Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
poniedziałek, 30 marca 2026 00:10
Przeczytaj!
Reklama
Reklama

WODY WYSTĄPIŁY Z BRZEGÓW

(powiat myszkowski) Takiego maja nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy powiatu myszkowskiego. W wyniku intensywnych opadów deszczu wezbrały nawet małe i z pozoru niegroźne strumyki, a rzeka Warta przekroczyła poziom alarmowy. Wezbrane wody podtopiły setki gospodarstw domowych w naszym powiecie, wdarły się do piwnic, garaży i budynków gospodarczych. Woda zalała również odcinki dróg, niektóre z nich zostały zamknięte dla ruchu. W tej sytuacji na terenie powiatu myszkowskiego od poniedziałku, 17 maja obowiązuje stan zagrożenia powodziowego.
Podziel się
Oceń

- Na terenie powiatu pracują wszystkie jednostki, które są w stanie wyjechać. W naszej komendzie wprowadzony jest stan wyższej gotowości, pracujemy w systemie 24 godziny na dobę. Zaangażowaliśmy wszystkie jednostki, jakie są w powiecie.

 Głównie nasze działania polegają na wypompowaniu wody z obiektów i terenu. Od niedzieli otrzymują bardzo wiele zgłoszeń, kilkadziesiąt dziennie – relacjonował nam „na gorąco” działania straży pożarnej rzecznik prasowy komendy PSP w Myszkowie mł. bryg. Sebastian Jurczyk, którego spotkaliśmy podczas jednej z akcji we wtorek, 18 maja.

 W związku z groźną sytuacją na terenie powiatu i mało optymistycznymi prognozami meteorologicznymi starosta myszkowski Łukasz Stachera wprowadził w poniedziałek, 17 maja od godziny 10.00 pogotowie przeciwpowodziowe. We wczesnych godzinach porannych zebrał się sztab kryzysowy, w którym uczestniczyli m.in. przedstawiciele służb zarządzania kryzysowego, w tym komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej Dariusz Caban i kierownik Biura Zarządzania Kryzysowego Starosty Zbigniew Tarczewski.

 Również w poniedziałek starosta wizytował zbiornik wodny w Poraju. Towarzyszył mu wicewojewoda śląski Stanisław Dąbrowa. Wójt Poraja Marian Szczerbak poinformował ich, że od 17 maja od godz. 11.00 zrzut ze zbiornika w Poraju zwiększono z 11 do 15 m3/s. Dzień później zrzut wynosił już ponad 25 m3/s, a stan wody powyżej tzw. przelewu wynosił 72 centymetry i stale rósł. – To sytuacja gorsza niż podczas powodzi z 1997 roku, gdzie stan wody powyżej przelewu wynosił 30 centymetrów. Obecnie zrzucamy ze zbiornika prawie 26 m3 na sekundę, podczas gdy wpływ wody do zbiornika to 40 m3 na sekundę – mówił nam po południu, we wtorek 18 maja wójt Marian Szczerbak.

 

Sytuacją w Poraju zainteresował się przebywający w Częstochowie marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, który osobiście pofatygował się na tamę by przekonać się, jak wygląda poziom wody w zbiorniku. Zrzut wody jest zagrożeniem dla terenów położonych na linia Poraj – Częstochowa. Zlewana ze zbiornika woda zatopiła tereny w Osinach, Kamienicy Polskiej, Borku i dalej w Korwinowie, Bugaju i samej Częstochowie, gdzie pod wodą znalazła się m.in. dzielnica Stradom i Zawodzie a nawet fragment krajowej „jedynki” w rejonie ulicy Krakowskiej.

 

- Moje plany odwiedzenia regionu częstochowskiego dotyczyły spotkania na uczelni i rocznicy papieskich urodzin, ale teraz mogę sprawdzić, jak funkcjonuje ten kawałek kraju w warunkach kryzysu – mówił na tamie w Poraju Komorowski, którego z sytuacją zapoznawali starosta Stachera i wójt Szczerbak. Relacje z tego spotkania można było we wtorek oglądać w głównych serwisach informacyjnych w ogólnopolskich programach telewizyjnych.

 

Marszałek Komorowski przyznał, że szczególnie na południu Polski widać potrzebę budowy zbiorników retencyjnych, które zabezpieczałyby ten region przed powodziami. - Zamierzam poprosić premiera, żeby w czasie posiedzenia Sejmu zostały złożone wyjaśnienia, informacja o stanie zagrożenia żywiołem wodnym w Polsce południowej i o działaniach podjętych przez rząd w zakresie obrony i przewidywanych działaniach już na okres popowodziowy.

 

Pytany o możliwość wprowadzenia stanu wyjątkowego stwierdził, że jeśli miałoby to nastąpić, to tylko na określonym terenie. Skutkiem wprowadzenia stanu wyjątkowego byłoby m.in. przełożenie terminu czerwcowych wyborów prezydenckich na późniejszy termin.

 PORAJ: „O TAMĘ SIĘ NIE BOJĘ, ALE O MOSTY”

- Wielki niepokój budzi zalew w Poraju. Od 35 lat, od kiedy został wybudowany zbiornik, nie było w nim takiej wody. Nawet w 1997 roku, kiedy mieliśmy do czynienia z pamiętną powodzią. Wtedy stan wody przy tzw. przelewie był przekroczony o 30 cm, obecnie o 70 cm. Cały czas tendencja jest zwyżkowa. Tej wody wypływa ze zbiornika 25 m3/s, a przypływa około 40 m3/s, czyli cały czas zbiornik przybiera. Obawy o tamę nie mam, ale boję się, że woda wypływająca ze zbiornika podmyje mosty na ul. Jastrzębskiej i ten w pobliżu dawnego „Bakutilu”. W tej chwili człowiek w tej sytuacji jest bezradny. Nie można tej wody zatrzymać– mówił nam we wtorek podczas spotkania wójt Marian Szczerbak.

 W rozmowie z nami wójt wspomina, że podczas wizytacji marszałka Komorowskiego na tamie w Poraju zwrócił mu uwagę, że tzw. „góra” musi częściej wsłuchiwać się w głosy płynące z samorządów. – Nie chcę się w tej chwili wymądrzać, ale pewne rzeczy można było przewidzieć i w miarę bezpieczny sposób wypuścić wodę ze zbiornika, by przygotować go na obecną sytuację. Jeżeli woda byłaby spuszczona tydzień wcześniej, może dziś byłoby z tego powodu mniejsze zagrożenie dla Częstochowy. W zimie, przewidując roztopy, wypuściliśmy wodę i tę sytuację przeszliśmy „miękko”. Dlatego też mówiłem marszałkowi, że RZGW z Poznania (administrator zbiornika) powinno słuchać naszych sugestii.

 Najgorsza sytuacja na terenie gminy Poraj panowała na terenach po drugiej stronie torów kolejowych w „stolicy gminy”, gdzie woda spływała z wyżej położonego Choronia. Ulica Zielona została zalana, dlatego też podjęto decyzję o jej zamknięciu dla ruchu. Znajdujący się przy skrzyżowaniu sklep spożywczo – monopolowy został obłożony workami z piaskiem. Woda zalewała także Chorońską, Mickiewicza, Brzozową, Sosnową, Grzybową. Z wodą borykali się mieszkańcy ul. Kolejowej, Dębowej i Ogrodowej, ale tam sytuacja zaczęła się we wtorek stabilizować. Podtopienia występowały również w okolicy dworca kolejowego, w pobliżu centrum handlowego na ul. Armii Krajowej i Górniczej. Jednak nie tylko woda w piwnicy była tam problemem, ponieważ kanalizacja sanitarna, do której wpadały wody opadowe, przestała spełniać swoją funkcję. - My ze swojej strony zabezpieczamy worki i piasek. Tam, gdzie się da, wypompowujemy wodę – mówi wójt Szczerbak. – Można sobie nawzajem tylko współczuć, bo dziś kto ma piwnicę, ma w niej wodę.

Potwierdzenie jego słów można łatwo znaleźć w Żarkach Letnisku, gdzie strażakom robota „pali się” w rękach. – Dziś od godz. 8.00 mieliśmy już 6 zgłoszeń – opowiadał nam we wtorek po południu prezes strażaków ochotników z Żarek Letniska Marian Słabosz – Po kolei wodę wypompowujemy z piwnic, ale także z przepełnionych studni. Zgłoszeń mamy tyle, że do wieczora pracy nam wystarczy. Wczoraj pracowaliśmy do 1.00 w nocy. W akcji non stop są dwa zastępy. Strażacy monitorują też stan wody w miejscowym basenie.

 

W Żarkach Letnisku jedną z najgorzej zalanych ulic była część Wiejskiej. Woda tu, nie mając ujścia, zalewała piwnice i garaże oraz niszczyła nawierzchnię drogi. – Wszystko przez to, że ktoś kiedyś wydał pozwolenie na budowę domów na terenach położonych wyżej. W ten sposób naruszono stosunki wodne. Zasypany został „naturalny” spływ wód, który funkcjonował przez lata i który zabezpieczał nas przed zalewaniem. Ktoś nie dopilnował, żeby powstało inne rozwiązanie odprowadzenia wody – żalą się mieszkańcy Wiejskiej, którzy w sprawie odwodnienia ulicy zbierali już podpisy pod petycją do urzędu gminy.

 

Cały czas czynne są w gminie telefony alarmowe i informacyjne – tel. (34) 3145 251 i tel. kom. 605/265-151.

 

MYSZKÓW: WARYŃSKIEGO ZAMKNIĘTA DLA RUCHU

Z podtopieniami walczyli mieszkańcy niektórych dzielnic Myszkowa. Trudna, od czwartku 13 maja jest sytuacja na Nowej Wsi, gdzie ogromne rozlewiska utworzyły się w rejonie stawu na ulicy Wroniej oraz w okolicach stacji kolejowej. Przy stawie, miejscu organizacji festynów, woda zalała kilka podwórek i drogę. Rozlewisko utworzyło się na łąkach za domami, gdzie woda zniszczyła m.in. fragment polnej drogi, z której korzystały kondukty pogrzebowe zmierzające na miejscowy cmentarz. W rejonie stacji kolejowej woda podeszła pod nasyp kolejowy, zalała także kilkanaście podwórek.

 

Podtopienia wystąpiły również na ulicy Rolniczej. Tu spływająca z pól woda zalała kilka podwórek, zniszczyła także część drogi. Strażacy próbowali w poniedziałek, 17 maja ratować sytuację, podnosząc pokrywy studzienek kanalizacji sanitarnej, do której spływała woda zalegająca na drodze. Strażacy z OSP Mrzygłód wypompowywali także wodę z zalanych podwórek.

 

Jak zwykle w takich sytuacjach zdenerwowania nie kryli mieszkańcy, którzy narzekali, że powodem ich kłopotów jest brak kanalizacji deszczowej na tej ulicy. - Ta ulica, a przynajmniej jej fragment był niedawno remontowany. Asfalt jest tylko na skrawku – urząd zrobił go chyba tylko dla poprawy swego wizerunku. Na reszcie ulicy rozsypano tzw. frez zebrany z innych ulic, który został rozgarnięty i nawet chyba niezbyt dobrze ubity, skoro teraz tak łatwo poradziła sobie z nim woda. Kto odbierał remont tej ulicy? Dlaczego nie ma tu choćby kanaliku, który wodę mógłby odprowadzić do istniejącej kanalizacji w ulicy Krasickiego? – pytali zdenerwowani mieszkańcy.

 

Emocje towarzyszyły też naszej wizycie na ulicy Waryńskiego. Tu mieszkańcom sprawił ogromne kłopoty Potok Parkoszowicki. – Zazwyczaj to taka mała rzeczka, którą można przekroczyć, albo - za przeproszeniem –„przesikać” – mówili nam mieszkańcy. We wtorek 18 maja potok pokazał jednak swe inne oblicze. Woda w nim wezbrała na tyle, że zalała most i przelewała się przez ulicę, zatapiając przy okazji kilkanaście podwórek. Sytuacja była na tyle poważna, że policja zamknęła odcinek Waryńskiego dla ruchu.

 

Na podwórkach pojawiły się zapory z worków z piaskiem.- Saniko przywiozło piach, a z pomocą przyszli nam strażacy z Myszkowa, Pińczyc i Pustkowia Lgockiego. Tu sąsiad sąsiadowi pomagał – opowiada jedna z mieszkanek ulicy, która nie kryła swoich pretensji za zaistniałą sytuację – Nie zalała nas powódź w 1997 roku, a teraz wszystko w wodzie. Wszystko przez to, że nikt nie dba o koryto tej rzeki i jego okolice. Kilka lat temu oczyszczono tylko jego fragment po jednej stronie mostu, a po drugiej wszystko zarośnięte. Kto to ma robić? Ja? Chyba są na to pieniądze? A może ktoś bierze za to pieniądze, tylko efektów nie widać? Sąsiadujemy z potokiem, ale mąż nie da rady wykosić całych tych brzegów kosą, bo by ręce pozrywał. Chyba płacimy na to podatki!

 

W środę rano woda opadła na tyle, że nie przelewała się przez ulicę. Zostawiła jednak po sobie zniszczony fragment niedawno położonego chodnika z kostki brukowej. Na wielu podwórkach na Waryńskiego pozostały też „barykady” z worków. – Nie sprzątamy ich, bo znowu ma padać i nie wiadomo co będzie – mówią mieszkańcy. Na razie walczą z wodą, jaka pozostała im w piwnicach. – U mnie jest 80 cm wody, zalało mi piec, który wstawiłam w lutym i za który dałam 8 tysięcy złotych – macha z rezygnacją ręką pani Maria, która takiej sytuacji, jaka miała miejsce we wtorek nie pamięta, mimo, że mieszka tu od wielu lat.

 

Poza tym o podtopieniach w Myszkowie alarmowali m.in. mieszkańcy ulic Kolejowej, Wierzbowej, Żareckiej, Okrzei, Pustej, Zielonej, Osińskiej Góry, Kościuszki, Mrzygłodzkiej, Krasickiego, 1 Maja, Korczaka, Warta i Szpitalnej. Wezwań i wyjazdów do wypompowywania wody z piwnic strażakom ciężko nawet zliczyć.

 

KOZIEGŁOWY: MIŁOŚĆ POD WODĄ

- Lokalne podtopienia występują na terenie całej gminy, stan zagrożenia jest zwłaszcza przy rzekach Sarni i Boży Stok. Najbardziej podtopione są: Miłość, Koziegłowy, Postęp, gdzie zalana została przepompownia, Stara Huta, Siedlec Duży, Wojsławice i Kuźnica Nowa - informowała nas we wtorek Bożena Kolasa, rzecznik koziegłowskiego magistratu. Od niedzieli, 16 maja w gminie działa sztab kryzysowy, który na bieżąco monitoruje sytuację i przez całą dobę przyjmuje zgłoszenia o kolejnych przypadkach podtopień.

 

Życie w gminie Koziegłowy nie należy obecnie do łatwych. Mieszkańcy sami sobie radzą z zalanymi piwnicami i spoglądają w niebo w oczekiwaniu na słońce. Pani Lucyna z Lgoty Mokrzesz relacjonowała nam w poniedziałek: - Wody jest pełno. Nie mieści się w rowach i przepływa przez drogi. Mostek na Kuźnicy Starej znalazł się pod wodą, podobnie jak ten, który znajduje się pomiędzy Lgotą Mokrzesz a Żarkami Letnisko. Nasze budynki mieszkalne również zalało. Mam w piwnicy około 40 cm wody. Co prawda mamy pompę i wody próbujemy się pozbyć, ale co z tego, jak po paru minutach znowu podtapia nam piwnicę. Miał do opalania rozniosło mi po całej piwnicy. Kanał w garażu też jest już zalany. Podobnie sytuacja wygląda u sąsiadów. Oni też wypompowują wodę ze swoich domów.

 

Do akcji zwalczania skutków wezbranej wody ruszyli strażacy OSP z całej gminy, pracownicy gminnego Zakładu Usług Komunalnych. Udało się obniżyć poziom wody na zbiorniku wodnym w Koziegłowach, budując prowizoryczne zapory. Wszędzie tam, gdzie to konieczne dostarczany jest piasek, worki oraz sprzęt do wypompowywania wody. Do działań na terenie gminy zaangażowano strażaków z komendy PSP z Myszkowa. Za koordynację działań ratowniczych na terenie gminy Koziegłowy odpowiada oddelegowany z niej starszy kapitan Sergiusz Wiśniewski.

 

Tylko do wtorku, 18 maja wydano 2400 worków oraz rozdysponowano 120 ton piachu. Kolejne 300 ton zakupiono we wtorek. Strażacy z OSP w Koziegłowach dwa razy dziennie - o godzinie 7.00 i 15.00 zapewniają mieszkańcom podtopionej Miłości transport i dowóz najpotrzebniejszych artykułów. W pogotowiu są również pracownicy socjalni.

 

- Takiej wody na tym terenie dawno nie było. Sytuacja jest w miarę stabilna, co nie oznacza, że jest do końca opanowana – mówi burmistrz Koziegłów Jacek Ślęczka. W środę, także dlatego, że ustały opady deszczu, woda na zalanych terenach w gminie Koziegłowy już nie wzbierała, a w wielu miejscach zaczęła powoli opadać.

 

NIEGOWA: DWA USZKODZONE BUDYNKI

W gminie Niegowa również sytuacja wyglądała nieciekawie na początku tygodnia, choć przez ten teren nie przepływa żadna rzeka. Jednak po tych obfitych opadach wytworzyły się samoistnie cieki wodne. Jeden z nich przez trzy dni płynął z Niegówki, poprzez Niegowę, Mzurów, Gorzków i dalej w kierunku Bystrzanowic. Druga „rzeka” swój początek miała w Mzurowie, następnie ciągnęła się przez Dąbrowno w kierunku Lgoty Gawronnej (gmina Lelów).

 

Nadmiar wody okazał się brzemienny w skutkach dla mieszkańców tej gminy. W ostatnich dniach strażacy byli wzywani do wypompowania wody z kilkudziesięciu zalanych budynków. Doszło też do poważnego uszkodzenia dwóch domów. – Pierwszy z nich znajduje się w Gorzkowie Starym. To piętrowy budynek, na oko wybudowany w latach 50. Telefonicznie dowiedziałem się od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w Myszkowie, że zostanie przeznaczony do rozbiórki. W wyniku zalania budynku pękły ściany zewnętrzne, a on sam przechylił się w kierunku zachodnim. Mieszkańcy tego budynku przenieśli się już do swojej córki, a budynek został otoczony taśmami – relacjonował nam sytuację w gminie wójt Krzysztof Motyl – Drugi z uszkodzonych budynków znajduje się w Sokolnikach. Tam woda, która przesiąkła przez fundamenty, rozpuściła zaprawę wapienną. Strażacy walczą o jego uratowanie, od dwóch dni piaskiem zasypują piwnicę.

 

Woda również poczyniła szkody w budynkach szkolnych. Zalaniu uległy szkoły w Bliżycach i w Mzurowie, a w budynku szkoły w Niegowie pojawiły się zacieki. Ponadto spływająca woda uszkodziła drogi.

 

- Własnymi siłami staramy się zażegnać podtopienia. Sytuacja na terenie gminy ulega poprawie: utworzone w wyniku obfitych opadów „rzeki” przestały już płynąć, rozlana woda zaczyna obsychać, ale wciąż ziemia pozostaje grząska – oceniał sytuację w gminie w środę, 19 maja wójt Motyl.

 

ŻARKI: WODA STOI W OSTROWIE I W OLESIOWIE

Opady deszczu spowodowały trudną sytuację w gminie Żarki. - Pozostajemy w kontakcie z sołtysami. Prosiliśmy ich o zgłoszenie każdej sytuacji związanej z nadmiarem wód, a mogącej budzić zagrożenie dla zdrowia i mienia – informuje burmistrz Klemens Podlejski. – Uruchomiono telefony alarmowe: 696 070 968 i 696 070 985. Pod tymi numerami mieszkańcy mogą zgłaszać wszelkie zagrożenia.

 

Najbardziej ucierpiały w ostatnich dnia Ostrów i przysiółek Kępina Lelowska, które położone są w zagłębieniu terenu. Wody opadowe spływały do tych miejscowości z wyżej położonych Przybynowa i Wysokiej Lelowskiej. Woda zalała w Ostrowie ulice Jurajską, Szkolną, Brzozową i Kolejową. Na szczęście już w środę sytuacja w tym miejscu ulegała poprawie.

 

Drugim takim newralgicznym punktem było osiedle Olesiów, którego mieszkańcy od czwartku (13 maja) narzekali na nadmiar wody. Deszczówka na Olesiów spływała z ulicy wojewódzkiej (ul. Myszkowska w Żarkach), która nie posiada własnego odwodnienia. Niżej położone domy i ulice zostały więc zalane. W efekcie w około 20 domach strażacy wypompowywali wodę z piwnic i pomieszczeń gospodarczych. W takiej sytuacji znaleźli się m.in. mieszkańcy ulicy Chopina w Żarkach.

 

- Zalało mi całe przejście do domu, woda była równo z pierwszym schodkiem. Nie mogłam wyjść z domu. Mieliśmy jedne buty gumowe i pożyczaliśmy je sobie nawzajem. Woda dostała się do budynku. Mam całą piwnicę zalaną wodą. Strażacy z Myszkowa byli już u mnie i ją wypompowali, ale ona jest z powrotem w piwnicy. Nie mogę ogrzewać domu, bo kotłownia, która znajduje się z boku budynku, również jest zalana – mówi Krystyna Marszałek. Wtóruje jej sąsiad, Adam Piliński: - Od dwóch dni nie śpię, bo muszę czuwać przy pompie, która na okrągło chodzi. Tragedia jest w południowej Polsce, u nas nie jest najgorzej, bo woda jest tylko w piwnicy, a nie w mieszkaniu. Nie można nikogo obwiniać, bo to jest żywioł. Nie wiadomo jednak, co będzie dalej? – martwi się mieszkaniec Olesiowa - Jedynym rozwiązaniem, by nas nie zalewało, jest budowa porządnej drogi z odwodnieniem, o co od lat walczymy.

 

Jak się okazuje, woda z ul. Myszkowskiej nie była jedynym (choć na pewno głównym) powodem podtopienia osiedla. Pracownicy gminy na ul. Słonecznej w rurze odprowadzającej wodę ze studzienki odkryli wbity pal drewna, który skutecznie blokował przepływ wody. Drewniany blok, który ograniczył przepustowość, w rurze nie znalazł się przypadkiem, ktoś po prostu musiał go tam wbić.

 

Podtopione zostały także domy na Czarce. W poniedziałkowe południe (17 maja) do tej dzielnicy burmistrz Żarek wysłał koparkę i poprosił o pomoc strażaków z Czatachowy. Zaczęto pogłębiać rowy oraz uszczelniać je workami. Na Czarkę spływały wody z Wysokiej Lelowskiej, która położona jest na wzgórzu. W środę sytuacja jednak się tu ustabilizowała, ale w dalszym ciągu strażacy – w miarę potrzeby – wypompowywali wodę z zalanych piwnic czy pomieszczeń gospodarczych.

 

Na terenie gminy strażacy budowali również wały przeciwpowodziowe. Druhowie z OSP Jaworznik pracowali przy drodze powiatowej Jaworznik – Helenówka, która została oddana do użytku dosłownie kilka dni wcześniej. Układali tam wały przeciwpowodziowe, ponieważ woda w rowach zaczęła się przelewać na drogę.

 

Strażacy z Myszkowa natomiast walczyli o utrzymanie w „ryzach” Leśniówki, przepływającej pomiędzy Myszkowem a Żarkami. - Wykonujemy tu obwałowanie w związku z wysokim stanem wody, który przerwał koryto rzeki. Wykonujemy 100-metrowy odcinek obwałowań przy pomocy rękawów przeciwpowodziowych i worków z piaskiem. Prace tu wykonują dwa zastępy straży pożarnej – powiedział nam mł. brygadier Sebastian Jurczyk z myszkowskiej komendy. Co ciekawe, rękawy przeciwpowodziowe wypełnione były ... wodą. – Wykorzystujemy żywioł przeciwko żywiołowi – tłumaczył nam jeden ze strażaków.

 

Robert Bączyński

Aleksandra Kubas

Podpisy do zdjęć (od lewej do prawej strony):

 

1. Zalane ulice to atrakcja, ale wyłącznie dla dzieci. Dla dorosłych to olbrzymi kłopot

2. Plaża przy rybaczówce w Masłońskim

3. Barykady z worków z piaskiem na jednej z poseji na ul. Waryńskiego w Myszkowie

5. Boisko do piłki siatkowej w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Poraju

5. Czarka podmywa amfiteatr w Żarkach Letnisku

6. Jedno z zalanych podwórek na ul. Chopina w Żarkach

7. Klocek, który blokował rurę odpływową studzienki na ul. Słoneczej w Żarkach

8. Nowa Wieś. Rondo pod wodą

9. Pod wodą znalazły się tereny pomiędzy Lgotą Nadwarcie a Żarkami Letnisko (w okolicy Warty)

10. Podtopiona piwnica Adama Pilińskiego z Żarek

11. Potok Parkoszowicki pozostawił po sobie m.in. zniszczone chodniki

12. Podwórko na ul. Rolniczej w Myszkowie

13. Strażacy podczas budowania wałów na rzece Leśniówce pomiędzy Myszkowem a Żarkami

14. Wyrwa w drodze przy ul. Rolniczej

15. Ulica Zielona w Poraju została zamknięta dla ruchu drogowego

16. Warta płynąca z Poraja zalewa okoliczne tereny

17. Wodny posterunek policji również nie oparł się żywiołowi

18. Marszałek Bronisław Komorowski podczas wizyty w Poraju

19. Ulica Rolnicza w Myszkowie w poniedziałek zamieniła się w rzekę

20. Zalane ulice w Koziegłowach


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: SąsiadkaTreść komentarza: Znam tą rodzinę mieszkam niedaleko tej patologi pomimo zgłoszeń powinni dawno ratować zwierzęta mało tego dzieci są tam jeszcze w tej patologi gdzie opieka społeczna na skargi sąsiadów jak córki przyjeżdżają z dziećmi piją i nogi rozkładają na widoku dzieci nikt nie reagujeData dodania komentarza: 27.03.2026, 22:48Źródło komentarza: BIŁ METALOWYM PRĘTEM CIELNĄ KROWĘ. W OBORZE BYŁY WYCIEŃCZONE KROWY, A ZA OBORĄ TRUCHŁA CIELĄT. TO OBOK NASAutor komentarza: KobietaTreść komentarza: Proszę sobie nie drwić z tej dziewczyny, która była w depresji. Kobieta została zgwałcona najpierw przez swojego chłopaka a następnie doszło do zbiorowego gwałtu. Sprawców nie złapano. Po gwałcie zbiorowym załamała się i próbowała popełnić samobójstwo, które doprowadziło do sparaliżowania. Dwa lata walczyła o możliwość eutanazji. Nie jestem zwolenniczką eutanazji ale też nie będę oceniać jej. Nie drwij człowieku.Data dodania komentarza: 27.03.2026, 20:06Źródło komentarza: ORGANISTA ZATRZYMANY NA WNIOSEK PROKURATURY!Autor komentarza: Smog zabija ludziTreść komentarza: Są dofinansowania i rodzina też może pomóc w finansowaniu starszej osobie z niską emeryturą a nie tylko czekać po spadek. Nawet łatwiej jej będzie obsłużyć nowy piec. Jeżeli starsza osoba jest sama nie ma spadkobierców to co innego. Smog zabija.Data dodania komentarza: 27.03.2026, 19:48Źródło komentarza: 24 mieszkańców kontra 12 kopciuchów. Jeśli postępowania potwierdzą naruszenie przepisów uchwały antysmogowej, właściciele będe musieli wymienić pieceAutor komentarza: TomekTreść komentarza: Zabrakło jednej istotnej informacji. Sądził paleo czy neosędzia bo taki cyrk ostatnio bardzo modny w tzw. wymiarze sprawiedliwości.Data dodania komentarza: 27.03.2026, 14:29Źródło komentarza: 20 LAT WIĘZIENIA ZA ZABÓJSTWO KSIĘDZA W KŁOBUCKU. PROKURATOR CHCIAŁ DOŻYWOCIAAutor komentarza: rozumnaTreść komentarza: Nie można posądzać kogoś jak nie ma dowodów w sprawie. A może dzieci sobie zmyśliły i teraz niewinna osoba ma spierniczone życieData dodania komentarza: 27.03.2026, 13:24Źródło komentarza: ORGANISTA ZATRZYMANY NA WNIOSEK PROKURATURY!Autor komentarza: TomekTreść komentarza: Mam nadzieje ze taki nakaz wymiany ogrzewania jest równoznaczny ze sfinansowaniem tej operacji przez władze. Jak ktoś ma głodową emeryturę (a takich jest większość) to już widzę jak pędzi po kredyt by być trendy. Najpierw godne dochody a potem nakazy i zakazy!Data dodania komentarza: 27.03.2026, 09:02Źródło komentarza: 24 mieszkańców kontra 12 kopciuchów. Jeśli postępowania potwierdzą naruszenie przepisów uchwały antysmogowej, właściciele będe musieli wymienić piece
Reklama
Reklama
Reklama