KSIĄDZ, JEGO SYN I PIENIĄDZE

  • 29.10.2012, 08:41
  • MyszPress

Podziel się:

Oceń:

(Myszków) Konsekwencje barwnego stylu życia księdza Zenona Szymoniaka, byłego proboszcza parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Nowej Wsi, po 6 latach od jego śmierci żyją własnym życiem. -Komplikuje nam życie zza grobu - mówi Józef Szymoniak, brat zmarłego księdza, który 18 września stawił się na kolejnej rozprawie sądowej, pozwany przez syna księdza proboszcza, o bezprawną sprzedaż samochodów, należących do proboszcza. Józef Szymoniak miał je nabyć od zmarłego brata na dzień przed śmiercią. Nie dał temu wiary Sąd w innym procesie, uznając, że do transakcji sprzedaży nigdy nie doszło. Wcześniej Grzegorz M., który sądownie udowodnił, że jest synem zmarłego księdza, przejął ponad 230.000 zł z prywatnego konta bankowego należącego do proboszcza, oraz –jak potwierdza Józef Szymoniak- przynajmniej kilka atrakcyjnych działek budowlanych, m. in. w Żarkach Letnisku. Nieruchomości proboszcza mogły być warte kolejne setki tysięcy złotych.      

(Myszków) Konsekwencje barwnego stylu życia księdza Zenona Szymoniaka, byłego proboszcza parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Nowej Wsi, po 6 latach od jego śmierci żyją własnym życiem. -Komplikuje nam życie zza grobu - mówi Józef Szymoniak, brat zmarłego księdza, który 18 września stawił się na kolejnej rozprawie sądowej, pozwany przez syna księdza proboszcza, o bezprawną sprzedaż samochodów, należących do proboszcza. Józef Szymoniak miał je nabyć od zmarłego brata na dzień przed śmiercią. Nie dał temu wiary Sąd w innym procesie, uznając, że do transakcji sprzedaży nigdy nie doszło. Wcześniej Grzegorz M., który sądownie udowodnił, że jest synem zmarłego księdza, przejął ponad 230.000 zł z prywatnego konta bankowego należącego do proboszcza, oraz –jak potwierdza Józef Szymoniak- przynajmniej kilka atrakcyjnych działek budowlanych, m. in. w Żarkach Letnisku. Nieruchomości proboszcza mogły być warte kolejne setki tysięcy złotych.

 

Pozornie błaha sprawa cywilna o zapłatę, która toczyła się przed Sądem Rejonowym w Myszkowie, zachęciła nas do przypomnienia tej pasjonującej rodzinnej historii. Przed wielu laty Gazeta Myszkowska opisywała problemy cmentarza w Nowej Wsi. Przypomnimy, że sprawa zakończyła się przeniesieniem części grobów w inne miejsce, gdyż cmentarz powstał nielegalnie, na działkach prywatnych, których wykupienia od właścicieli proboszcz odmawiał rodzinom przez długie lata. Jedna z rodzin, co opisywaliśmy w artykule „A proboszcz płacić nie chce” (GM z 28.11.2003), próbowała nawet procesować się z parafią o zapłatę za działkę, ale byli tak biedni, że nie stać ich było na 2 tys. wpisu sądowego. I Sąd Rejonowy w Myszkowie odmówił przyjęcia pozwu.

 

Oprócz pracy duszpasterskiej życie proboszcza Szymoniaka obfitowało w inne, niestety tragiczne historie. Przypominaliśmy jego wypadki samochodowe, kolizje: dwa- w Lgocie Nadwarcie i Leśniakach ze skutkiem śmiertelnym. W Lgocie w wypadku z udziałem proboszcza zginął rowerzysta, w Leśniakach rozjechał pieszego, młodego mężczyznę. To tylko najbardziej tragiczne historie z udziałem proboszcza nowowiejskiej parafii.

 

Śmierć to dopiero początek

 

Ksiądz Zenon Szymoniak umiera 12 marca 2006 roku, w wieku lat 60. Proboszczem parafii w Nowej Wsi był przez 32 lata, dokładnie od roku 1974. Zmarłego księdza na schodach znajduje brat Józef, który w parafii pomaga jako organista. I od tej chwili zaczyna się inna historia, z której możemy się dowiedzieć wiele o obyczajowości księży, finansach kościoła. Będzie to też niezły poradnik z zasad dziedziczenia, prawa spadkowego. Będzie ekshumacja, badanie DNA, czyli proces o potwierdzenie ojcostwa. A chodzi jak to zwykle w życiu: o pieniądze. Duże pieniądze.

 

Proboszcz to mój ojciec

 

Do Sądu Rejonowego w Będzinie trafia pozew o uznanie ojcostwa. Pozwany: zmarły w 2006 Zenon Szymoniak. Powód: walczący o uznanie za syna księdza Grzegorz M. Ponieważ pozwany nie żyje, sąd wyznacza mu kuratora w osobie brata Józefa. 17 grudnia 2009 sensacja- zmarły przed 3 laty proboszcz jest ekshumowany, z ciała pobierany jest materiał genetyczny, który trafia w celu badań DNA do Akademii Medycznej w Krakowie. Tam potwierdza się bezsprzecznie: Zenon Szymoniak, zmarły proboszcz jest ojcem Grzegorza M. Sąd potwierdza, że proboszcz nie zmarł bezpotomnie, to wg. różnych badań zdarza się 25% kleru, więc Grzegorz M. staje się jedynym spadkobiercą księdza. Zgromadzony przez księdza prywatny majątek okazuje się całkiem pokaźny. Jak opowiada Józef Szymoniak, kurator zmarłego brata, po sądowym potwierdzeniu, że Zenon Szymoniak był ojcem Grzegorza M., syn przejmuje z konta bankowego ok. 230 tys. zł oraz własność kilku działek.

 

-Brat miał sporo nieruchomości, działek budowlanych, większość w Żarkach Letnisku. Z tego co wiem, Grzegorz wszystko sprzedał. Przejął też 231.000 zł z kont w 2 bankach, które brat miał w Częstochowie i Piekarach Śląskich lub Sosnowcu –mówi Józef Szymoniak.

 

Pieniądze prywatne czy parafii?

 

Jak wiadomo, pieniądze każdy ksiądz otrzymuje z posługi kapłańskiej: taca, chrzty, śluby i pogrzeby. Ile można uskładać w skarpecie przez kilkadziesiąt lat duszpasterstwa? Kilkaset tysięcy zgromadzone jako majątek na nazwisko księdza to więc majątek prywatny, czy parafii? Na to pytanie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Czy oprócz nieruchomości i pieniędzy na kontach bankowych w chwili śmierci proboszcza były inne wartościowe rzeczy na plebanii? Pieniądze?

 

-Zaraz jak znalazłem brata martwego –mówi Józef Szymoniak- powiadomiłem dziekana Stefana Jachimczaka. Przyjechał natychmiast i pierwsze co zrobił, to zabezpieczył kancelarię. Nie wiem, czy były tam jakieś pieniądze.

 

Samochody sprzedane dzień przed śmiercią

 

Proboszcz Zenon Szymoniak umiera 12 marca 2006 roku. W sobotę 11 marca rzekomo sprzedaje braku Józefowi swoje 2 samochody. Gdy sąd w Będzinie potwierdza w 2009 roku prawa Grzegorza M. do spadku po ojcu-proboszczu, ten składa do Prokuratury Rejonowej w Myszkowie doniesienie o przestępstwie. Zarzuca, że sprzedaży samochodów nigdy nie było, że  umowy są podrobione. I Sąd Rejonowy  w Myszkowie uznaje winę Józefa Szymoniaka, uznając, że podrobił umowy sprzedaży samochodów. Józef Szymoniak choć uznany za winnego, podtrzymuje, że transakcja –trzeba przyznać  mocno podejrzana - faktycznie miała miejsce:

 

-Grzegorz M. doniósł na mnie, że ja podrobiłem podpisy. Była już sprawa karna, powołano dwóch biegłych, ale żaden z nich nie potwierdził, że faktycznie podrobiłem podpisy. Odwrócili więc kota ogonem i oskarżyli mnie, że użyłem sfałszowanego dokumentu. Na tej podstawie M. wytoczył mi tę dzisiejszą sprawę o spłatę kupionych samochodów - tłumaczy redakcji brat zmarłego proboszcza z Nowej Wsi.

 

W 2011 roku Grzegorz M. występuje więc do Sądu Rejonowego w Myszkowie z pozwem o zapłatę 30 tysięcy. Na tyle wycenia wartość Opla i Forda, które Józef Szymoniak już sprzedał.

 

18 września 2012 roku przed Sądem Rejonowym w Myszkowie zeznaje jego żona Halina. Potwierdza, że samochody mąż kupił od brata, stwierdza, że były to kompletne graty, że szwagier ich oszukał, wciskając niesprawne samochody. Wg. umów, które sąd uznał później za sfałszowane, Józef Szymoniak miał zapłacić za dwa samochody 15 tysięcy złotych. Przed Sądem Rejonowym w Myszkowie, gdzie toczył się proces o zapłatę, próbują udowodnić, że kupili niesprawne „graty”.

 

- Gdyby Zenek żył, to byśmy je od razu reklamowali, a tak, to nie było u kogo - dodaje pani Halina. Z relacji państwa Szymoniaków wynika, że w Fordzie do naprawy było wszystko, a „dobrze wyglądała tylko karoseria”. Małżeństwo sprzedało samochód na części za kwotę ok. 2,5 tys. zł. Drugie auto było w lepszym stanie. Opla Józef Szymoniak zarejestrował i jeździł nim przez krótki czas, musiał jednak „dokładać do interesu”, bo ciągle coś się w nim psuło. W końcu skasowany w wypadku w 2011 roku, także został sprzedany na części.

 

Przyglądamy się rozprawie, w przerwie udzielamy pozwanemu Józefowi Szymoniakowi czegoś jakby porady prawnej. Zdaniem redakcji na pewno proces przegra. To prosta konsekwencja tego, że wcześniej w innym procesie Sąd uznał, że transakcja sprzedaży samochodów dzień przed śmiercią jest sfałszowana. Samochody należały więc do masy spadkowej po zmarłym i sąd nie będzie miał innego wyjścia, jak uznać roszczenie syna za słuszne.

 

GM: -Może pan co najwyżej liczyć na to, że sąd uzna niską wartość samochodów, na co też, poza waszymi zeznaniami, brak dowodów.

 

-Szczerze mówiąc brat mnie oszukał –mówi Jerzy Szymoniak- wciskając mi ten złom. Panie redaktorze, co ja przez niego krzywdy zaznałem! Przez niego straciłem ojcowiznę, którą też zagarnął jego syn.

 

26 września 2012 roku sędzia Mariola Bednarczyk z Sądu Rejonowego w Myszkowie zasądza obowiązek zapłaty 15 tys. złotych na rzecz Grzegorza M. Jeśli odwołania od wyroku sądu pierwszej instancji nie będzie, Grzegorz M. otrzyma połowę kwoty, o którą się ubiegał. Sąd w swojej decyzji oparł się na zadeklarowanej wartości samochodów z wcześniejszego, karnego procesu w tej sprawie.

 

Po rozprawie udaje nam się z Grzegorzem M. porozmawiać telefonicznie. Prosi, aby nie wymieniać jego nazwiska:

 

-Ta sprawa z moim ojcem mogłaby być o wiele prostsza, mogło obejść się bez ekshumacji taty w 2009 roku. Ale wujek, którego sąd ustanowił kuratorem robił wszystko, aby pozbawić mnie majątku po ojcu. Nie zgadzał się na udostępnienie dla sądu swoich próbek DNA i porównania ich z moim DNA. To pozwoliłoby uniknąć przykrej dla wszystkich ekshumacji. Mogliśmy mojego ojca nie niepokoić w grobie, ale wujek poszedł w zaparte. Nie chciałbym więcej do tej sprawy wracać –mówi Grzegorz M.

 

Syn przejmuje ojcowiznę

 

Część rodzinnego sporu pomiędzy bratem zmarłego księdza, a księdza synem dotyczy rodzinnego gospodarstwa rolnego we wsi Blok Dobrzyce koło Radomska. Syn proboszcza w całości odziedziczył też wiejskie gospodarstwo. I wystawił je na sprzedaż.

 

-Ojcowizna w całości miała być dla mnie. Brat już został zaspokojony, bo trzeba było płacić, pomagać mu, jak był w seminarium. Teraz syn brata chce zabrać nawet to, co mi się należało po rodzicach. W czasach komuny można było być zameldowanym w jednym miejscu, a my wnieśliśmy wkład z żoną do bloków w Radomsku. I jak przejąłem dom po rodzicach, to nierozważnie przepisałem go na brata. Potem te sprawy nie zostały uregulowane. Ale skąd miałem wiedzieć, że będzie taka sytuacja, że brat będzie miał dzieci i potem będę musiał walczyć o spadek po rodzicach w sądzie? - opowiada naszej redakcji Józef Szymoniak. I tę sprawę brat księdza przegrywa. Skoro Zenon Szymoniak formalnie był jedynym właścicielem rodzinnego gospodarstwa, należy się ono w całości jedynakowi, Grzegorzowi M. No właśnie, tylko czy Grzegorz M. na pewno jest jedynakiem?

 

Ile w końcu tych dzieci?

 

Po śmierci Zenona Szymoniaka tylko mieszkający w Bobrownikach koło Piekar Śląskich Grzegorz M. występuje o uznanie go za syna proboszcza. Sprawę wygrywa i w całości przejmuje bogaty spadek. Brat i jego żona, choć byli z nim do chwili śmierci w bliskich kontaktach (Józef dorabiał na parafii jako organista), twierdzą, że pojawienie się spadkobierców brata było dla nich sporym zaskoczeniem:

 

-Charakterek Zenek to miał wiadomo jaki, ale żeby aż tak? Myśmy nic nie wiedzieli o jego postępowaniu, bo cały czas mieszkaliśmy i mieszkamy w Radomsku. A tam żadne informacje do nas nie dochodziły - opowiada Halina Szymoniak, szwagierka zmarłego księdza.

 

Józef Szymoniak twierdzi, że w czasie procesu karnego, w którym podważono fakt sprzedaży dwóch samochodów, zeznania składała Jadwiga M., matka Grzegorza M. –Pamiętam, że mówiła wtedy w sądzie, że Zenek miał też dwoje dzieci z inną kobietą. A cały majątek przypadł Grzegorzowi – mówi Józef Szymoniak.

 

Wersję tę potwierdza brat Jadwigi M, mieszkający w Nowej Wsi Stanisław Masłoń: -Z siostrą jestem od lat w konflikcie, ale o tym, że wiele lat żyła w związku z naszym proboszczem wiedziałem ja i każdy w parafii, kto chciał wiedzieć. Siostra coś mówiła o innych dzieciach, z inną babą, ale tu już szczegółów nie znam.

 

Czy to na pewno koniec historii?

 

Tylko Grzegorz M. wystąpił o uznanie go za syna Zenona Szymoniaka, więc stał się jego jedynym spadkobiercą. Gdyby jednak odnalazły się inne dzieci, historia  może się powtórzyć. I wtedy to Grzegorz M. musiałby się dzielić z rodzeństwem z trudem odzyskanym spadkiem.

 

Roksana Tomaszewska

Jarosław Mazanek

MyszPress

Zdjęcia (1)

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu gazetamyszkowska.pl. MyszPress s.c. z siedzibą w Myszkowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
kaz
kaz 30.07.2022, 06:16
spróbuj

Pozostałe