Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 16 maja 2026 06:44
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

Aktywność dodaje mi energii. Z Martą Dębowiec rozmawia Katarzyna Stefańska

W Czekance na skraju Siewierza w kierunku Myszkowa powstaje niezwykłe miejsce dla miłośników koni. Marta Dębowiec z którą rozmawiamy jest nie tylko trenerką jeździectwa, ale też instruktorką szkolącą innych trenerów, zajmujących się nauką jazdy konnej. W wywiadzie, którego nam udzieliła, odkrywa jednak przed Czytelnikami wiele innych swoich pasji i zainteresowań.
Podziel się
Oceń

Ten wywiad mógłby mieć wiele tytułów. Tak wiele jak wiele jest rzeczy, którymi zajmuje się moja rozmówczyni – Marta Dębowiec - coach, trenerka biznesu, wolontariuszka MOPS, pasjonatka nauki i rozwoju osobistego, a przede wszystkim wielka miłośniczka koni i jeździectwa.
Katarzyna Stefańska: Spędziłam kilka godzin obserwując Cię w pracy jako instruktorkę jazdy konnej. Robisz wrażenie bardzo profesjonalnej trenerki, której pasją są konie i nauczanie innych. Skąd u Ciebie miłość do jeździectwa?
Marta Dębowiec: Przygodę z końmi zaczęłam jako czterolatka. Każdego roku jeździłam latem z rodzicami do rodziny w Poznaniu. Mieliśmy taki zwyczaj, że zawsze po drodze zatrzymywaliśmy się w Czerniejewie, gdzie w tamtejszym parku tata woził mnie na kucykach. Najbardziej podobało mi się gdy konik stukał kopytami przechodząc przez drewniany mostek. To jedno z moich pierwszych „końskich wspomnień”. Pewnego roku pozwolono mi spróbować jazdy na dużym koniu. Ten awans kosztował mnie wiele, ponieważ do dziś mam na nogach blizny od otarć. Po tych pamiętnych wakacjach rodzice zapisali mnie do szkółki jeździeckiej w Zbrosławicach i tam zaczęłam uczyć się jazdy konnej.
K.S.: Kto był Twoim pierwszym trenerem?
M.D.: Moją trenerką była pani Ewa, która odegrała bardzo ważną rolę w moim życiu. Była moją mentorką i pokazała mi jak rozwijać pasję. Każdemu sportowcowi życzę na swojej drodze takiego nauczyciela. Pani Ewa świetnie uczyła dyscypliny, odpowiedzialności, zaangażowania i ciężkiej pracy z końmi. Przekazywała wspaniałe wzorce. 
K.S. Zupełnie jak Ty dzisiaj. Twierdzę tak, ponieważ wszystkie osoby, z którymi rozmawiałam o Tobie jako instruktorce jazdy konnej mówiły dokładnie to samo. Jesteś dla nich autorytetem, pozytywnie motywujesz, masz intuicję i nie wywierasz presji.
M.D.: Hmm, miło mi to słyszeć. Dla mnie najważniejsza jest jakość treningu. Staram się być uważna i skupiona zarówno na predyspozycjach jeźdźca jak i konia. Pod pojęciem jakości treningu rozumiem też punktualność, wzajemny szacunek, determinację i realizowanie zamierzonych celów. Uważam ponadto, ze każdy z nas jest na innym etapie życia, ma inne oczekiwania wobec siebie i otoczenia. Jako trener chcę motywować i pomagać w przekraczaniu indywidualnych granic. Moi klienci mają przecież różne predyspozycje. Czasem ktoś startuje od zera, a potem pięknie rozkwita. Ktoś inny zaczyna od wysokiego poziomu i nagle zwalnia. Dużą rolę pełnią też czynniki zewnętrzne oraz tak zwane kompetencje miękkie, w których specjalizuję się jako coach i trener biznesu.
K.S.: No właśnie. Jesteś też coachem i trenerem biznesu. Czy udaje Ci się połączyć obie specjalizacje – coaching i jeździectwo?
M.D.: Od jakiegoś czasu tak. Zajmuję się szkoleniami z zakresu zarządzania, sprzedaży, komunikacji i układania relacji międzyludzkich w organizacjach. Drugim obszarem mojej aktywności są konie. Prowadzę treningi ujeżdżeniowe i treningi metodami naturalnymi. Obecnie przygotowuję także duży cykl szkoleń dla instruktorów jeździectwa o nazwie Coaching jeździecki, który łączy moje dwa światy. Stworzyłam ten projekt ponieważ uważam, że wspomniane przeze mnie wcześniej kompetencje miękkie mają kluczowy wpływ na postawy i zaangażowanie jeźdźców. Oczywiście ważne są również kompetencje twarde – specjalistyczne z dziedziny jeździectwa.
K.S.: Czy udało Ci się wypracować swój własny styl trenowania?
M.D.: Zdecydowanie tak. Połączyłam moje dwa światy, dając tym samym szansę rozwoju i możliwość zdobycia wyjątkowych umiejętności. Pracuję w oparciu o różne techniki. Łączę pracę z ziemi z klasyczną jazdą w siodle. Najważniejszy jest jednak sposób komunikacji, który przekłada się na wzajemne zrozumienie, zaangażowanie, motywację osób, z którymi współpracuję. 
K.S.: Jako rolę w treningach pełnią zwierzęta, a właściwie czego uczą nas konie?
M.D.: Konie, dzięki swej wrażliwości, są idealnym odzwierciedleniem ludzkich cech. Pokazują nam nasze emocje i bardzo szybko odpowiadają na ludzkie zachowania, postawy, sposób komunikacji. Można powiedzieć, że konie to takie narzędzia diagnostyczne. Ponadto, konie wyrabiają u człowieka wyjątkową zdolność do przewidywania pewnych reakcji, ale też nawyk obserwacji. Kształtują także ponadprzeciętną wytrwałość, dbałość o budowanie przyjaznej atmosfery, dążenie do celu. Uczą empatii i konsekwencji.
K.S.: Twoje uczennice powiedziały mi, że często podkreślasz, że jeśli podczas treningów coś dzieje się nie tak, to zazwyczaj problem leży po stronie człowieka, nie konia. Dlaczego tak uważasz?
M.D.: To wbrew pozorom bardzo złożony temat. Chodzi głównie o kontrolę emocji, budowanie samoświadomości podczas jazdy konnej oraz komunikowanie się ze zwierzęciem bez przemocy psychicznej i fizycznej. Te postawy przekładają się również na życie prywatne i zawodowe lub wywodzą się z tych obszarów. Jako trener umiem eliminować niepotrzebne zachowania. Krzyk czy złość podczas treningów to objawy słabości. Nie wyobrażam też sobie takich reakcji ze strony trenera. 
K.S.: Z kim lubisz pracować?
M.D.: Zdecydowanie z ludźmi, którzy chcą się uczyć, pracować nad sobą lub chcą coś zmienić w swoim życiu. Ja w ogóle uwielbiam pracę z ludźmi, a jako coach lubię wspierać innych. Dla mnie samej bardzo ważny jest rozwój osobisty. Stale się uczę, szkolę, kończę profesjonalne kursy. Gdy widzę zmiany u moich klientów, ich pracę nad sobą, to rozkwitam razem z nimi. Daje mi to ogromną satysfakcję kiedy obserwuję czyjś postęp, wiedząc ile pracy kosztował jego wysiłek. 
K.S.: Pokuszę się o stwierdzenie, że to niestety rzadka reakcja w obecnym świecie. Ludzie nie lubią cieszyć się cudzymi sukcesami. Dlaczego Ty się cieszysz?
M. D.: Może jest tak dlatego, że sama dostałam od innych dużo wsparcia. Nie mam za sobą łatwej przeszłości. Jako mała dziewczynka straciłam mamę. Bardzo wcześnie musiałam sobie radzić sama. Na wszystko ciężko pracowałam, ale spotykałam na swojej drodze wielu ludzi, którzy mi pomagali. Dziś mam wspaniałych klientów, z którymi praca jest samą przyjemnością. Oddaję to dobro innym potrzebującym.
K.S.: Na przykład osobom starszym?
M.D.: Tak, staram się pomagać słabszym. Jestem wolontariuszem jednego ze śląskich MOPS-ów. Na ile pozwala mi czas, raz lub dwa razy w tygodniu jeżdżę do moich podopiecznych i pomagam im w prostych obowiązkach. Są to z reguły zakupy, pomoc w wypełnieniu dokumentów lub zapłaceniu rachunków.
K.S.: Czym jeszcze się zajmujesz? 
M.D.: Jestem wykładowcą na wyższej uczelni w Dąbrowie Górniczej. Dzielę się ze studentami swoją wiedzą i doświadczeniem i to znowu w jakimś sensie oddawanie tego co dostałam. Poznawanie nowych ludzi, praca z nimi dają mi poczucie spełnienia i życiowej równowagi. Dzięki temu mam siłę i wytrzymałość. Nie lubię stać w miejscu. Aktywność dodaje mi energii.
K.S.: Co jest Twoim sukcesem?
M.D.: Niezależność. To z kolei daje mi poczucie bezpieczeństwa i możliwość dokonywania wyborów. Dzięki niezależności mogę wychowywać mojego syna i realizować jego i swoje marzenia.
K.S.: A jakie są Twoje marzenia?
M.D.: Obecnie spełniam jedno z moich największych marzeń. Buduję w Czekance stajnię i pensjonat dla koni. Będzie to jednocześnie małe centrum rozwoju i sportu jeździeckiego dla ludzi, którzy chcą rozwijać swoje pasje. W projekcie jest też uwzględniona sala konferencyjna, w której planuję prowadzić moje szkolenia. Myślę, że znajdzie się też czas i miejsce na zajęcia z hipoterapii. W moim centrum jeździeckim chciałabym stworzyć także miejsce dla osób, których nie stać na płatne treningi, ale są pasjonatami i mają determinację do pracy z końmi. Ktoś kiedyś dał mnie taką szansę i ponownie chciałabym oddać innym to co dostałam. Najważniejsze w tej stajni będą dla mnie atmosfera i ludzie, dla których ważne jest dobro koni.
K.S. Jak będzie nazywać się Twoja stajnia?
M.D.: Tego jeszcze nie jestem pewna w stu procentach, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to nazwa Eleganse. Od imienia mojego ukochanego konia.
Marta Dębowiec- absolwentka studiów z zakresu zarządzania, trenerka biznesu, instruktorka jazdy konnej i hipoterapii. Wykłada Zarządzanie w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej. Prywatnie mama 15 letniego Adriana, miłośniczka nart, kajakarstwa i prac w drewnie. Ma kota, psa i 3 i pół konia.


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama