Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 15 maja 2026 18:53
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

NAPAŚĆ SEKSUALNA CZY „TYLKO” NIEGRZECZNE ZACHOWANIE?

(Myszków) W połowie lutego w GM nr 7 opisywaliśmy historię incydentu, do którego miało dość w jednym z oddziałów banku w Myszkowie. Mężczyzna miał tam napastować kobietę, pracownicę placówki. Historia, która krążyła po Żarkach (to miejsce zamieszkania rzekomego napastnika) była przedstawiana jako próba, usiłowanie gwałtu. Dlatego zaznaczając wyraźnie, że do gwałtu nie doszło, że raczej chodziło o napaść na tle seksualnym, napastowanie, opisaliśmy to zdarzenie w artykule „Żarki żyją historią o gwałcie”. I poprosiliśmy Czytelników o informacje, mogące wyjaśnić czy rzeczywiście po okolicy kręci się mężczyzna napastujący kobiety. Oddźwięk na nasz apel był ogromny. Dzisiaj, ponad wszelką wątpliwość możemy stwierdzić, że wydarzenie miało miejsce 8 stycznia przed godziną 15.00 w oddziale Alior Banku przy ulicy Sikorskiego. Do agresywnego, dziwnie zachowującego się mężczyzny pracownice banku wezwały policję, a ta po chwili pogotowie ratunkowe. I tu - co jeszcze bardziej dziwne - wersje wydarzeń zaczynają się znacząco różnić…
Podziel się
Oceń

POLICJA: POSZKODOWANA ZAPRZECZA ABY DOSZŁO DO NAPAŚCI SEKSUALNEJ

Na początku lutego nie znaliśmy daty zdarzenia, nie było też pewności czy do napaści na kobietę w banku rzeczywiście doszło. Jedyny konkret jaki od początku pojawiał się w tej sprawie to informacja, że napastnikiem miałby być strażak zawodowej PSP w Myszkowie. Dlatego pytaliśmy o incydent szefa Komendy Powiatowej PSP, Sergiusza Wiśniewskiego. Ten potwierdził, że strażak o którego pytamy „od dłuższego czasu przebywa na zwolnieniu lekarskim. Z przerwami.  A obecnie jest na urlopie. (…) Ponieważ jego absencja się przedłużała, skontaktowałem się z jego rodzicami. Ci powiedzieli, że ich syn jest ciężko chory, ma jakiegoś guza, że ma być u niego zastosowane leczenie polegające na odsysaniu guza”.

Informacji, że do napaści na kobietę w banku miało w ogóle dojść, zaprzeczyła myszkowska policja. Jej rzecznik Barbara Poznańska mówiła wtedy: - Nie wpłynęło do nas żadne takie zawiadomienie. Jeżeli tylko otrzymalibyśmy informacje uwiarygodniające, że do takiej napaści na tle seksualnym mogło dojść, policja zajmie się sprawą z urzędu.

POLICJA WZYWA POGOTOWIE DO… NAPAŚCI SEKSUALNEJ!

Po publikacji artykułu pierwszą informację otrzymaliśmy telefonicznie od mężczyzny, który twierdził, że jest policjantem w KPP w Myszkowie: - Była taka interwencja, gdzieś na początku stycznia. Jak pamiętam, patrol był wezwany do agresywnego mężczyzny przez pracownicę banku. Musi to być na rejestratorze, wzywająca kobieta mówiła, że jej koleżankę napadł mężczyzna, który wszedł do banku, napastował ją, był agresywny.

Z innego źródła udało nam się potwierdzić, że interwencja policji nie tylko miała miejsce, ale że to policja za chwilę wezwała Pogotowie Ratunkowe. Do napaści doszło 8 stycznia br. roku na ulicy Sikorskiego. Według naszego źródła, Pogotowie Ratunkowe zostało wezwane przez interweniujących policjantów i karetka dotarła na miejsce przed godziną 15.00. Pogotowie miało być wezwane z powodu dziwnego zachowania mężczyzny. Rzecznik KPP w Myszkowie fakt kto wezwał pogotowie przedstawia jednak inaczej: - To nie Policja wzywała na miejsce Pogotowie, ale informacja z WCPR równolegle została przesłana do Pogotowia i Policji, lecz to Policja faktycznie na miejscu była pierwsza.

A to już relacja jednego z naocznych świadków interwencji: - W trakcie rozmowy z pracownicą banku ten mężczyzna - według jej relacji - zaczął się dziwne zachowywać, dotykał się w miejsce intymne. Gdy kobieta poprosiła żeby przestał się zachowywać niestosownie, ten stał się agresywny. Kobieta wstała, chciała uciec do pomieszczenia na zapleczu gdzie jest sejf, ale napastnikowi udało się wbiec za nią, próbował zdjąć spodnie. Wtedy druga kobieta wezwała policję. Ratownikom medycznym mężczyzna później tłumaczył się, że jest chory na padaczkę, stąd jego dziwne zachowanie.

Rzecznik KPP w Myszkowie, starszy aspirant Barbara Poznańska 6 lutego podtrzymała jednak wcześniejsze stanowisko, sprzed 3 tygodni, że nie było podstaw do wszczęcia postępowania w kierunku przestępstwa na tle seksualnym: - Poprzednia informacja udzielona GM dotycząca  braku zgłoszenia zgwałcenia, usiłowania zgwałcenia lub też innego przestępstwa na tle seksualnym była prawdziwa, nadal KPP w Myszkowie nie otrzymała takiego zgłoszenia. W dniu 08.01.2018 r. w jednym z banków na terenie Myszkowa miała miejsce interwencja Policji, jednak zdarzenie, które stanowiło przedmiot tej interwencji w żadnym razie nie miało związku z przestępstwem na tle seksualnym ani żadnym innym przestępstwem – utrzymuje rzecznik Poznańska.

O ocenę pracy myszkowskiej policji w tej sprawie, zwróciliśmy się do rzecznika Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Prokurator Tomasz Ozimek przekazał nam następującą informację: - Zwróciliśmy się do policji o wyjaśnienie, czy zdarzenie miało miejsce i jaki był jego charakter. Policja potwierdza, że zdarzenie opisywane przez Gazetę Myszkowską, czyli interwencja  policji w oddziale Alior Banku 8 stycznia miała miejsce. Mężczyzna miał tam zachowywać się agresywnie, wystraszone kobiety wezwały policję. Po przyjeździe policji jedna z nich wskazała mężczyznę, który znajdował się na ulicy. Oświadczyły, że zachowywał się dziwnie, przestraszyły się, dlatego wezwały policję. Kobiety rozpytane na okoliczność zachowania tego mężczyzny zaprzeczyły, aby ten mężczyzna wykonywał wobec nich czynności o charakterze seksualnym, dlatego nie wszczęto postępowania karnego.

MONITORING BANKU KLUCZOWYM DOWODEM

Do rzecznika prasowego Alior Bank Juliana Krzyżanowskiego wysłaliśmy pytania: Czy centrala Alior Banku ma wiedzę o tej napaści? Czy pracownicy oddziału lub franczyzobiorca powiadomili Alior Bank o zdarzeniu? Czy został ewentualnie zabezpieczony monitoring z placówki? Jeżeli nie, czy zostanie to niezwłocznie uczynione?

Jak wyjaśniła nam kierownik oddziału Alior Banku gdzie doszło do zdarzenia, w placówce są 3 kamery, musiały więc wiernie nagrać przebieg zdarzenia. Zarówno na sali ogólnodostępnej, jak i na zapleczu, gdzie miała uciec przed napastnikiem pracownica banku. Kierownik oddziału odmówiła jednak komentarza, jaki był przebieg „napaści”. Dajemy słowo w cudzysłów, bo rozbieżności między stanowiskiem policji, a przebiegiem zdarzenia opisywanym przez innych świadków są kluczowe: niewłaściwe zachowanie i agresja, czy napaść na tle seksualnym? Wszystko oczywiście mógłby wyjaśnić zapis monitoringu, ale nie mamy jeszcze stanowiska banku, czy zapis z 8 stycznia br. jest jeszcze w pamięci twardego dysku rejestratora. Zwykle takie urządzenia są w stanie zapisać obraz z kamer nawet do kilku miesięcy wstecz. Ale niestety, policja do dzisiaj nie wystąpiła do Alior Banku o udostępnienie nagrania.

MĘŻCZYZNA… ŻĄDA PRZEPROSIN

W artykule z 16 lutego ujawniliśmy, że mężczyzna, który miałby być sprawcą napaści jest mieszkańcem Żarek i strażakiem. Z relacji świadków wiemy, że swoje dziwne zachowanie miał tłumaczyć tym, że leczy się na padaczkę. Jakim cudem przeszedłby więc rygorystyczne badania lekarskie jako zawodowy strażak? Jeżeli faktycznie jest chory, może być zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale również kolegów strażaków podczas akcji ratowniczych, czy też osób, którym udzielałby pomocy. Gdyby jego zachowanie w banku faktycznie było skutkiem choroby, tym większe jest zagrożenie, że „incydent” może się powtórzyć. Liczne zwolnienia lekarskie strażaka potwierdzone przez komendanta KP PSP, choroba, o której w rozmowie telefonicznej mówił ojciec mężczyzny. Wreszcie sprzeczny opis wydarzeń z banku policji i ratowników medycznych. Tylko zapis z kamer pozwoli obiektywnie wyjaśnić, czy strażak jest faktycznie zagrożeniem dla kobiet, czy tylko „miał zły dzień”.

Co ciekawe, sam mężczyzna wysłał do redakcji żądanie… przeprosin, ale mieliśmy wątpliwości, czy faktycznie jest on nadawcą pisma. Zgadza się nazwisko i adres, ale żądanie przeprosin i wpłaty 10 tysięcy złotych na Caritas Polska nie zostało podpisane. A w piśmie jest żądanie przeprosin konkretnej osoby, wymienionej z imienia i nazwiska. Redakcja odmówiła więc publikacji, gdyż musimy być pewni, że nadawca pisma jest tym, za kogo się podaje. A w treści pisma jest stwierdzenie, że informacje z artykułu „Żarki żyją historią o gwałcie” to „bezpodstawne pomówienie go o napastowanie, a nawet usiłowanie gwałtu na pracownicy lokalnego banku”.

Z OSTATNIEJ CHWILI:

Tuż przed oddaniem tego wydania Gazety Myszkowskiej do druku otrzymaliśmy odpowiedź rzecznika Alior Banku Juliana Krzyżanowskiego. Cytujemy ją: - Centrala Alior Banku ma wiedzę o zdarzeniu, które miało miejsce w oddziale w Myszkowie. Jego pracownicy zachowali się zgodnie z wewnętrznymi procedurami i wezwali policję, a ta ujęła sprawcę i zabezpieczyła nagrania z monitoringu. Chcielibyśmy zwrócić uwagę na fakt, że policja wciąż prowadzi postępowanie mające na celu wyjaśnienie okoliczności zdarzenia, a Alior Bank współpracuje z nią na bieżąco w tym zakresie. Bank zapewnił też pełne wsparcie pracownicy placówki partnerskiej w Myszkowie. Jeszcze raz zapytaliśmy zatem rzeczniczkę myszkowskiej policji o dwa fakty: Czy w sprawie prowadzone jest postępowanie i czy został zabezpieczony monitoring z banku? Starszy aspirant Barbara Poznańska odpowiedziała: - Nie prowadzimy w sprawie  postępowania i nie zabezpieczaliśmy monitoringu. Sprawa staje się jeszcze ciekawsza.

 

Jarosław Mazanek

BANK prostuje: monitoringu jednak nie przekazaliśmy policji

Już po publikacji artykułu w Gazecie Myszkowskiej Rzecznik Alior Bank Julian Krzyżanowski wyjaśnił, że informacja o tym, że bank przekazał zapis monitoringu z banku policji, była z jego strony nieprawdziwa: -Tak jak rozmawialiśmy przez telefon bardzo proszę o sprostowanie przy najbliższej możliwej okazji informacji dot. monitoringu w placówce partnerskiej. Bank zabezpieczył monitoring, lecz nie przekazał go policji.

 

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

Andrzej 22.01.2025 13:14
Niestety w dzisiejszych realiach prawnych i wręcz chaosu prawnego w RP, zakłamania są stosowane nagminnie w celach wielorakich i chyba nie ma już wiarygodnej instytucji państwowej, na której można by polegać jak na przysłowiowym "Zawiszy"!

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama