Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 16 maja 2026 16:38
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

SUKCES SHREKA

(Myszków) Takiego przedsięwzięcia artystycznego jeszcze w Myszkowie nie było. Musical „Shrek”, którego premiera odbyła się w sobotę 14 maja, „bije na głowę” podejmowane dotychczas w mieście przedsięwzięcia rozmachem, czyli liczbą aktorów i towarzyszących im muzyków. W kulminacyjnym momencie na scenie myszkowskiego MDK-u grało ponad sto osób! Podpatrywaliśmy uczestników przedstawienia na trzy godziny przed premierą.
Podziel się
Oceń

(Myszków) Takiego przedsięwzięcia artystycznego jeszcze w Myszkowie nie było. Musical „Shrek”, którego premiera odbyła się w sobotę 14 maja, „bije na głowę” podejmowane dotychczas w mieście przedsięwzięcia rozmachem, czyli liczbą aktorów i towarzyszących im muzyków. W kulminacyjnym momencie na scenie myszkowskiego MDK-u grało ponad sto osób! Podpatrywaliśmy uczestników przedstawienia na trzy godziny przed premierą.

 

Pierwsze, nieśmiałe próby przedstawienia odbyły się we wrześniu ubiegłego roku, choć to w głowach jego autorów rodziło się jeszcze wcześniej. – O pomyśle musicalu rozmawialiśmy z Kasią Miklas już dawno, szukaliśmy odpowiedniego pomysłu. I to Kasia zaproponowała, że mógłby to być „Shrek”. Posłuchaliśmy z Tomkiem Wójcikiem muzyki z filmu i tak się to właściwie zaczęło. Stworzyliśmy własną aranżację piosenek, Kasia Miklas zajęła się „stroną aktorską” – wyjaśnia jeden z pomysłodawców przedsięwzięcia Sebastian Ruciński, prowadzący wraz ze wspomnianym Tomkiem Wójcikiem Małą Akademię Gitary.

 

 To właśnie uczęszczający do niej muzycy oraz członkowie sekcji instrumentalnej domu kultury, stworzyli oprawę muzyczną spektaklu. Łącznie zebrało się około 40 muzyków. Grono „artystów” uzupełnili członkowie Formacji Tańca „Pokusa” Katarzyny Miklas. Myszkowski „Shrek” zaczął się rodzić…

 

NERWY, NIM KURTYNA PÓJDZIE W GÓRĘ

Nie brakowało chwil zwątpienia. Szczególnie na początku. Młodzi aktorzy nawet po jednej „przelotce”, czyli próbie całości, odczuwali zmęczenie. Tydzień przed premierą sami jednak proponowali kolejne. Ostatnia próba przed spektaklem trwała… 8 godzin! – Zapanować nad taką grupą nie było łatwo – wspomina Katarzyna Miklas. – Aktorów mieliśmy około 25, do tego stu tancerzy. Przekrój wiekowy bardzo szeroki, od 3-latków do młodzieży, która w tym roku zdawała maturę. Maturzystą jest np. nasz „Osioł” – dodaje Katarzyna Miklas. Na trzy godziny przed premierą wyczuwało się atmosferę zdenerwowania i tremy. Sprawdzano raz jeszcze brzmienia instrumentów, ćwiczono poszczególne utwory, sprawdzano kostiumy, przypominano kolejność opuszczania kurtyny. Nerwowo poszukiwano taśmy do mikroportów, ktoś denerwował się, że mikrofon Fiony był przyklejony na wysokości jej… ucha. - Nie wiem czy zdążę się przebrać do następnej sceny – dzielił się z „reżyserami” swoimi wątpliwościami „Osioł”. – Czy ktoś nie ma zapasowych czarnych rajstop? – rozpaczała z kolei „Królowa”, której poleciało „oczko”.

 

Jeszcze ostatnie poprawki scenografii, jeszcze rozstawienie rekwizytów i można będzie zaczynać...

 

ROLE SIĘ MIESZAŁY, ALE „KURCZAKA UPIEKŁA KASIA”

- „Na „dużych próbach” we trójkę zajmowaliśmy się wszystkim. „Wymieszały się” także nasze zadania w spektaklu. My ingerowaliśmy w to, co działo się na scenie, Kasia, bez kompleksów zgłaszała swoje uwagi, co do muzyki i cięła aranżacje.

 

Technicznie to była jedna wielka „partyzantka” – wspomina Sebastian Ruciński. Dlaczego? – Choćby nagłośnienie dla takiej grupy. To naprawdę wielkie zadanie, z którym przyszło nam się zmierzyć, przy pomocy archaicznego sprzętu. Wypożyczyliśmy 13 zestawów mikroportów z Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu, ale mikrofony do nich skonstruowaliśmy z zestawów do Skypa. Wyciągnęliśmy z zakamarków domu kultury stary, nieużywany mikser, bo te używane obecnie, na nasze potrzeby się nie nadawały. Nie miały tylu kanałów, ilu potrzebowaliśmy. Dużo sprzętu pożyczyliśmy od znajomych muzyków nie licząc naszych prywatnych instrumentów i wzmacniaczy, z których młodzież korzysta, na co dzień. Następnego dnia jechałem na koncert i nie miałem żadnego kabla, Tomek również, więc nie było, od kogo pożyczyć – żartuje S. Ruciński. Dodaje też, że sceny na potrzeby spektaklu (dla muzyków i chóru powstał na scenie specjalny podest) nie udałoby się przebudować gdyby nie pomoc firmy „Felix” i Międzypowiatowego Banku Spółdzielczego w Myszkowie – sponsorów przedstawienia. Firm, instytucji i osób prywatnych wspierających realizację „Shreka” było oczywiście więcej. Wśród nich był np. Piotr Jeziorek, młody myszkowianin studiujący realizację dźwięku, który poświęcił wspólnie z nami stronie technicznej przedstawienia kilkadziesiąt godzin pracy. – Nieoceniona jest praca Kasi Miklas, która posiada niograniczone pokłady energii. To ona wzięła na siebie rzeczy, o których my nigdy byśmy nie pomyśleli. Na koniec przed premierą musiała jeszcze upiec kurczaka na kolację, która miała miejsce podczas jednej ze scen. Pierwszy myszkowski musical to wypadkowa ciężkiej pracy wszystkich ludzi zaangażowanych w jego przygotowanie – mówi S. Ruciński.

 

MOŻNA MÓWIĆ O SUKCESIE

- Wielkie napięcie, jakie gromadziło się do premiery u mnie minęło zaraz po niej. Ale nie czuję, żeby przez spektakl przybyło mi lat. Wręcz przeciwnie, czuje się młodsza – śmieje się po pierwszym przedstawieniu Katarzyna Miklas. – W zasadzie wszystko się udało tak, jak planowaliśmy, choć kilka niedociągnięć niedostrzegalnych dla publiczności było. Są to „rzeczy do naprawy”. Tym bardziej, że kolejne, przedstawienia przed nami. „Shreka” można będzie obejrzeć jeszcze w soboty 21 i 28 maja, a także 17 czerwca, podczas „Dni Myszkowa”- dodaje.

 

Być może „Shreka” będzie można obejrzeć także na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie. – Były o tym wstępne rozmowy po premierze, m.in. z wicemarszałkiem Mariuszem Kleszczewskim. Na razie jednak o tym nie myślimy. Nie wiemy, na ile jest to pomysł realny. Wrócimy do tematu po naszym ostatnim przedstawieniu w Myszkowie. Mamy gotowy twór, ale by go zaprezentować poza granicami miasta potrzebna jest nam pomoc, bo do tej pory wszystko robiliśmy sami. Zobaczymy na ile miasto zechciałoby współuczestniczyć w tym pomyśle, bo jeśli mielibyśmy „Shreka” wystawiać na zewnątrz, asekuracja miasta byłaby niezbędna – nie kryje Katarzyna Miklas. Z innej strony na sukces „Shreka” spogląda Sebastian Ruciński: - Moi znajomi wiedzą, że w mojej obecności nie można nazywać Myszkowa „grajdołem kulturalnym”. Tutaj mam przyjaciół, którzy zajmują się zawodowo sztuką, mnóstwo znajomych, z którymi uwielbiam muzykować, a moja przyszła żona, również myszkowianka, jest studentką w łódzkiej Filmówce na wydziale aktorskim. W Shreku zaprezentowaliśmy wybitnie zdolnych młodych myszkowian. Mamy w zasadzie jedną instytucję kulturalną na ponad 30 tysięcy mieszkańców i naprawdę jest z kim pracować. Trzeba mieć tylko ofertę na dobrym poziomie, żeby przyciągała. Po raz pierwszy w musicalu zagrałem wiele lat temu. Kiedy wróciłem z Gdyni długo nie umiałem zejść na ziemie. To jest wspaniała przygoda. Teraz czuje to samo co wtedy i jestem pewien, że te dzieciaki wiedzą doskonale o czym mówię. Pracowaliśmy wspólnie przez ponad pół roku, mimo tego ja od premiery już zdąrzyłem się stęsknić za tą ekipą. Jestem pewien, że na najbliższej próbie poprawimy jeszcze kilka drobiazgów i w najbliższą sobotę damy drugie dobre show. Ten musical daje nam tyle radości, dlatego, że robią go nasi wychowankowie. Jak widać, da się zapełnić salę nie tylko sprowadzając gwiazdy za duże pieniądze. To ostatnie łatwo zrobić, trudniej postawić na młodych ludzi, którzy przy okazji organizacji takich przedsięwzięć zarażają się muzyką, tańcem czy aktorstwem. Dla nich ważne jest żeby mogli się sprawdzić, zaprezentować przed bliskimi a jeśli to jest publiczność kilkuset osobowa, rośnie to w ich oczach do rangi wydarzenia. Przy okazji ci młodzi ludzie uczą się systematycznej pracy i pokonują swoje słabości. Mam nadzieje, że będziemy mieli warunki do stworzenia kolejnych tego typu projektów. Liczę, że nowa dyrektor MDK –u będzie otwarta na współpracę z nami, że nie będziemy musieli działać w opozycji, i że wspólnie przeskoczymy kolejną poprzeczkę – mówi myszkowski muzyk i dziennikarz.

 

Obsadę spektaklu stanowili:

Aktorzy: Martyna Bogacz - świnia, rolniczka, Edyta Brzezicka – Fiona 2, siostra Magdalenka, trębacz, sekretarka, Karol Ćwik - Herold, pies, szafa, Martyna Dłubała - kot, syrena, Marek Gocyła – osioł, Alicja Grabowska – świnia, Monika Gruszka – świnia, spikerka, Kinga Jaskuła – Fiona, Mateusz Kokoszka - Książę z bajki, Michał Kokoszka – gruba Kaśka, ochroniarz, Celestyna Kos – Czerwony Kapturek, ciastek, Gabriela Kotarska – królowa, rolniczka, trębacz, Wiktoria Leszczyk – pinokio, rolniczka, Olga Nowakowska - trębacz, straż, kucharz, Bartosz Ociepka - król, Bartosz Pasek - owczarek, szofer, ochroniarz, Natalia Struzik - wróżka chrzestna, trębacz, Ewa Szlęzak - trębacz, straż, Bartłomiej Wilczak – Shrek

 

Muzycy: Kamil Gaciek – wokal, Jakub Gurbała – gitara, Aleksandra Kalina – chórki, Ewa Kamińska – gitara, chórki, dubbing królowej i świni, Patryk Kapkowski – gitara, chórki, dubbing króla, Natalia Kasznia - gitara, wokal, Marcin Kolczyk – perkusja, Artur Kondas - gitara, wokal, dubbing osła, efekty specjalne, Kinga Kondas – wokal, dubbing Fiony, Tomasz Maszczyk - gitara, chórki, Ewelina Mazanek – gitara, wokal, dubbing wróżki, Iga Mazur - instrumenty perkusyjne, Aleksandra Mroskowiak - klawisze, gitara, Oskar Nowak – instrumenty perkusyjne, Wojciech Pala – klawisze, Michał Papaj – bas, Natalia Rak – gitara, chórki, dubbing kota, Adrian Rał – gitara, Agata Szulc – instrumenty perkusyjne, Jakub Szulc - gitara, wokal, Natalia Trzyna – wokal, Filip Wójcik – bas, Konrad Znaj – chórki.

Ekipa techniczna: Piotr Jeziorek – technik dźwięku, Mariusz Kaczmarczyk - operator świateł oraz Karol Głąb, Dawid Kotowicz, Tomasz Milka i Marek Seweryn.

 

Organizatorzy spektaklu dziękują za naszym pośrednictwem sponsorom:

Anielica - salon kosmetyczny w Myszkowie, Bank Gospodarki Żywnościowej w Myszkowie, Bu –Art - firma dekoratorska, videofilmowanie z Niegowy, Chemeks - firany , tkaniny, rolety z Poraja, Emily - sklep z elegancką odzieżą damską w Myszkowie, F. H.U. Marel - sztuczne kwiaty, art. ślubno- dekoracyjne z Koziegłów, Felix – Myszkowskie Składy Budowlane, Galeria Fryzur „Evolution” z Myszkowa, KIAR.BAR - szycie firan z Myszkowa, Międzypowiatowy Bank Spółdzielczy w Myszkowie, NZOZ „Ortodent” - przychodnia specjalistyczna z Myszkowa, NZOZ - Przychodnia Zdrowia „Światowit”, Piekarnia Brel, Pizzeria „Capri”, PPHU Lolo - odzież dziecięca, robocza, reklamowa, tkaniny, haft komputerowy z Myszkowa, Restauracja „La Stazione” z Myszkowa, Restauracja EM z Koziegłów, Segen - salon sukien ślubnych, komunijnych i wieczorowych z Myszkowa, Sokpol oraz Zakład Wodociągów i Kanalizacji w Myszkowie.

Robert Bączyński

 

Było super, ale…

Pewnie nie byłbym sobą, gdybym sukcesu Shreka nie wykorzystał do pokazania, jak wiele jeszcze mamy w „KULTURZE” do zrobienia. Choćby te wentylatory, które nigdy nie działają, gdy są potrzebne. Czy naprawdę Dom Kultury nie może wykonać jakiegoś przeglądu, naprawy wentylacji? Aktorzy, elektrycy z Urzędu Miasta poświęcając czas po pracy naprawili przy okazji przedstawienia sporo kabli, ale przecież MDK ma też innych pracowników; podobno.

 

Premiera musicalu przyciągnęła tłum, wypełniając salę w 100%, nie dla wszystkich chętnych starczyło miejsc siedzących. Przedstawienie zostało przygotowane przy ogromnym wysiłku kilku osób, które już wymienialiśmy i ponad setki artystów. Skromna pomoc MDK-u i Wydziału Promocji UM była również niezbędna, choć na pewno pozostaje niedosyt, czy nie była to pomoc zbyt skąpa. Oczywiście, usłyszymy, że „brak pieniędzy”. W tym samym czasie bez problemu znalazło się 14 tysięcy w miejskim budżecie na imprezę ETNO Majówka, która padła w śniegu i deszczu. Co ciekawe, w Myszkowie to samo zawsze drożej. Na Żarecką część Etno-majówki (odbywała się w dwóch miastach), Żarki wydały 5,5 tys. zł.

 

W Shreku wszystko, co niezbędne do przedstawienia kupowali artyści i organizatorzy. Choćby takie zwykłe baterie, których do urządzeń potrzeba za 130 zł na spektakl. Jak zdecydowali autorzy musicalu, przestawienia będą bezpłatne, a jedynie po spektaklu aktorzy przejdą się z kapeluszem, zbierając „co łaska”. Po premierze, kapelusz wypełnił się szybko!

Jarosław Mazanek

 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama