być trzecia dziewczynka, też spokrewniona ze sprawcą.


 

Śledztwo w tej bulwersującej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Myszkowie, w której pytamy, czy prokuratura ma wiedzę o podejrzeniach, że może być trzecia ofiara mężczyzny podejrzewanego o gwałty na dziewczynkach.


 

Prokurator Rejonowy Dariusz Bereza: -Ta wersja wydarzeń też jest sprawdzana, mamy sygnały o takich podejrzeniach. Zapewniam, że zamierzamy przesłuchać wszystkich sąsiadów z kamienicy, w której te rodziny mieszkały.


 

-Jeden z tych sąsiadów, twierdzi, że już kilka lat temu informował policję, samorząd, MOPS o przemocy, gwałtach w tej rodzinie, ale był ignorowany. Powiedział nam, że Prokuraturze o wszystkim opowie w zeznaniach, że możemy przekazać jego nazwisko, telefon.


 

-Wszystkie te okoliczności, również te zmierzające do ustalenia, czy wymienione instytucje coś zaniedbały ze swoich obowiązków w tej sprawie zostaną dokładnie zbadane -zapewnił prok. Dariusz Bereza.


 

Imiona większości osób, z którymi rozmawialiśmy zostały zmienione.


 

Rozmawiał: Jarosław Mazanek


 

Tomasz

Zdjęcia (3)

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu gazetamyszkowska.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe