Detektywi z agencji CONTRA: SZUKAJĄ UKRYTEGO MAJĄTKU, ZDRADZAJĄCYCH PARTNERÓW, WYKRYJĄ PODSŁUCHY

  • 10.01.2022, 16:59 (aktualizacja 10.01.2022, 17:12)
  • Jarosław Mazanek
Detektywi z agencji CONTRA: SZUKAJĄ UKRYTEGO MAJĄTKU, ZDRADZAJĄCYCH PARTNERÓW,…

Podziel się:

Oceń:

Agencja Detektywistyczna CONTRA. Założyło ją dwóch emerytowanych policjantów. Pracowali po 20 lat w częstochowskiej policji, teraz na wczesnej emeryturze zostali detektywami. Rodzinne związani z terenem Myszkowa i Zawiercia, w Myszkowie mieści się siedziba licencjonowanej Agencji Detektywistycznej CONTRA. Ale jak sami mówią „to praca po całej Polsce a czasem za granicą”. Opowiedzieli nam o swojej pracy, ciekawych sprawach przy których pracowali.

Paweł Grabiński można powiedzieć, że „firmuje” agencję swoim nazwiskiem. Drugi z detektywów woli pozostać w cieniu. 


Paweł Grabiński: -Ja mam za sobą 20 lat pracy w PG, czyli wydziale przestępstw gospodarczych, kolega, też Paweł, długo był dyżurnym oficerem w policji. Ja z pracy w PG wyniosłem dobrą znajomość zagadnień gospodarczych, dlatego zajmuję się np. weryfikacją firm. Czasem ktoś zleca nam sprawdzenie wiarygodności kontrahenta przed ważną umową, innym razem szukamy majątku firmy, która nie wywiązała się z płatności. O taką pomoc proszą firmy, ale i osoby prywatne. Dla firm często sprawdzamy, że w biurze lub w samochodzie nie ma podsłuchów. Biznesmeni często obawiają się podsłuchów założonych przez konkurencję. Mamy do tego specjalistyczny sprzęt, który pozwala wykryć wszelkie mikrofony, ukryte kamerki, czy jaj to na filmach mówią „pluskwy”. 
Pomagamy też w problemach z nieuczciwymi firmami, również osobom prywatnym. 
Mieliśmy sprawę z Ogrodzieńca. Kobieta zleciła budowę ogrodzenia z kamienia. Firma sknociła robotę i zniknęła. Pani skierowała sprawę do sądu, był powołany rzeczoznawca. Pani wygrała, ale nie było jak ściągnąć należności. Firma niewypłacalna, nie ma majątku. Zatrudniła nas do pomocy. Szybko ustaliliśmy, że nie jest z majątkiem tak źle, tylko jest ukrywany. Nowe samochody BMW  w leasingu, dwa domy zapisane na kogoś innego. Ale wiele zleceń w toku. Wszystko to pokazaliśmy nieuczciwej firmie, powiedzieliśmy, że będziemy rozmawiać z jej obecnymi klientami, jeżeli nie zapłacą naszej klientce. Właściciel zrobił się bordowy, jak to wszystko zobaczył i usłyszał, gdy przyjechaliśmy z naszą klientką. Ale -co najważniejsze- zapłacił. Kobieta odzyskała ok. 38 tysięcy złotych.

-Nie wiem, czy słusznie tak sądzimy, ale detektywi podobno często grzebią w prywatnych, nawet intymnych sprawach. Wchodzą ludziom pod łóżko albo przez okno, żeby przyłapać na zdradzie. Jak jest naprawdę? Tak jak oglądamy w kinie? 
-(uśmiech) Rzeczywiście, to niemała część pracy detektywa. Zwykle chodzi o udowodnienie zdrady, gdy w tle są pieniądze, późniejszy podział majątku. Czasem majątek jest spory, ale mąż czy żona nie ma nad nim kontroli. Jak wykaże, że doszło do zdrady, łatwiej uzyskać rozwód z orzeczeniem o winie drugiego małżonka, tego zdradzającego. A później wchodzą sprawy finansowe, alimenty. 
Właśnie wróciliśmy z sukcesem z takiego właśnie zlecenia, które realizowaliśmy w jednej miejscowości uzdrowiskowej w Polsce. Pani wyszła z domu, a mężowi powiedziała tylko, że „wyjeżdża do sanatorium”. Nie powiedziała nawet dokąd. Mąż podejrzewając, że żona nie postępuje z nim uczciwie, że coś ukrywa, zlecił nam jej odszukanie. Zastosowaliśmy tu pewien podstęp. Do kobiety zadzwoniła nasza znajoma podając się za pracownicę ZUS, sprawdzającą warunki w sanatorium. I kobieta wyśpiewała wszystko: gdzie jest, w którym sanatorium, nr pokoju. Te informacje przekazaliśmy mężowi. Żona odnaleziona, dowodów na zdradę nie ma, choć widać było, że pani prowadzi aktywne życie sanatoryjne… Po prostu dobrze się bawiła.  

-Jak się wścieknie, oskarży was za podszywanie się pod ZUS…
-Dlatego dzwonimy w takich sprawach z telefonów trudnych do powiązania z nami. Rzeczywiście,  działamy w takich sprawach na dość cienkiej linii. Pewnych granic przekraczać nie możemy. Dlatego nie jest tak jak w filmach, że założymy podsłuch i kamery w pokoju hotelowym, żeby nakryć kochanków. Byłoby to jawne popełnienie przestępstwa. Oczywiście stosujemy inne techniki, zbieramy dowody zdrady. Mniej więcej w połowie spraw rzeczywiście okazuje się, że doszło do zdrady. Druga połowa kończy się najwyżej ustaleniem, że mąż, czy żona nie wszystko mówi partnerowi, ustalamy co robi, ale czasem ukrywa jakieś hobby, albo sprawa kończy się na wniosku, że partner lub partnerka był po prostu chorobliwie zazdrosny, a zdrady nie ma. 
-A jak jest?
-Mieliśmy klientkę, która nabrała podejrzeń, że mąż ją zdrada, bo raz dostała sms-a z czułym „kochanie”. Zdziwiła się, bo małżeństwo już miało swoje lata, mąż  od dawna nic czułego nie mówił, ani nie pisał. A tu nagle „kochanie” w sms-ie. Pani nabrała podejrzeń, że ma kochankę. 
-Słusznie?
-Tu mieliśmy sporą trudność. Pani, czyli kochanka, miała być ze Śląska, państwo z innej części Polski. Spotykać mieli się u niej. Zamknięte osiedle, garaż podziemny. Samochód mężczyzny pojawił się pod apartamentowcem, ale dziwna sprawa, nie ruszał się z miejsca przez kilka dni. Nie wychodził też. Wydało nam się to niemożliwe. Zadzwoniliśmy do żony, żeby poprosiła o stan licznika samochodu, że coś do ubezpieczenia. Mężczyzna wyszedł z bloku, sprawdził samochód. Czyli musiał być w środku.  Zaczęliśmy więc obserwować inne samochody, i „bingo”. Za którymś razem kochankowie wyjechali razem, jej samochodem. 
-Ile kosztuje wasza praca, taka np. obserwacja zdradzającego męża. Albo żony.
-Nasze wynagrodzenie zaczyna się od 1000 zł netto za dzień obserwacji. Niektóre agencje detektywistyczne uważają, że nasze stawki są za niskie. Oczywiście nie są to usługi dla osób w trudnej sytuacji finansowej, ale osobom rozważającym wynajęcie detektywa, tłumaczymy, że to inwestycja w zdobycie dowodów, później koniecznych przy wyroku rozwodowym, gdy chcemy uzyskać rozwód z winy partnera. Bo zdradza. A to później otwiera drogę do alimentów, czy korzystniejszego podziału majątku. 
Mieliśmy takiego klienta, który rozwodził się z żoną. On pracuje w Norwegii, gdzie osiąga wysokie  dochody. Kobieta jest fizjoterapeutką i zgrywa biedną „jak mysz kościelna”, chce na siebie alimentów, minimum 3 tys. miesięcznie, bo jej oficjalne dochody to jakieś grosze. Mężczyzna podejrzewa, że żona zarabia całkiem nieźle, ale to ukrywa. Umówiłem się więc do pani na masaż, była tak rozmowna, że wygadała wszystko: ilu klientów obsługuje dziennie, że ma bardzo dużo pracy, nawet, że nie odprowadza podatków, bo „wszyscy tak robią”, a inaczej jej usługi musiałyby być droższe. Mąż puścił jej nagranie i natychmiast zgodziła się na niższe alimenty, w kwocie 1500 zł. 
Mieliśmy też ciekawy przypadek, którego finał był zupełnie inny niż się spodziewaliśmy. Pani się rozwodzi, ale zleciła nam sprawdzenie czy mąż nie ukrywa majątku przed nią. Rodzina dość zamożna, zlecono nam obserwację. Mąż zapowiedział, że wyjeżdża na wakacje zagranicę. Nie powiedział gdzie, ale nie był ostrożny, zostawił przypadkiem wydruk rezerwacji hotelu. Klientka zleciła nam, żeby jechać to sprawdzić. Nie chciałbym mówić dokąd, powiemy tylko, że na południe Europy. Zajeżdżamy, wzięliśmy pokój w tym samym hotelu. I co odkryliśmy? Mąż okazuje się, że nie był z kochanką, tylko… z kochankiem. Panowie mieli pokój z jednym łóżkiem. W bardziej pikantne szczegóły nie chciałbym już wchodzić. 

-To wszystko bardzo ciekawe, choć można być nieco zdegustowanym. Nie ma żadnych pozytywnych informacji?
-Pracowaliśmy przy porwaniu rodzicielskim. Matka z pochodzenia Polka, ojciec Francuz. Dwoje dzieci, w tym jedno z tym Francuzem. Kobieta uciekła z dziećmi do Polski, dalej do Esetonii stąd chciała przedostać się do Rosji. Współpracowaliśmy wtedy z innymi agencjami detektywistycznymi. Kobietę udało się namierzyć w Estonii, gdzie również my byliśmy na obserwacji. Gdy odkryliśmy, gdzie jest kobieta, powiadomiliśmy estońską policję. Do wywozu dzieci do Rosji nie doszło. 
Ale mam na koniec dla Czytelników waszej gazety inną, bardzo pozytywną historię, której ostateczny finał nie jest mi znany. Zgłosił się do nas starszy pan, mieszka od niedawna na terenie Powiatu Myszkowskiego. Jest już wdowcem. Poprosił nas o odnalezienie kobiety, można powiedzieć miłości swojego życia, sprzed 60 lat. Miał tylko jej młodzieńcze zdjęcie i nazwisko panieńskie. Zaczynając poszukiwania nie wiedzieliśmy, nawet, czy kobieta żyje. Okazało się, że żyje, mieszka w Dąbrowie Górniczej, jest wdową. Miałem wrażenie, że z tej ostatniej informacji bardzo się ucieszył. Z radości aż płakał, długo nam dziękował. Pokazaliśmy mu jej obecne zdjęcie, nagranie z rozmowy z nią. Spytałem czy się zmieniła. „Bardzo!” -powiedział. Trudno się dziwić, minęło 60 lat.

-Spotkali się?
-My tylko przekazaliśmy klientowi zgromadzone materiały, jak wykorzystał zgromadzone fakty, nie wiemy. 
rozmawiał:  Jarosław Mazanek

Jarosław Mazanek

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu gazetamyszkowska.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe