Zawiercie z kolei, jest na niechlubnie wysokim, dziewiątym miejscu w Polsce pod względem stężenia pyłu PM10. Obu miast (Myszków, Zawiercie) nie ma jednak w pierwszej dziesiątce miast w Polsce o największej ilości dni smogowych. Choć jakość powietrza w naszych miastach ciągle się poprawia, nowy nabytek Straży Miejskiej w Myszkowie będzie miał co robić. Nad kominami w Myszkowie od kilku tygodni pojawia się duży dron ze specjalistyczną aparaturą do analizy tego, co wydobywa się z komina.
Na razie dron nad kominem wywołuje raczej zaciekawienie niż obawę. Duży dron Matrix 350 uniesie nawet do 1 kilograma aparatury. Strażnicy miejscy zaczęli loty o 1 października 2024, choć już od lutego 2023 roku zaczęli loty szkoleniowe. Cały sprzęt, czyli dron, głowice badawcze, szkolenia strażników miejskich kosztowało prawie 250.000 zł. Kolejny nowy nabytek myszkowskich strażników miejskich to w pełni elektryczny samochód Renault Kangoo. Na jego wyposażeniu znalazła się inna głowica do badania jakości powietrza, montowana na dachu samochodu. Samochód i jego wyposażenie kosztowały ponad 200.000 zł. Ale oba wydatki, prawie w całości pokryła dotacja.
W Myszkowskiej Straży Miejskiej szkolenia zakończone uzyskaniem licencji operatora drona ukończyło dwóch strażników: Marcin Makuch i Mariusz Leks. Licencja NST S5 (dawniej BV-LOST) jest wymagana do latania dronami o wadze od 250 gram.
Razem ze strażnikami miejskimi wyjeżdżamy na ulice Myszkowa. Jak mówią strażnicy miejscy, ciągle poznają sprzęt i jego możliwości. A są one imponujące.
Pierwszy warunek pogoda: aby loty były bezpieczne, nie powinien padać deszcz, wiatr też nie może być zbyt silny. Mgła- też nie latamy. Strażnicy Miejscy wybierają rejon ulicy Ceramicznej. Z daleka kilkaset metrów od nas widzimy komin ciepłowni miejskiej firmy Calor.
-Dron by tam doleciał? Da się nim zbadać dym wydobywający się z dużej ciepłowni?
Strażnik Marcin Makuch: -Bez problemu.
Głównym zadaniem drona, zamontowanej na pod nim głowicy jest sprawdzanie czym palimy w domowych kotłowniach. Dron z głowicą ma jeszcze długą na ponad metr cienką rurkę, nam skojarzyła się z dziobem kolibra, którą w locie operator droga dosłownie wsuwa w wydobywający się wprost z komina dym. Włącza się pompka zasysająca, a na tablecie natychmiast pokazuje się wynik pomiaru. Dron może pracować około 35 minut w powietrzu na jednym zestawie baterii. Jego dodatkowe wyposażenie to kamera termowizyjna. Może być używana przy poszukiwaniach osób zaginionych, czy kontroli wycieków ścieków.
O pracy z wykorzytaniem droga mówi nam Strażnik Miejski Marcin Makuch: -Pył PM 10, PM2,5 powstanie ze spalania każdego paliwa. Nas interesuje spalanie substancji zabronionych, głowica jest tak czuła, że wykryje nawet użycie kolorowej kartki papieru z gazety na podpałkę, albo drzazgę zamoczoną w paliwie płynnym, np. nafcie. Powstają wtedy związki lotne (również benzo(a)pireny w których ciągle przoduje Myszków), które są dowodem spalania substancji niedozwolonych, a my mamy powody do kontroli. Bez drona nie bylibyśmy w stanie ocenić, co wydobywa się z komina, tej możliwości nie daje głowica badawcza której używamy na samochodzie, ona bada ogólny poziom pyłów, czy benzo(a)pirentów obecnych w powietrzu, które pochodzą z różnych źródeł, również od samochodów.
Główną zaletą używania drona do kontroli palenisk, jest to, że bez wchodzenia na posesje Straż Miejska może sprawdzić czym palimy. Gdy aparatura wykrywa niedozwolone związki lotne, strażnicy wchodzą na posesję w celu kontroli kotłowni.
-Dron będzie wykorzystywany do pracy w kolejnych dzielnicach. Mieliśmy już jeden lot, zakończony wykryciem substancji niedozwolonych w dymie, to było na Światowicie. Przekroczenie norm było niewielkie, więc sprawę zakończyliśmy pouczeniem. Dla nas najważniejsze jest nie tyle złapanie kogoś na wykroczeniu, co zbudowanie u mieszkańców przekonania, że jesteśmy skuteczni, mamy odpowiedni sprzęt i spalanie paliw niedozwolonych łatwo może być przez nas wykryte -mówi Strażnik Miejski.
Jak reagują mieszkańcy?
-Reakcje są bardzo dobre. Dron wywołuje ciekawość, mieszkańcy reagują z sympatią, pytają jak tam ich dym. Chwalą się, że mają dobry opał.
Tak samo było na Ceramicznej, gdzie dron latał zarówno nad domami z których wydobywał się dym z kotłowni węglowych, jak i tych z kotłownią gazową.
-Właśnie rozpalałem -mówi jeden z mieszkańców- więc dym jeszcze ciemny.
Dron nie wykrywana substancji niedozwolonych, ale sam pomiar pokazuje jak szkodliwy jest dym. Oczywiście nikt nie wkłada głowy w dym z komina, ale ten był musi się roznieść po okolicy. Długa rurka głowicy badawczej naszego drona wsunięta w środek dymu pokazuje przekroczenie normy pyłów o 3000%.
Z niewielkiego na oko 100 metrowego domku wychodzi starsza pani. Dom zmodernizowany, kotłownia opalana węglem.
-Ile pani potrzebuje węgla na rok? -pytamy.
-5 ton, kupowałam po 2000zł -mówi kobieta.

Ogrzewanie rocznie kosztuje ją więc około 10.000zł, węgla pewnie zostanie, więc niech będzie 7 tysięcy. Ogromna kwota, biorąc pod uwagę, że dom o powierzchni ok. 170 mkw ogrzewany gazem to wydatek 5-7 tys rocznie na ogrzewanie domu i ciepłą wodę.
Jeszcze tańsze może się okazać ogrzewanie prądem, pod warunkiem, że nie są to tzw. „farelki” tylko promienniki na podczerwień. Tanie (koszt od 400-900 zł za panel o mocy 450-800W) ogrzeje pokój od 12-26 metrów.
Kilka takich paneli wystarczy do ogrzania niewielkiego domu, a koszt energii elektrycznej będzie mniejszy, niż zakup węgla. Więc po co truć siebie i sąsiadów?


Dron nadlatuje nad dom z kotłownią gazową:
Napisz komentarz
Komentarze