Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
poniedziałek, 18 maja 2026 16:36
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

TRUD SŁUŻBY W CZASIE PANDEMII

(Zawiercie) Ograniczona liczba funkcjonariuszy przy rosnącej ilości zadań do wykonania – tak w skrócie można opisać, jak od roku wygląda praca policji i straży. Policjanci każdego dnia poświęcają wiele czasu na kontrolowanie osób, przebywających na kwarantannie. Sprawdzane są również podmioty gospodarcze, które zgodnie z obowiązującymi obostrzeniami powinny pozostawać zamknięte. Strażacy z kolei angażują się np. w dystrybucję maseczek, płynów dezynfekcyjnych czy też transport pacjentów na szczepienie przeciwko COVID-19. Niepokojące jest to, że zwiększyła się liczba zdarzeń, w których ktoś potrzebuje pomocy medycznej, a nie ma wolnej karetki. W takiej sytuacji do pomocy kierowana jest Straż Pożarna.
TRUD SŁUŻBY W CZASIE PANDEMII
Strażacy pomagają osobom starszym w czasie epidemii. Zdjęcia pochodzą z okresu największej ilości zachorowań, ale pamiętajmy, że epidemia nie minęła. Osoby z grup ryzyka powinny dalej nosić maseczki ochronne. Nośmy je też dla ochrony innych w miejscach zatłoczonych!
Podziel się
Oceń

W poniedziałkowym posiedzeniu komisji społecznej Rady Miejskiej w Zawierciu  26 kwietnia 2021  uczestniczyli komendanci policji, straży pożarnej i straży miejskiej. Komisja przyjęła informację o stanie bezpieczeństwa, ochrony przeciwpożarowej i porządku publicznego w mieście, a komendanci przybliżyli radnym jak wygląda praca służb w okresie epidemii.
POSTERUNEK STRAŻY PRZY MARSZAŁKOWSKIEJ NADAL DZIAŁA
Komendant Straży Miejskiej Artur Kowal pytany był o działanie posterunku straży przy ul. Marszałkowskiej. Zapewnił, że punkt działa, ale strażnicy nie przebywają tam przez cały czas. Jak wyjaśniał komendant Kowal, od początku istnienia punktu nie zakładano, że ktoś będzie tam przebywał od rana do wieczora. Funkcjonariusz, który miał przydzieloną służbę na posterunku przy ul. Marszałkowskiej miał co dwie godziny wyjść i zrobić obchód określonych miejsc w pobliżu posterunku. W tej chwili, gdy są na przykład dwa patrole, to jeden jest kierowany do posterunku przy Marszałkowskiej, by strażnicy weszli do budynku i sprawdzili jak wyglądają pomieszczenia. Komendant Kowal wspomniał, że jest tam trochę wilgoci ze względu na złą wentylację. Bez zmian pozostają ustalone czynności w tym rejonie, czyli objazd lub przejście.
PIJANEGO NA ROWER NIE ZABIORĄ
Wśród kolejnych pytań kierowanych do szefa zawierciańskiej straży miejskiej, pojawiła się kwestia patroli na rowerach, o co pytał Henryk Mól. Komendant Artur Kowal zapewnił, że strażnicy jeździli na rowerach i jest to udokumentowane. Obecnie jednak pogoda nie sprzyja jeździe na rowerze. Ponadto komendant zwrócił uwagę na to, że jeśli strażnicy będą podejmowali interwencję np. wobec kogoś nietrzeźwego, to „raczej na rower go nie zabiorą” - potrzebny jest samochód. Dodał, że w poniedziałek (26 kwietnia) był jeden patrol rano i jeden popołudniu. Trudno wysłać jedyny patrol na rowerach.
Radny Mól mówił też o zgłoszeniach dotyczących drzew na chodnikach – o nisko zwisających gałęziach lub drzewach, które rozsadzają chodniki. Jak mówił komendant Kowal, strażnicy podejmują wiele takich interwencji. Dotyczą one na przykład przycięcia gałęzi, które stwarzają zagrożenie dla pieszych, zniszczonych znaków drogowych, braku dekla od studzienki, zapadniętych chodników, czy też braku oświetlenia.
MUNDUROWI CODZIENNIE MUSZĄ SPRAWDZIĆ CO NAJMNIEJ POŁOWĘ OSÓB NA KWARANTANNIE
O tym, jak pandemia wpływa na pracę policji mówił Komendant Powiatowy Policji w Zawierciu insp. Jacek Kurdybelski. Dużym obciążeniem dla mundurowych jest obowiązek kontrolowania osób objętych kwarantanną. Każdego dnia policjanci muszą skontrolować co najmniej połowę osób na kwarantannie. W ubiegły poniedziałek takich osób w powiecie było ponad 1100 (w Zawierciu ok. 300). Choć nie jest to skomplikowane zadanie, to angażuje dużo czasu, sił i środków. Realizacja tego obowiązku sprawia, że jakieś inne rzeczy nie są wykonywane lub są realizowane w mniejszym zakresie. Jak mówił komendant Kurdybelski na szczęście liczba osób objętych kwarantanną jest nieco niższa – czasami na kwarantannie przebywało ponad 2 tysiące osób lub prawie 3 tysiące i przez cały czas policjanci musieli każdego dnia skontrolować co najmniej połowę z nich.
KONTROLA PRZESTRZEGANIA OBOSTRZEŃ
Kolejnym obszarem działań policji jest kontrola przestrzegania zakazów związanych z reżimem sanitarnym. Policja sprawdza sklepy razem z sanepidem, siłownie i podmioty gospodarcze, które jak mówił komendant próbowały się otwierać. Mundurowi mieli sygnały o działających wbrew zakazom lokalach gastronomicznych, ale nie zostały one oficjalnie potwierdzone. Bary i restauracje były kontrolowane zarówno przez samych policjantów, jak też we współpracy z sanepidem. Jak dodał komendant, ma on nadzieję, że efektem kontroli było to, że jeśli jakiś lokal próbował się otworzyć, to działania służb zniechęciły do łamania obostrzeń. Dodał, że dopóki będą obowiązywały zakazy, to policjanci chętnie będą przyjmować zgłoszenia związane z łamanie reżimu – nawet jeśli nie zostanie to potwierdzone, to może praca policjantów odwiedzie właścicieli od takich zamiarów.
Pandemia to też obowiązek noszenia maseczek, który bywa łamany. Jak mówił podczas poniedziałkowej komisji komendant Kurdybelski, w szczycie pandemii ministerstwo oczekiwało od policjantów, że będą zwracać na to szczególną uwagę i będą egzekwować obowiązek zakrywania ust i nosa. Mundurowi kontrolują miejsca, w których potencjalnie mogą być osoby bez maseczek i wyciągają wobec nich konsekwencje. Mundurowi ujawniali dziennie od 40 do 100 wykroczeń. W zdecydowanej większości interwencje funkcjonariuszy kończyły się mandatami. Na początku pandemii mundurowi stosowali pouczenia. Jednak z czasem, gdy wzrastała liczba osób zakażonych, a obywatele mogli już przyzwyczaić się do obowiązujących nakazów, to funkcjonariusze zaczęli reagować bardziej zdecydowanie.
Takie działania angażują policjantów już od roku. Dodatkowym utrudnieniem są wewnętrzne problemy w jednostce, podobne do tych, z którymi zmagają się w zasadzie wszyscy. Policjanci chorowali na COVID-19 lub kierowani byli na kwarantannę, gdy okazało się, że osoba wobec której podejmowali czynności była zakażona. Ograniczone siły i dodatkowe zadania ciążące na policji kumulują się, ale komendant wyraził nadzieję, że sytuacja będzie się już powoli zmieniać.
TRUDNOŚCI W ORGANIZOWANIU SZKOLEŃ I WIELE NOWYCH ZADAŃ
Również Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Zawierciu bryg. mgr inż. Artur Łągiewka mówił o tym, jak pandemia zmusiła służby do reorganizacji. Jednym z głównych problemów, jakie wskazał komendant są ograniczenia w zakresie organizacji szkoleń dla druhów z OSP. Nie można organizować spotkań w dużych grupach, ale mimo tego straż stara się szkolić druhów i podnosić ich wiedzę.
Pandemia wymusiła realizację wielu nowych zadań. Strażacy zajmują się np. dystrybucją maseczek, płynów do dezynfekcji, termometrów do szkół, przekazywania namiotów i utrzymania ich przy punktach przyszpitalnych, wożenie żywności dla osób przebywających na kwarantannie lub w izolacji domowej, a ostatnio wożenie na szczepienia osób starszych i osób o ograniczonej zdolności do poruszania się.
STRAŻACY INTERWENIUJĄ, GDY BRAKUJE KARETEK
Niepokojącą sytuacją, jaką wskazał komendant Łągiewka są izolowane zdarzenia medyczne. Jak wyjaśniał, są to zdarzenia, które dyspozytor kieruje również do straży pożarnej, w których konieczne jest udzielenie natychmiastowej pomocy medycznej, a nie ma wystarczającej liczby zespołów ratownictwa medycznego lub wszystkie karetki są zajęte. Wtedy na miejsce wysyłani są strażacy, którzy udzielają pomocy medycznej. Zwiększyła się liczba śmigłowców LPR-u, które wykonują loty na terenie województwa. Jak przytaczał komendant, liczba izolowanych zdarzeń medycznych znacząco wzrosła w porównaniu do ubiegłego roku. Może być to duże niebezpieczeństwo dla osób, które wymagają natychmiastowej pomocy medycznej.
STRAŻACY NIE ZAWSZE POWINNI ZAJĄĆ SIĘ GNIAZDEM OS
Radny Jerzy Radosz pytał, czy straż może interweniować w sprawie usunięcia gniazd owadów. Komendant Artur Łągiewka tłumaczył, że tak – strażacy mogą interweniować, ale są na to ściśle określone procedury. Nie w każdym przypadku druhowie powinni interweniować, czy też usuwać gniazda os lub szerszeni. Straż pożarna podejmuje działania w stosunku do osób o ograniczonej zdolności poruszania się, osób starszych czy też uczulonych dzieci. Komendant wyjaśniał to na przykładzie zgłoszenia dotyczącego gniazda owadów w szopie lub budynku gospodarczym. Dyspozytor na początku przeprowadza wywiad z osobą zgłaszającą i jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia osób starszych lub uczulonych dzieci, to zgłaszający jest informowany jak może wyglądać interwencja straży. Po przyjeździe na miejsce, dowódca ocenia, czy istnieje zagrożenie. Jeśli tak, to druhowie natychmiast podejmują działania. W przypadku, gdy dowódca uzna, że zgłoszenie nie było zasadne i nie występuje bezpośrednie zagrożenie dla wymienionych wyżej osób, to strażacy zabezpieczają miejsce zdarzenia (ewakuacja ludzi, zabezpieczenie taśmą). Właściciele lub użytkownicy obiektu są informowani, że powinni wezwać we własnym zakresie firmę, która zajmuje się takimi zdarzeniami.
Część osób może nie zdawać sobie sprawy z tego, że gniazd os lub szerszeni w wielu przypadkach nie powinny być usuwane przez straż pożarną, tylko przez firmy. Ale są też tacy, którzy wolą korzystać z darmowych usług i zadzwonią po straż, mając nadzieję, że druhowie załatwią sprawę za darmo. Choć wiele zgłoszeń jest zasadnych i druhowie interweniują, to zdarzają się sytuacje, w których nie ma zagrożenia dla ludzi, osoby zgłaszająca interwencję mogłaby zlecić usunięcie gniazda owadów firmie, ale chcą uniknąć kosztów.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama