Jura Krakowsko-Częstochowska to znacznie więcej niż tajemnicze ruiny zamków na Szlaku Orlich Gniazd. To także jaskinie, rezerwaty, zabytki sakralne, parki, szlaki i przestrzeń pozwalająca połączyć historię ze sportem, kulturą i wypoczynkiem.
I właśnie tę różnorodność od lat próbuje pokazywać Juromania – Święto Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
Tegoroczna edycja odbywała się od 18 do 20 września. W projekt zaangażowane były miejscowości i instytucje po obu stronach granicy województw śląskiego i małopolskiego, a program obejmował dziesiątki wydarzeń.
W naszej części Jury szczególnie dużo działo się w Olsztynie, Złotym Potoku, Żarkach, Zawierciu, na Zamku Pilcza i na Zamku Ogrodzieniec.
TRE VOCI i Pink Floyd pod Zamkiem Olsztyn
Jednym z najbardziej widowiskowych punktów tegorocznej Juromanii był sobotni wieczór w Olsztynie.
Juromanię oficjalnie otworzyli Tomasz Kucharski, burmistrz Miasta i Gminy Olsztyn, oraz Grzegorz Boski, wicemarszałek województwa śląskiego.
Później najważniejsza była już muzyka. Na scenie pojawili się trzej tenorzy TRE VOCI. Potężne głosy, kontakt z widownią i charakterystyczne połączenie klasycznych możliwości wokalnych z repertuarem trafiającym do szerokiej publiczności szybko zrobiły swoje.
Wieczór miał jednak jeszcze drugą odsłonę. W Olsztynie wystąpił The Echoes Project – Polish Tribute to Pink Floyd. Muzyce inspirowanej twórczością legendarnej grupy towarzyszyły mapping i lasery. W połączeniu z charakterystyczną scenerią olsztyńskiej warowni koncert zamienił się w widowisko dźwięku i światła.
I właśnie takie wykorzystanie jurajskich zabytków jest jednym z pomysłów stojących za Juromanią – zamek nie ma być jedynie obiektem oglądanym w ciągu dnia, ale również scenografią dla wydarzeń, które mogą przyciągnąć zupełnie inną publiczność.
Złoty Potok zakończył trzy dni ogniem i laserami
Zupełnie inaczej wyglądała Juromania w Złotym Potoku.
Tam wydarzenia trwały przez trzy dni, a wspólnym motywem była „Jurajska Bateria Energii”. Program rozpoczął piątkowy Bieg Świetlika. Później odbywały się m.in. zawody wędkarskie, aktywności sportowe, nordic walking oraz wydarzenia przygotowane w otoczeniu Zespołu Pałacowo-Parkowego.
Najbardziej spektakularne pozostawiono jednak na niedzielny finał.
Przed Pałacem Raczyńskich pojawiła się formacja RAGO SHOW z pokazem tańca z ogniem. Po fireshow przyszedł czas na „Jurajską Energię Światła” – pokaz laserowy zsynchronizowany z muzyką.
Pałacowy park na finał trzydniowego wydarzenia zamienił się więc w przestrzeń pełną ognia, światła i muzyki.
Podczas tegorocznej gry terenowej najlepszy okazał się Sławomir Bajor, a kolejne miejsce zajęła rodzina, która przyjechała na Jurę z Łodzi.
W Żarkach prąd trzeba było... wykręcić
Jeszcze inny pomysł na tegoroczne hasło energii miały Żarki.
Tam uczestnicy nie tylko oglądali wydarzenia – sami musieli dołożyć do nich trochę własnych sił.
Jedną z najbardziej nietypowych atrakcji było Plenerowe Kino Rowerowe. Energia potrzebna do jego działania powstawała dzięki uczestnikom pedałującym na rowerach.
Dosłownie więc: chciałeś oglądać – trzeba było kręcić.
Żarecki program uzupełniały spektakl teatralny „Kamienny”, widowiskowe fireshow oraz przejście Szlakiem Dobrej Energii.
Był ogień, teatr, rowery i trochę wysiłku. Trudno o bardziej dosłowne potraktowanie tegorocznego motywu „Jura Pełna Energii”.
W Smoleniu szczękał oręż
Juromania nie byłaby jednak świętem Jury bez powrotu do historii jej zamków.
Na Zamku Pilcza w Smoleniu można było przenieść się do czasów, kiedy energia nie była wytwarzana przez rowery, lecz zdecydowanie częściej potrzebna była do władania mieczem.
Były pokazy dawnej broni, walk i wojowników, a po opadnięciu „bitewnego kurzu” także prezentacje dawnego sokolnictwa.
Historyczna sceneria Zamku Pilcza po raz kolejny stała się więc naturalną sceną dla rekonstruktorów.
Z Bąkowca do Okiennika, a później reggae. Zawiercie pełne energii
Zupełnie inne oblicze Juromanii pokazało Zawiercie, gdzie program połączył historię, sport, ekologię i muzykę.
Już w piątek uczestnicy mogli wziąć udział w spacerze historycznym ulicą 3 Maja. W sobotni poranek wydarzenia przeniosły się natomiast w jedno z najbardziej malowniczych miejsc tej części Jury – w okolice Zamku Bąkowiec w Skarżycach.
Tutaj zamiast koncertów, ognia czy historycznych inscenizacji najpierw liczyły się mocne nogi. Uczestnicy „Zamkowej Energetycznej Ósemki” ruszyli na ośmiokilometrową trasę biegu i marszu nordic walking. Start i meta znajdowały się przy ruinach Bąkowca, a trasa prowadziła jurajskimi ścieżkami w kierunku jednego z najbardziej charakterystycznych ostańców regionu – Okiennika Wielkiego.
Trudno było wybrać bardziej jurajską scenerię. Ruiny rycerskiego Zamku Bąkowiec pochodzą z XIV–XV wieku, a w ich sąsiedztwie przebiegają Szlak Orlich Gniazd oraz Szlak Warowni Jurajskich.
Po sportowym poranku energia przeniosła się do Parku Miejskiego im. Adama Mickiewicza. Tam rozpoczęła się „Energia w rytmach reggae”. Były warsztaty jogi, bębniarskie i ekologiczne, ale jednym z ciekawszych pomysłów okazał się „Młyn na Warcie”. Żarna do mielenia mąki napędzano energią wytwarzaną przez uczestników na rowerach, a później można było spróbować swoich sił przy pieczeniu podpłomyków.
Wieczorem energia była już przede wszystkim muzyczna. Na scenie najpierw wystąpił TABU, a następnie HABAKUK. Zawierciańską odsłonę Juromanii dopełnił historyczny spacer „Energia Tożsamości: Śladami Bohaterów Zawiercia”.
W ciągu dwóch dni Zawiercie pokazało więc kilka zupełnie różnych twarzy Jury – od historii miasta i ruin średniowiecznego Bąkowca, przez sportową trasę prowadzącą w stronę Okiennika Wielkiego, aż po ekologię, muzykę i reggae w centrum miasta.
Zamek Ogrodzieniec znów tętnił życiem
Jednego z najważniejszych miejsc na Szlaku Orlich Gniazd również nie mogło zabraknąć.
Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu był jednym z miejsc tegorocznej Juromanii. Organizatorzy po zakończeniu wydarzenia podkreślali przede wszystkim połączenie historii warowni z wydarzeniami i aktywnościami, które ponownie przyciągnęły na zamek mieszkańców oraz turystów.
I właśnie Ogrodzieniec dobrze pokazuje ideę całego przedsięwzięcia.
Ruiny nie mają być jedynie zabytkiem, obok którego przechodzi turysta z aparatem. Podczas Juromanii stają się przestrzenią wydarzeń i opowieści o regionie.
Jedna Jura, dziesiątki pomysłów
I chyba właśnie różnorodność pozostaje największą siłą Juromanii.
W ciągu jednego weekendu można było słuchać tenorów pod średniowiecznym zamkiem, pobiec osiem kilometrów przez jurajskie wzgórza, oglądać walki dawnych wojowników, pedałować, żeby zasilić kino, słuchać reggae, zobaczyć pokaz sokolniczy, fireshow czy wielkie widowisko laserowe.
Oficjalny program tegorocznej edycji obejmował znacznie więcej miejsc niż opisane przez nas wydarzenia – od Częstochowy i Zawiercia przez zamki, jaskinie i rezerwaty województwa śląskiego aż po atrakcje małopolskiej części Jury.
I o to w tym projekcie chodzi.
Juromania powstała nie tylko po to, aby organizować kolejny festyn. Jednym z jej podstawowych celów jest promocja całej Jury Krakowsko-Częstochowskiej i wydłużenie sezonu turystycznego – tak, aby ruch turystyczny nie kończył się wraz z wakacjami.
Wrześniowy weekend pokazał też, że nie trzeba wszędzie organizować tego samego.
Olsztyn postawił na wielkie koncerty i widowisko wizualne. Złoty Potok na trzydniową aktywność zakończoną ogniem i laserami. Żarki wykorzystały energię samych uczestników. Smoleń sięgnął do historii. Zawiercie połączyło sport z reggae.
Wspólnym mianownikiem pozostała Jura.
Bo Juromania najlepiej pokazuje, że Szlak Orlich Gniazd jest dopiero początkiem opowieści o tym regionie, a nie jej końcem.
Tegoroczna Juromania odbywała się przy wsparciu samorządów województw śląskiego i małopolskiego, a partnerem głównym wydarzenia był TAURON.































Napisz komentarz
Komentarze