Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 15 maja 2026 15:55
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

Ochrona dzikiej przyrody mogła zapobiec epidemii koronawirusa SARS-CoV-2

Ponad 200 000 zakażonych w 170 krajach na świecie w ciągu 3 miesięcy. To obecny bilans epidemii nowego koronawirusa. SARS-CoV-2 nie był pierwszy. Jednak ani epidemia SARS, ani ptasia grypa nie były wystarczającymi ostrzeżeniami dla ludzi, skłaniającymi do zaostrzenia prawa dotyczącego handlu egzotycznymi gatunkami na całym świecie. Dziś mamy pewność, że to właśnie ochrona dzikiej przyrody może zapobiec kolejnym epidemiom chorób odzwierzęcych.
Podziel się
Oceń

Chiny, po wybuchu epidemii koronawirusa pod koniec lutego 2020, podjęły „decyzję o całkowitym zakazie nielegalnego handlu dziką fauną i florą oraz wyeliminowaniu konsumpcji dzikich zwierząt w celu ochrony życia i zdrowia ludzi”. Choć to bardzo dobra wiadomość to należy zauważyć, że zakaz jest tymczasowy i nie została jeszcze określona liczba gatunków, które zostaną objęte ochroną, sposób nadzoru nad przestrzeganiem przepisów, ani forma zapewnienia bezpieczeństwa i zdrowia ludziom. Dlaczego zmiana prawa dotyczącego ochrony dzikiej przyrody w jednym kraju na świecie może mieć ogromne znaczenie dla nas wszystkich?


Skąd się wziął koronawirus
Pierwsze przypadki nowego wirusa zostały wykryte w chińskim mieście Wuhan w grudniu 2019 r. Na początku stycznia SARS-Cov-2 zidentyfikowano jako rodzaj koronawirusa i powiązano zachorowania z lokalnym targiem. Koronawirusy to grupa wirusów, których nosicielami mogą być ptaki lub ssaki. Od nich mogą zarazić się także ludzie, u których powodują one infekcje układu oddechowego. O tym, w jaki sposób nowy koronawirus przeniósł się na człowieka, wiemy ciągle niewiele. Jednym z pierwszych tropów były łuskowce (pangoliny), które miały być ogniwem pośrednim dla wirusa między nietoperzami, a ludźmi. Przebadano próbki łuskowców z nielegalnego handlu, jednak koronawirus obecny w ich organizmach wykazuje podobieństwo między 85,5% a 92,4% z genomu wirusa SARS-Cov-2 z organizmu człowieka. W badaniu opublikowanym 3 lutego stwierdzono, że koronawirus nietoperza dzielił 96% swojego materiału genetycznego z wirusem, który powoduje COVID-19. Nietoperze mogły przekazać wirusa ludziom, ale istnieją kluczowe różnice w dwóch wirusach. To sugeruje, że ten specyficzny koronawirus nie przeszedł bezpośrednio z nietoperza na człowieka, ale mógł zostać przekazany ludziom przez gospodarza pośredniego.
Dziki biznes i „mokre” targi


Jednak bez względu na wynik kolejnych analiz, ani nietoperze, ani łuskowce nie są winne obecnej sytuacji. Łuskowce to jeden z wielu gatunków na świecie, które w wyniku kłusownictwa znalazły się na skraju wyginięcia. Coraz częściej padają ofiarą nielegalnej przestępczości przeciwko dzikiej przyrodzie - głównie w Azji oraz w Afryce, gdzie zabija się je dla mięsa i łusek. Każdego roku ofiarą nielegalnego handlu tylko w lasach centralnej Afryki pada od 400 000 do nawet 2,7 mln tych zwierząt.

Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) szacuje, że globalny przemysł handlu dziką fauną i florą jest wart od 7 do 23 mld USD rocznie.  Według raportu Global Financial Integrity z 2017 stanowi czwarty co do wielkości światowy nielegalny handel po narkotykach, handlu ludźmi i podróbkami (sfałszowane pieniądze i dokumenty). Nielegalne rynki żywych i martwych dzikich zwierząt są powszechne w wielu krajach azjatyckich. Przez zapotrzebowanie na mięso dzikich zwierząt powszechnym problemem stały się wnyki zastawiane przez kłusowników. W rezultacie tych działań giną kolejne rzadkie gatunki zwierząt. Nawet jeśli handel nimi jest zabroniony, okazuje się, że egzekwowanie prawa jest słabe lub po prostu nie istnieje.
Te nielegalne działania nie tylko zagrażają różnorodności biologicznej, także warunki w jakich są później przetrzymywane zwierzęta sprawiają, że pojawia się bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia ludzi, co może mieć znaczący wpływ na społeczności i gospodarki zarówno lokalnie, jak i globalnie. Tak zwane „mokre” targi to miejsca, gdzie można kupić zarówno żywe zwierzęta jak i surowe mięso. Zwierzęta są często przetrzymywane w ciasnych klatkach stojących jedne na drugich. To z kolei sprawia, że kaleczą się nawzajem, a ich odchody są właściwie wszędzie. W sąsiadujących klatkach znajdują się najróżniejsze gatunki zwierząt, nierzadko wśród nich pojawiają się te, które są objęte ochroną. W takich warunkach ryzyko przenoszenia się chorób między zwierzętami, jak i ze zwierząt na ludzi jest bardzo duże. Epidemie chorób odzwierzęcych pokazują, że okrutne traktowanie zwierząt nie pozostaje bez wpływu na bezpieczeństwo ludzi.
Historia lubi się powtarzać
SARS-Cov-2 nie był pierwszy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje choroby odzwierzęce jako znaczący procent wszystkich nowo zidentyfikowanych, a także istniejących chorób zakaźnych. W latach 2003-2006 świat drżał w obawie przed ptasią grypą, czyli wirusem H5N1. Główne ognisko choroby znajdowało się w Chinach, a wirus zaczął rozprzestrzeniać się w Azji. Do Polski dotarł w 2006 roku. Jednak w przypadku H5N1 do zarażenia dochodziło tylko w wyniku kontaktu z ptactwem lub jego odchodami. Epidemię udało się opanować szybko dzięki wdrożeniu odpowiednich przepisów dotyczących higieny. 
Poważną epidemią wirusową był SARS w latach 2002-2003, który przeszedł na człowieka z drapieżnego ssaka – pagumy chińskiej. Także w tym wypadku rezerwuarem przodków tego wirusa mogły być nietoperze. Aby jednak skutecznie zainfekować człowieka wirus musiał wielokrotnie zmutować, w tym u gatunku pośredniego, którym była paguma. Stało się to zapewne na tagu zwierzęcym w Guangdong, gdzie sprzedawane były zarówno nietoperze jak i pagumy. Tym razem jednak epidemia rozprzestrzeniła się głównie w Azji, a poza nią odnotowano jedynie nieliczne przypadki. W obliczu epidemii SARS przepisy dotyczące nielegalnego handlu dziką fauną i florą zostały zaostrzone. 

Niestety tylko na kilka miesięcy. Jak widać, historia lubi się powtarzać, lecz tym razem mamy do czynienia z inną skalą zarażeń. Przypadek koronawirusa SARS-CoV-2 jest dla nas kolejnym ostrzeżeniem.
Blaski i cienie życia w globalnej wiosce
Żyjemy w czasach ogromnej mobilności, w których granice między państwami stały się łatwe do przekroczenia, bądź, jak w przypadku UE, niezauważalne. W ciągu kilku godzin jesteśmy w stanie pokonać kilka tysięcy kilometrów. To sprawia, że brak odpowiednich przepisów dotyczących ochrony dzikiej przyrody oraz ich egzekwowania na „mokrym” targu w jednej z azjatyckich prowincji prowadzi do zamknięcia szkoły w Poznaniu, urzędu w Szczecinie czy żłobka w podwarszawskiej gminie. Jest na to jedno lekarstwo: zaostrzenie i bezwzględne egzekwowanie prawa w kwestii ochrony przyrody, w tym handlu dzikimi zwierzętami na poziomie krajowym oraz międzynarodowym. Musimy też podjąć solidarne działania na rzecz poprawy stanu środowiska naturalnego, wspierając kraje Globalnego Południa, gdzie zabijane i skąd przemycane są dzikie zwierzęta. To one w efekcie tracą też najwięcej, bo dzika przyroda jest wartością, której ich pozbawiamy. Właśnie dlatego Fundacja WWF Polska wspiera działania biura WWF Mjanma, które zajmuje się m.in. likwidacją targów, na których sprzedawane są zagrożone gatunki i egzekwowaniem prawa w zakresie ochrony dzikiej przyrody - w szczególności ograniczenia handlu gatunkami roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. 

Dziś te działania są dla nas ważniejsze niż kiedykolwiek. 
Dane z dn. 18.03.2020  Opracowanie WWF Polska


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama