Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 21 maja 2026 13:10
Przeczytaj!
Reklama
Reklama
Reklama

PRAWDZIWY TEST SAMOCHODU ELEKTRYCZNEGO

Dzięki uprzejmości firmy Tandem (Renault, Dacia z Będzina i Częstochowy) mieliśmy okazję przez kilka dni jeździć w pełni elektrycznym Renault ZOE. Z zewnątrz samochód przypomina Renault Clio. Samochody full-elektryczne nie były nam wcześniej obce, dlatego podczas tych kilku dni namówiliśmy szereg osób, znajomych, rodzinę, na krótką przejażdżkę elektrycznym Renault, ale były to wyłącznie osoby które nigdy wcześniej z takimi samochodami nie miały kontaktu. Odbiór zawsze był ten sam: banan na twarzy i wyrazy zachwytu. Tak odmienne wrażenia z jazdy do „zwykłych” samochodów spalinowych dają elektryki. Wrażenia pozytywne.
Podziel się
Oceń

Wsiadając do ZOE nie jesteśmy faszerowani kosmicznym wyglądem wnętrza, co było modne w pierwszych samochodach elektrycznych. Dziś większość z nich wygląda normalnie, czasem dyskretnie projektanci podkreślają odmienność samochodu. Samochód elektryczny to przede wszystkim sposób i styl jazdy. Zachwyca dynamika startu i przyśpieszania. A ZOE -co trzeba pamiętać- ma być samochodem głównie miejskim, „budżetowym”. Co w przypadku samochodu, którego cena zaczyna się od 130 tys. brzmi nieco śmiesznie. Prawie 2x więcej od „zwykłego” Clio! Druga ogromna zaleta to cisza w środku. Słychać właściwie tylko opływy powietrza, i przyjemną dla ucha muzykę systemu odzyskiwania energii. Coś na kształt KERS z F1, gdy każde odjęcie gazu i hamowanie doładowuje akumulatory.


I przy tym się zatrzymajmy. Jak ładować elektryka?

To chyba najciekawsza część przygody z elektrycznym ZOE. Naładowany „do pełna” zapewnia zasięg do 280 km. Nie jest źle, zważywszy, że do niedawna prawie 2x droższe elektryki dawały zasięg podobny. A co do w pełni elektrycznego Smarta nieśmiało wspomina się o coś ponad 100 km. W ZOE zasięg 280 km, to zasięg obiecywany, i co ciekawe, można go osiągnąć. Sytuacja jest podobna do warunków jazdy zwykłym samochodem: jak szybko jedziemy, czy pod górkę, jak przyśpieszamy. Chyba jedyna, i na razie poważna wada samochodów elektrycznych (nie licząc ceny) to CZAS ŁADOWANIA BATERII. Jak kończy się nam benzyna, to myk, na stację, kilka minut i dalej w trasę. Z elektrykiem to niemożliwe. Ilość stacji ładowania rzeczywiście rośnie, są pod większością marketów, w niektórych całkowicie bezpłatne! Ale żeby podładować się choć trochę, przerwa kawowa musi potrwać przynajmniej pół godziny. Porządne ładowanie to godzina, do dwóch.


 

Pierwszy mit o samochodach elektrycznych: domowy prąd nie zawsze ładuje!


Nasze ZOE wypożyczamy tylko na kilka dni, więc z pewnością nie będziemy montować szybkiej domowej ładowarki, która pozwala ładować elektryka w 3-4 godziny. W bagażniku Tandem zostawił nam oryginalną ładowarkę do zwykłego gniazdka. Szybko okazało się, że czułe urządzenie nie lubi polskiego prądu. Próbujemy w domu, pod redakcją w Myszkowie, w Zawierciu, nawet u znajomego elektryka. Wszędzie samochód wyświetlał błąd. W Renault też byli zaskoczeni. Był już prawie koniec naszego testu, gdy już bez szans na powodzenie podłączyliśmy ZOE do instalacji w starym budynku i… działa! Czas ładowania 20h. Nazwaliśmy ten artykuł „prawdziwym testem samochodu elektrycznego”, gdyż przed jego napisaniem przeczytałem kilka testów elektryków w internecie. Od BMW, audi, itd., itp. Same „achy” i „ochy”. Jakbym czytał foldery reklamowe producentów. Czy ci dziennikarze w ogóle nimi jeździli? Jest oczywiste, że samochody elektryczne mają też niewątpliwe wady, związanie z zasięgiem i czasem ładowania. Ładowanie ze zwykłego gniazdka jak się okazało też bywa niemożliwe, więc wybierając się do szwagra na imieniny warto sprawdzić, czy w jego garażu nasz elektryk zacznie się ładować, w czasie gdy my będziemy trzeźwieć po imprezie…


Z Będzina z siedziby Tandem odbieramy ZOE naładowane do pełna. Zasięg 260 km, zwłaszcza jeden kierowców (kobieta) do perfekcji opanowuje jazdę z odzyskiwaniem energii. Przykładowo trasa z Zawiercia do Kroczyc to 16 km. Dzięki zabawie z odzyskiwaniem energii zasięg ZOE, zmalał tylko o… 8 km!


Czas na duużą kawę!

Ale zasięg niebezpiecznie jednak zmalał do 50 km, z gniazdka w garażu ładowanie nie rusza, więc trzeba rozejrzeć się za stacją ładowania. W listopadzie 2017 braliśmy udział w otwarciu pierwszej w Zawierciu stacji ładowania samochodów elektrycznych przy ul. 11 Listopada 2/4. Kaprys właściciela firmy BioEnerga Witolda Brodzika jako dodatek do sportowej Tesli S. Nasz redakcyjny kobiecy kierowca wyposażony w dobrą książkę jedzie się ładować. Na stacji popłoch: -Ale to pełny elektryk? Full? Najstarsi pracownicy stacji pamiętają coś takiego może pół roku wcześniej. Zdarzają się podobno plug-in, podjeżdżające się doładować. Podłączamy… i czas ładowania 3h. A na miejscu żadnej kawiarni, co tu robić? Obsługa proponuje próbę z szybką ładowarką od Tesli szefa. Gniazdko takie samo, ale efekt żaden. Nie ładuje wcale. Odłączamy, Tesla nie puszcza! Konsultacja z serwisem Renault, nieśmiałe propozycje jazdy z dyndającą ładowarką… Zabawa trwała jakieś 2 godziny.

Wiosek I: ładowanie elektryka ma sens tylko na stacjach ładowania gdy mamy dużo czasu (minimum godzinę). Dlatego przyszłość takiego ładowania jest w stacjach przy galeriach handlowych. Zrobimy zakupy, pójdziemy do kawiarni. Jeżeli czeka nas dłuższa droga niż zasięg naszego samochodu, musimy zaplanować dłuższą przerwę. Kolejne ładowanie odbyło się na stacji GreenZone w Poczesnej przy DK1. Po prostu przy okazji zakupów. Koszt? Kilkanaście złotych. I tu przechodzimy do największych zalet samochodów elektrycznych.


 

To prawie nic nie kosztuje!


Ok. Jeżeli zdecydujemy się za zakup ZOE, wydatek będzie spory. Cena katalogowa od 133 tys. zł, choć są to zwykle samochody objęte ogromnymi rabatami. Ale policzmy koszty ładowania: w domu, z domowej ładowarki (najlepiej szybkiej) przy obecnej cenie prądu ok. 10 zł. Płatna stacja ładowania- do 30 zł. Koszt paliwa na 280 km, przy spalaniu 7L/100km? Ok. 100 zł. Przejeżdżając 20 tys. rocznie na paliwo wydamy 7000 zł. Ładując ZOE tylko w domu wydamy rocznie… 700 zł! Do tego tańsze przeglądy, gdyż elektryk ma dużo mniej części mechanicznych.

Wielką przyjemność sprawiło nam też ładowanie zupełnie za darmo. Jest trochę takich ładowarek. Np. przy UM w Częstochowie, choć trochę już stara i powolna. Ale zaletą darmowe miejsce do parkowania jeżeli się ładujemy! Podobnie np. w Galerii Katowice. Tuż przy wejściu aż 4 miejsca do ładowania, nie trzeba szukać miejsca parkingowego i ładowanie całkiem za free! Naładowaliśmy ZOE do pełna nic nie płacąc. To tak, jakby ktoś nam podarował 100 zł na benzynę.


Czy to się opłaci?

Nawet do użytku prywatnego ZOE może być świetnym rozwiązaniem, jeżeli ktoś wykonuje codziennie stałą trasę do 200 km w obie strony, albo nawet 400 gdy ma np. pod miejscem pracy ładowarkę. Wtedy wysoka cena zakup może być nawet opłacalna. Volkswagen udostępnił podobne analizy dla samochód dostawczych elektrycznych i wyszło im, że wyższy koszt zakupu elektrycznego dostawczaka zwraca się po 4 latach. Późnej już „czysty zysk”. Jeżeli więc mamy możliwość jeździć powyżej 20.000 km rocznie ZOE na krótkich, stałych trasach, to zakup może być wręcz opłacalny. Idealnie, gdyby rząd wprowadził obiecywane dopłaty do elektryków, które miały wynieść do 35 tys. zł. Zakup elektrycznego samochodu stałby się naprawdę atrakcyjny.

Na dzisiaj to jednak pewna ekstrawagancja, chyba że głównym czynnikiem zakupu będzie ekologia. Ta motywacja choć godna szacunku nielicznych skłoni do do zakupu samochodu elektrycznego.

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego prowadzą program „licznik elektormobilności” gdzie analizują zmiany na rynku pojazdów elektrycznych. Najnowszy raport licznika mówi, że na koniec sierpnia w Polsce było zarejestrowanych 6672 samochodów elektrycznych, ale razem samochodami plug-ing (elektryczno-spalinowymi, które można doładowywać z gniazdka). 2/3 z nich to „czyste” elektryki jak nasze ZOE. Choć liczba 6,6 tys. nie powala, do obiecanego przez premiera Morawieckiego miliona droga długa i raczej niemożliwa do pokonania, to przyrost rok do roku jest 89%. Samochody elektryczne to ciągle margines kupowanych pojazdów. Nowością są elektryczne dostawczaki i autobusy. W liczbach… Też szału nie ma. Elektrycznych dostawczych mamy 388 szt zarejestrowanych, elektrycznych autobusów 206. Ale wg danych PSPA 180 elektrycznych autobusów wkrótce pojawi się w Warszawie i Krakowie. I chyba ilość elektrycznych samochodów użytkowych, autobusów, zwłaszcza będzie dynamicznie rosła.

Ciekawostką jest duża liczba elektrycznych skuterów i motocykli. Już 5731 szt. W stosunku do ogólnej liczby nowych jednośladów zarejestrowanych w 2019 roku, łącznie 31 tys. widać, że elektryki stanowią 19%, aż 1/5! Gdzie jest haczyk? Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto kupiłby elektryczny skuter (a tym bardziej motocykl) do domu. Moim zdaniem prawie 100% elektrycznych jendośladów to skutery wypożyczane na minuty. Niestety na razie w dużych miastach, najbliżej w Katowicach. Zakup elektrycznego skutera wydaje się mniejszą ekstrawagancją niż zakup samochodu na prąd. Elektryczne skutery znajdziemy w ofercie nawet za 4 tys. niedawno byłem na otwarciu nowego salonu Moto Mio w Krakowie (Zakopiańska 171 -Ducati, Aprilla, Moto Guzzi, Mondial) i moją uwagę zwróciła elektryczna Vespa. Kultowy skuter w wersji na prąd był za 22 tys. zł! Tyle samo ile piękna Vespa GTS z silnikiem 125 ccm. A w przypadku skutera problem zasięgu ma mniejsze znaczenie, gdyż zwykle nie wybieramy się w nim w długie podróże. O ile więc do elektrycznych motocykli (ma taki w ofercie nawet Harley Dawidson) podchodzę sceptycznie, to elektryczne skutery zdecydowanie wkrótce mogą zdominować rynek jednośladów. Przy okazji likwidując największą wadę spalinowych skuterków: wyjątkowo upierdliwy dźwięk małych skuterów o poj. 50 ccm.

Ale na razie jesteśmy przy elektrycznym ZOE, który dzięki Renault Tandem z Będzina mieliśmy okazję testować przez kilka dni. Zdecydowanie jest to samochód, który przy odpowiedniej eksploatacji może być opłacalny w zakupie. Wymaga na pewno zmiany przyzwyczajeń, gdyż ładowania nie zrobimy w 5 minut. Na razie na pewno częściej będziemy takie samochody spotykać w wypożyczalniach na minuty niż w użytku prywatnym. Kto zdecyduje się na zakup gwarancję jazdy samochodem ciągle wyjątkowym ma gratis.


 

Jarosław Mazanek


 


Napisz komentarz

Komentarze

użytkownik 05.10.2019 14:31
Niewątpliwie to jest iwnestycja zakup takiego elektryka, bo jednak ceny sa na ten moment spore. Ale argumenty sa mocne jak widac i temat sie oplaca. Nam do firmy szefo ściągnął kilka elektrykow plus stacje greenway na terenie firmy, zeby bylo jak je ładowac i wychodzilo taniej. To tez gratka dla pracownikow, bo z tego co widzimu spora czesc osob zainwestowala prywatnie w elektromobila

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TomaszTreść komentarza: Czytałem i oglądałem wszytsko co dotyczy tej sprawy, nie brałem udziału w tej sprawie więc proszę o niesugerowanie tego że byłem uczestnikiem. Co do oznakowania to jeżeli odpad został przetworzony i stał się materiałem to nie ma takiego obowiązku, aby była jakakolwiek informacja. Dodatkowo te transporty nie są rejestrowane w systemie BDO. Transporty które są odpadem są rejestrowane w systemie BDO i tam należy zacząć weryfikację czy w ogóle coś jest rejestrowane, jakie dokumenty są w systemie BDO, na jakiej zasadzie jest to wywożone. Ze słowem "odpad" należy się obchodzić delikatnie bo nie wszytsko co wyjedzie z budowy jest odpadem - należy to zweryfikować żeby poprawnie to nazywaćData dodania komentarza: 12.05.2026, 09:55Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: Kim był ten zdrajca na rzecz niemieckiego cesarza macie opisane np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa . Dobrego samopoczucia , oraz ubawu polskim parafianom życzę.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:18Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIAAutor komentarza: zxcvTreść komentarza: I pomyśleć Pomazaniec Boży Król Polski Bolesław Szczodry uwalił łeb zdrajcy, a tu proszę - Polacy modlą się do niego. RĘCE OPADAJĄ.Data dodania komentarza: 11.05.2026, 11:14Źródło komentarza: MYSZKÓW. UROCZYSTA PROCESJA ODPUSTOWA W PARAFII ŚW. STANISŁAWA BISKUPA I MĘCZENNIKA. ZDJĘCIA J Autor komentarza: RedakcjaTreść komentarza: O ile rzeczywiście jest pan byłym pracownikiem WIOŚ, które też badało zasypane łęgi, to chyba niezbyt wnikliwe pan przeczytał nasze artykuły. Wszystko z budowy jest odpadem, różne za to są sposoby (legalne) ich zagospodarowania. Samochody wożące te materiały (odpady) miały obowiązek być oznakowane, a my nie widzieliśmy tego na żadnym z pojazdów. Co zresztą później próbowała wyłapać Inspekcja Transportu Drogowego, ale jak już zwożenie materiałów na łęgi się zakończyło. Główny problem nie jest w samym odpadzie, w większości to ziemia, ale gdzie trafił niszcząc dolinę Warty. Pytanie czy bezpowrotnie, czy Państwo Polskie zadziała, aby zmusić właściciela terenu do przywrócenia stanu poprzedniego. Na razie idzie to słaboData dodania komentarza: 11.05.2026, 09:27Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgiAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Tutaj redaktor dobrze rozpoznaje odpady i śmieci - czasami się udaje :)Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:16Źródło komentarza: „MAĆKOWA GRUSZKA”. Czyj to burdel? Wychodzi, że Prezydenta Warszawy Rafała TrzaskowskiegoAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Witam Jako były pracownik WIOŚ nie dziwię się że firma pisze o sprostowanie ponieważ: 1) Na Pana nagraniach widać że coś jest wożone na teren który Pan przywołuje i tutaj bardzo ostrożnie z nazywaniem tego co to jest bo nie ma Pan dokumentów ani dowodów że jest to odpad, na jakiej podstawie została weryfikacja że to jest odpad ? (jakieś badania? dokumenty po za nagraniami? nie jest Pan chyba geologiem) - odsyłam do ustawy która wskazuje o możliwościach jakie firma i osoby mają żeby np. przetwarzać coś. Na miejscu dziennikarza dowiedziałbym się i upewnił że jest to odpad bo wizerunkowo dla firma to jest cios za który nie odpuszcza. Nie jest Pan osobą mogącą potwierdzić że coś jest odpadem bo Panu się tak wydaje (chyba że jest to worek ze śmieciami plastikami itd. a tej sytuacji tutaj nie mamy) 2) Oglądałem też reportaż w którym jest Pan informowany o różnych innych informacjach które Pan tutaj zataja / zniekształca co jest też krzywdzące dla Pana Rafała chociażby - chyba nie jest to dziennikarstwo które polega tylko na żerowaniu i wskazywaniu wybiórczo informacji byle było chwytliwe..?? (bo chyba tak jest) 3) Mówi Pan o groźbach a sam Pan w poprzednim artykule wskazywał że konkretne osoby i firmy coś robią nie tak mimo iż wysłali wyjaśnienia, mówili o nich Panu na spotkaniach, a mimo to wskazuje Pan winnych (chociaż nie wprost) i dziwi się że Piszą o sprostowanie. Jak mają wskazać co sprostować jak wszystko jest do sprostowania skoro uprawiane jest takie dziennikarstwo tworzone ze strzępków informacji i z tego co się wydaje Panu. Reasumując nie widze nigdzie żadnych twardych dowodów że to co wożone jest "odpadem", nie ma wskazania informacji które już padły i nie zostały przywołane, skoro Pan Rafał mówi że kupuje materiał to czemu co artykuł nazywa się to odpadem, czemu brak informacji o tym i sugerowanie czytelnikowi nieprawdy. Rzetelne dziennikarstwo polega na dogłębnym zweryfikowaniu tematu tak mi się wydaję ale może się mylę może chodzi o to żeby zrobić z byle czego sensacji. Czekam na konkretne informację bo na ta chwilę jedyną prawdziwą informacja jest że teren zalewowy który jest w posiadaniu prywatnym jest zasypywany a raczej zasypany - to chyba problem systemowy bo takie tereny powinny być wykupione przez Państwo żeby je chronić i to jest problem (ale chyba mniej chwytliwy dla dziennikarza, ale ważniejszy z perspektywy prawdziwej ochrony przyrody).Data dodania komentarza: 11.05.2026, 09:14Źródło komentarza: NDI czuje się urażona, że łączymy firmę z zasypaniem odpadami doliny Warty. Wiosną 2025 udokumentowaliśmy, że odpady z ich budowy niszczą łęgi
Reklama
Reklama
Reklama